Naturalne pochodzenie czy to granitów czy to wapieni (twardych skał – nadających się do wspinaczki) nie jest tak istotne, jeśli ktoś chciałby skupić się podnoszeniu swych umiejętności.

Można, a czasem nawet trzeba wykorzystywać również nienaturalne przestrzenie umożliwiające wdrapywanie się po nich. W szczególności do wprawiania się i trenowania np. przed wyruszeniem w Tatry. Nim sezon zimowy rozpocznie się na dobre, trzeba choć raz w pełnym rynsztunku odwiedzić miejsce nazywane przez niektórych „warszawską mordownią na świeżym powietrzu”.

Plusy drytoolingu na Janówku

Moim zdaniem, to miano świetnie oddaje istotę naszych poczynań w Janówku. Po pierwsze: blisko, a bliskość to jest wielki plus – wyznam, że jadę od siebie z Warszawy w zaledwie 40 minut. Nawet mnożąc to razy dwa (konieczność powrotu) to i tak dojazd trwa krócej niż niejeden wykład, na którym musiałem przesiadywać podczas studiów.

Pomimo małej odległości, raczej nie natrafimy na tłumy. Odwiedzając ten rejon w pogodny jesienny dzień liczba osób nie przekroczy liczby naszych palców dłoni

Z kwestii czysto organizacyjnych dodać trzeba, że na terenie bunkrów (wstęp do niedawna kosztował 7 zł, a teraz 20 zł) od czasu do czasu odbywają się zamknięte imprezy. Stąd też, planując wycieczkę w tamte stron warto wykonać telefon (601-135-484) i upewnić się, czy zostaniemy wpuszczeni.

Jak dojechać na bunkry?

Po drugie: łatwo tam trafić – wystarczy przejechać przez Nowy Dwór Mazowiecki i skierować się na Nieporęt. Od strony Warszawy skręt w prawo robimy w miejscowości Góra. Potem w miejscowości Janówek Pierwszy z ulicy Nowodworskiej skręcamy w prawo w ulicę Bastionową.

Blisko zakrętu znajduje się wjazd na parking, a typowy widok, jaki tam na ogół zastaniemy, przedstawia jakiś mniej lub bardziej okazały namiot i pojazd wojskowy. Nie zdziwi on tych, którzy już tam bywali – oni bowiem wiedzą, że bunkry stanowią zarazem istotny element infrastruktury obszaru przeznaczonego do gry w paintball.

Janówek TOPO

No i wreszcie po trzecie: zróżnicowanie. Samych dróg nie będę opisywał, ponieważ to już zostało wykonane przez fachowców z Klubu Wysokogórskiego Warszawa. Świetnej jakości topo do pobrania TOPO JANÓWEK.

Decydując się na wspinaczkę w Janówku, zastaniemy zróżnicowane trudności: od przyjemno-banalnych D4 (osoby początkujące na pewno docenią „Artura” – gęsto obita i niedługą drogę po dziurach wiodącą niemal w całości w pionowej linii) po „syte trudności w długich dachach” (do D14+).

Takich dróg na Zakrzówku to ze świecą szukać!

Za najtrudniejszą spośród tamtejszych dróg uchodzi Sangreal D14+, którego nazwę można przetłumaczyć jako „Święty Graal”. Trafne określenie, a z kilku innych nazw dróg w Janówku można mieć okazję do uśmiechu.

O wspinaniu na bunkrach – subiektywnym okiem

Sektor Lewa Grota

Z „Arturem” D4 w ramach rozgrzewki postanowiłem zaznajomić się osobiście. Ten „osobnik” dostarczył mi fajne wspinanie się po pewnych chwytach i bezpiecznych stopniach.

Jeszcze lepszy wydał mi „Karol Wielki” – arturowy wariant, który zaczyna się z tamtejszego stanowiska i trawersem w lewo biegnie do innego stanowiska stanowiącego zakończenie drogi „Lord Vader” (D6+). Ja doszedłem mniej więcej do połowy i opadłem z sił na tyle, aby zaprzestać dalszego „wycisku”.

Znalazłem się podówczas w czymś, co do złudzenia przypominało grotę, a w niej moje oczy zaznały niesamowitego widoku. Jakiś ziomeczek dosłownie „chodził” po suficie tej jaskiniowej struktury. O ile się nie mylę, przemierzał drogę, której nazwa tj. „Spadaczka” (D12 plus “kultowe” trudności wytrzymałościowe) sugeruje tylko jeden docelowy kierunek podróży: pionowo w dół.

Wyznam Wam bez cienia zażenowania, że aktualnie mam problem z utrzymaniem chwytu na pionach na D6, a podczas wizytacji Janówka na własne oczy widziałem takich skurczybyków, którzy wiszą na sufitach niczym nietoperze i u których sam Batman mógłby brać lekcje.

Tych bardziej zaawansowanych – gdy jeszcze stoją na ziemi – dość łatwo jest rozpoznać po „rakobutach” – w większości przygotowanych przez nich samych. Do podeszwy przymocowują metalową płytkę, na przedzie której znajduje się jeden ząb atakujący.

Kultowość owych przeszkód została nie raz potwierdzona w trakcie odbywanych tam regularnie finałów Manewrów Dryboonkrowych. Oczywiście biorą w nich udział najwięksi kozacy, do grona których jest mi równie daleko jak… z Janówka na Antarktydę. A ten ostatni (ponoć jedyny wciąż jeszcze skrywający tajemnice) lodowy kontynent „zwiedzałem oczyma wyobraźni” wraz z Erhardem Loretanem:

Jeśli o mnie chodzi to przekonałem się, że kilka parogodzinnych sesji w takiej lokacji jak Janówek w zupełności wystarczy, żeby zrobić formę na Tatry. Nie trzeba ładować aż do bólu i robić nie wiadomo jakie cyfry, których sens opisałem w tym wpisie:

Sektor: Środkowa płyta

A jakie jeszcze inne drogi padły moim łupem, podczas moich wizyt w 2022 roku? Opracowywanie moje własnego, prywatnego topo rozpoczęło się od sektora o nazwie „Środkowa Płyta” i drogi „Środkowa Rysa” (D5). Określiłbym ją mianem „czujna” i powiem to wprost: wyjątkowo mi nie podpasowała.

Ciekawszych atrakcji w mojej opinii dostarcza „Droga do Komunizmu” (D5+), a poza złowrogą nazwą, jej znakiem charakterystycznym jest leżący tuż obok wielki głaz, na który to należy szczególnie uważać.

Dla bezpieczeństwa warto zrobić pierwszą wpinkę z tego kamienia, a następnie zacząć z samej ziemi.

Drewnospad

Główną atrakcję (dla takich warto choć raz odwiedzić Janówek) stanowią dwie kłody połączone ze sobą liną. Taki układ sprawia, że finalnie otrzymujemy szansę na ciągłość wspinania, a ta ostatnia struktura na celu imitowanie łojenia po lodospadach. Przyznam bez ogródek, że to rewelacyjny pomysł.

Największą trudność przysporzy nam konieczność przejścia z jednej kłody na drugą, która jest nieco przewieszona. Niby można dokonać tego, wykorzystując be-ton na ściance, ale po co sobie nazbyt ułatwiać życie i odmawiać dodatkowej satysfakcji?

Bowiem cała przyjemność tej drogi polega na wbijaniu raków i czekana w drewno. Drajtulingowe podstawy już pewnie macie za sobą, a jeśli nie, to klikacie tu i (prawie wszystko) wszystko wiecie

Nie wiele mniejszych pozytywnych emocji dostarczyło mi również inne przejście: z półki na płytę przemieściłem się podczas podążania drogą „Żyleta 5”. Zapamiętam ten proces jako fajne wspinanie z pewnymi chwytami.

Sektor Prawa płyta

A takie same trudności napotkamy w sektorze „Prawa płyta”. Wystarczy tam „dosiąść” Wielbłąda D5+, która to droga posiada wspólne stanowisko z “Prostowaniem Wielbłąda”, czyli rysą położoną najbardziej na prawo.

Dla ułatwienia można zrobić wędkę nie przechodząc tych dróg na prowadzeniu. Bez problemu można wejść dookoła prawą stroną na dach, gdzie porastają drzewa i krzaki i zrobić własny stan bezpośrednio nad rysą.

Idąc z dołem, w ramach poradnikowej podpowiedzi: żeby wpiąć się do właściwego stanowiska, trzeba użyć Stainpullera, blokując dziabę o dach oraz ścianę, a następnie podciągając się na jednej ręce zaczepiając drugi czekan o dach. Pullera można również zastosować w rysie, aczkolwiek to miejsce znajduje się znacznie niżej niż „pod daszkiem”.

O tym poręcznym narzędziu już niegdyś pisałem, zatem więcej dowiecie się klikając w ten link:

Ciemna strona Janówka

Nie jest to wszakże miejscówka idealna. Mnie osobiście do gustu bardziej przypadł Zakrzówek, przede wszystkim ze względu na naturalny charakter dróg, natomiast te tutaj kojarzą mi się jednak ze zbyt dużą ingerencją dokonaną przez człowieka.

Ponarzekać również mogą fani dłuższych przepraw – w Janówku większość dróg jest krótka, a całą sytuację ratują tzw. „przesiadki”, czyli łączenie kilku dróg w jedną.

Bezpieczeństwo

Jeżeli nie zaliczasz się do obeznanych w betonie łojantów to zalecam wspinanie na wędce. Wiele dróg posiada czujny początek np. “Droga do komunizmu“, “Środkowa rysa“, “Prostowanie wielbłąda“, a uwzględniając ich krótki charakter łatwo o spowodowanie urazu.

Trzeba również uważać na drogach, które wyprowadzają na półę np. “Żyleta”. Każdorazowe wejście na półkę, traktujcie jak kolejny start z ziemi tzn. prośba o wzmożenie czujności, gdyż jak pewnie sami się domyślacie, na półkę również można spaść.

No i nie zapomnijcie o kaskach.

Takie właśnie, zdrowe i pełne profesjonalizmu podejście do tematu zaprezentowała np. przechodząca obok nas Klaudia.

Szła wówczas drogą o nazwie „Krztusiec”. Trzeba jej złożyć gratulacje i oddać stosowne zasługi za pokonanie hardej drogi. Na pamiątkę udało mi się wykonać to fajne zdjęcie, na którym trzyma jedną dziabę w zębach 🙂

Podsumowanie

Mimo powyższych mankamentów uważam, że Janówek ma pewien charakterystyczny klimat i zrzesza fajnych ludzi reprezentujących m.in. elitę tego środowiska.

Uważam, że Janówek to świetne miejsce na treningi – taka lokalna mordownia, która pozwala się nieźle wkręcić w Drytooling.

Głosy gości / Wystaw ocenę
[Razem: 5 Średnia ocena: 5]