Natura sprawiła, że zasadniczo homo sapiens jest zwierzęciem ciepłolubnym, które najlepiej czuje się na otwartych przestrzeniach, z dobrze rozwiniętą roślinnością, żyzną glebą i dostępem do wody pitnej. Do życia w obszarach arktycznych, pustynnych lub na znacznej wysokości, ludzie jako gatunek musieli się dostosować. 🙂

Również do przebywania w rejonach wysokogórskich, a za takie uważa się tereny leżące powyżej 1800 m n.p.m. Oczywiście zależnie od wieku, kondycji, wysokości długoletniego zamieszkiwania i wyposażenia genetycznego, niektórzy z nas będą lepiej znosić przebywanie na dużych wysokościach. 

Nie można sobie wyobrazić zdobywania naprawdę wysokich gór bez aklimatyzacji. Aklimatyzacja to proces adaptacji organizmu do oddychania niższym ciśnieniem parcjalnym tlenu we wdychanym powietrzu. Jeżeli ktoś nazbyt szybko znajdzie się na wysokości przekraczającej 2500 m n.p.m., to mniej lub bardziej objawową chorobę wysokogórską ma jak w banku.

W Tatrach raczej nie grozi nam choroba wysokogórska, gdyż Rysy mierzą 2499m. Mówi się, że w przypadku występowania bólu głowy w Tatrach to przyczyną jest najprawdopodobniej kac, a w przypadku Alp mogą to być pierwsze symptomy przebywania na znacznej wysokości.

Nasze ciała zwyczajnie nie są bowiem przystosowane do normalnego funkcjonowania w rozrzedzonej atmosferze, w której cząsteczki tlenu są od siebie bardziej oddalone niż w normalnych warunkach. Przykładowo na wysokości 2500m oddychamy powietrzem tak rozrzedzonym, jakby było go mniej o 1/4 w porównaniu do poziomu morza, a w przypadku 6000m blisko o połowę mniej.

Na szczęście w naszych organizmach działają mechanizmy umożliwiające przystosowanie się do przebywania w warunkach obniżonego ciśnienia parcjalnego tlenu. Nie chcę Was zanudzać szczegółami fizjologicznymi. Zamiast tego wolę przestrzec przed unikaniem aklimatyzacji i kierowaniem się tzw. ułańską fantazją. Nierozważnych wspinaczy góry potrafią łatwo skarcić – a niejeden “kozak” nie wrócił już z wysokich partii. 

Im szybciej “wbiegamy” na szczyt, tym radykalniej zwiększa się ryzyko pojawienia się chorób określanych mianem “wysokościowych”. Głównie mam tu na myśli: ostrą chorobą górską (acute mountain sickness – AMS) oraz wysokościowy obrzęk mózgu (High-altitude cerebral edema – HACE) i płuc (high altitude pulmonary edema – HAPE). Osobny artykuł o nich już wkrótce na blogu.

Podstawowy schemat aklimatyzacyjny wygląda tak jak tym wykresie:

SCHEMAT 500m (tutaj dodam schemat. Prace in progress)

Podstawowa zasada to nie spać wyżej niż 500m od dnia poprzedniego, oraz co każdy 1000m zyskanej wysokości należy wziąć tzw. rest day, czyli dzień odpoczynku. Można to porównać do wchodzenia po bardzo wysokich schodach i dłuższego odpoczynku na każdym piętrze. Ten ostry trójkąt w ósmym dniu wyprawy (zwiększenie pułapu z 4500m na 5500m) oznacza przypuszczenie ataku szczytowego trwającego kilka godzin, po czym następuje szybkie schodzenie do obozu, z którego wystartowaliśmy.

Przed atakiem szczytowym należy pamiętać o dodatkowym dniu odpoczynku.

Jeżeli nie możemy sobie pozwolić na taki naturalny przyrost wysokości kieruj się zasadą „wspinaj się wysoko – śpij nisko”. W trakcie dnia można bowiem przeć w górę, ale należy bezwzględnie pamiętać, by zdążyć zejść przed zapadnięciem zmroku. Chodzi o to, by spać znacznie niżej, niż danego dnia się weszło.

Jak aklimatyzować się na Mont Blanc?

W przypadku Mont Blanc Mont Blanc po wyprawie skończonej zdania niedokończone.. mamy do dyspozycji 2 schroniska z możliwością noclegu i jeden awaryjny schron Vallot w drodze na szczyt, który służy jako ostoja w razie załamania pogody. Tak się złożyło, że wraz z moimi druhami byliśmy zmuszeni zostać w nim na noc. W detalach piszę o tym tutaj. Raz tego doświadczyłem i NIE POLECAM!

Znajdują się one na wysokościach:

  • Tette Rousse 3167m n.p.m.
  • Schronisko Goutier 3815m n.p.m.
  • Vallot 4362 m n.p.m (tylko jako przystanek na ciepłą herbatę. Nie wolno w nim spać!)

Dzień 1. Przyjmijmy, że dotarliśmy do Tette Rousse z Chamonix. Przekroczyliśmy pułap 2500 m bez wcześniejszych postojów aklimatyzacyjnych. Obserwuj swych druhów, a od nich domagaj się, by mieli Cię na oku. Z każdą minutą rośnie ryzyko, że rozboli Cię głowa. Wówczas kolejnego dnia powinieneś  zrobić odpoczynek (tzw. rest day)

Dzień 2. Zgodnie z zasadą 500m nie możemy wyjść do schroniska Goutier, żeby w nim spać, ale to świetne miejsce żeby spędzić w nim poranek w ramach aklimatyzacji. Krzystne również byłoby wyjście na spacer do wys. ok. 4000m na grań Aiguille du Gouter i dopiero wtedy wrócić do Tette Rousse.

Dzień 3. Następnego dnia obowiązkowy rest day w Tête Rousse. Twój organizm potrzebuje czasu na kompensację skutków dostarczania mu rozrzedzonego powietrza. Musi sprostać dodatkowej produkcji czerwonych krwinek oraz przywyknąć do zwiększonej częstotliwości oddechów. Jednym zdaniem – dostosować się do wysokości niczym jeździec do konia lub kameleon do tła.

Dzień 4. Wyjście do schronu Vallot i nocleg w Goutier (najlepiej 100 m powyżej).

Dzień 5. Oceńcie nawzajem swój stan i samopoczucie. Jeżeli czujecie się dobrze, to atakujcie szczyt. Jeśli jesteś(cie) w słabszej kondycji, to sugerowałbym dzień wolny i kolejny spacer do Vallot. Atak i powrót dopiero następnego dnia.

Oczywiście należy pamiętać o tym, że wysokogórskie wyprawy rządzą się swoimi prawami i wyjścia aklimatyzacyjne zależne są od pogody. W związku z tym należałoby doliczać 2 zapasowe dni, co daje łącznie ok. 8-9 dób na zdobycie Mont Blanc. Rozumiem, że nie każdy może sobie pozwolić na taki komfort. W optymistycznym wariancie 6 dni powinno wystarczyć.

Schemat aklimatyzacyjny dla trekkingu do Base Camp pod Everestem

Poniżej wykres obrazujący zasadę wchodź wysoko – śpij nisko.

SCHEMAT 500 m wchodz wysoko spij nisko.
(tutaj dodam schemat. Prace in progress)  

Osoby pragnące wspiąć się na dach świat muszą korzystać ze schematów, które zostały opracowane na podstawie doświadczeń setek osób, które Mount Everest zdobyły przed nimi. Oto jak wygląda jeden z nich:

SCHEMAT TREK BAZA MOUNT EVEREST
(tutaj dodam schemat. Prace in progress)

Himalaiści bazują nie tylko na kosztownym ekwipunku, znajomościach wśród Szerpów czy wielotygodniowych zaprawach bojowych w niższych partiach górskich. Korzystają także z dość prostego instrumentu, jakim są spacery aklimatyzacyjne, czyli nieco bardziej zaawansowane przechadzki po okolicy. Jeden z takich spacerów udało mi się uchwycić podczas zdobywania Elbrusa. Możesz o tym przeczytać tutaj:

Aklimatyzacja jest także istotnym elementem taktyki, bez której nie sposób wygrać w grze planszowej K2. Rzadko mam czas grywać w planszówki, ale obiecałem sobie, że po ten tytuł sięgnę któregoś dnia. A potem może sięgnę tych 8611 metrów, do których “urósł” Czogori, najtrudniejsza góra świata. Wyobraźnia podsuwa mi taki oto challenge: “Wygrać w K2, stojąc na szczycie K2” – to byłby hardkor 😉

Ps. W chwili gdy piszę te słowa, za oknem słońce ostro grzeje (około 30 stopni w cieniu), mamy czerwcowe upały, w perspektywie suszę i wzrost cen żywności…Ale na szczęście w biurze, w którym siedzę, działa klimatyzacja. Czasem wystarczy jedna literka, by uzyskać zupełnie inne słowo. I kontekst się zmienia na z deka odmienny…;-) A jeżeli komuś pomylą się oba te wyrazy, to…odbiorcom/słuchaczom poprawi to humor. Nawiasem mówiąc, historia wywiadów ze sportowcami zna już taki przypadek. Pionierem okazał się Tadeusz Piguła (co za górskie nazwisko!), zdaje się piłkarz, a jego wypowiedź leciała tak: “Zastanawialiśmy się, czy będzie autobus z aklimatyzacją.” 😀

Głosy gości / Oceń wpis
[Razem: 27 Średnia ocena: 5]