Zakrzówek to miejsce, w którym biel wapiennych ścian w nieczynnych kamieniołomach współgra z otaczającą go zielenią, tworząc harmonijną całość. Nic dziwnego, że jest to jeden z najbardziej malowniczych zakątków Krakowa, posiadający liczne walory krajobrazowe, geologiczne, historyczne i przyrodnicze.

Przy czym należy podkreślić, że owej zieleni nie sposób ujrzeć w pełnej formie/postaci w trakcie przygotowań do zimowego sezonu wspinaczkowego. Zwłaszcza jeśli Zakrzówej – tak jak wielu innym łojantom – służy ci jako poligon do odbywania treningów drajtulowych, o czym nadmieniam w dalszej części wpisu.

W tych dwóch wytłuszczonych zdaniach zawiera się istota esencja tego, wszystkiego co z tą lokacją związane.

Zakrzówek prawdziwy klejnot

Na podstawie kilku wizyt na Zakrzówku wrażenie że krakowianie nie doceniają tego klejnotu przyrody. Mają go za zwyczajny, naturalny kompleks jakich wiele, a odwiedziny postrzegają jako popołudniową odskocznię od otulonych smogiem wielkomiejskich dzielnic centralnych.

Co ciekawe, Zakrzówek to dla geologów zrąb („blok skorupy ziemskiej obcięty ze wszystkich stron uskokami”) – zaledwie „niewielka” struktura tektoniczna (choć ma – bagatela – około 1 km2 powierzchni). Przestrzeń ta wypełniona jest rozmaitymi elementami, z których wymienić należy przede wszystkim: Zalew (nieczynne kamieniołomy Krakowskich Zakładów Sodowych Solvay), Skały Twardowskiego, łom Bergera i kilka mniejszych tego rodzaju odkrywkowych wyrobisk, jaskinie krasowe (Jasna, Twardowskiego) oraz pozostałości fortyfikacji obronnych, takich jak za moimi plecami:

Atrakcje Zakrzówka

Chodzenie (zwłaszcza po nierównym terenie) jest spoko, lecz jeszcze więcej sensu (wyrażonego chociażby hasztagiem #nopainnogain) ma aktywny wypoczynek. Takowy na Zakrzówku w wielu formach występuje i to jest coś, co zdecydowanie należy pochwalić.

Zarówno lokalni amatorzy biegania (do których i ja się zaliczam), jak i szaleństw na rowerze górskim korzystają tu z ciekawych tras, a tutejszy zalew przyciąga fanów nurkowania. Od 1999 roku bazą nurkową na tym sztucznym akwenie (w najgłębszym miejscu liczącym aż 32 m) zawiaduje Centrum Nurkowe „Kraken”. A jak możemy wyczytać w Wikipedii: „Podwodne atrakcje spoczywają na głębokości 5–31 metrów i obejmują m.in. samochód Polski Fiat 125p, autobus, furgonetkę, łodzie oraz dawną przebieralnię po kąpielisku.”

Mnie akurat do nurkowania nie ciągnie; zamiast obniżać pułap, wolę go zwiększać i częściej przebywać nad ziemią niż na jej powierzchni. Nie tylko włażąc na i łażąc po wypukle sterczących skałach, (o których słów kilka poniżej), ale również wznosząc się w przestworza:

Z wysokości kilkuset metrów nad ziemią jeszcze lepiej widać – tak ukochane przeze mnie i moich kumpli (wspinaczkowe kumpele też są – i mam nadzieję, że będzie ich coraz więcej) – pofałdowanie terenu. A w Zakrzówku jest na co popatrzeć, gdyż rejon ten stanowi jeden z tzw. ogródków drajtulowych, o czym już raczyłem nadmienić w tym wpisie: Drytooling na bunkrach w Janówku

Drytooling na Zakrzówku

Drogi wspinaczkowe również (przynajmniej na Wysokim Murze) są łatwo dostępne – nigdy nie uświadczyłem tam kolejek (w przeciwieństwie do Niskiego Muru). Ta lokacja to duży, pionowy blok skalny o wysokości dochodzącej do 32 metrów. Zmieściło się tam 16 dróg, których wyceny wahają się od IV do VI.2

Kłopoty sprawiać może kruszyzna. Trzeba być szczególnie czujnym, zarówno podczas wspinaczki skalnej jak i drajtulingu – noście ze sobą kaski, a dla bezpieczeństwa wspinajcie się na samych dziabach bez lonżyków

Zobacz podejście na sektor Drytoolowy

Wielki Mur na Zakrzówku

Jak dojechać na Zakrzówek?

Lokalsi mogą tam łatwo dotrzeć tramwajem lub w około 30 minut: ustawiając w GPS destynację o nazwie “Twardowskiego 116”, dojadą wygodnie na parking. A jeśli przypadkiem zgłodnieją, to nie muszą zamawiać pizzy lub szukać jagód po krzakach. 😉 Obok znajduje się bowiem budka z zapiekankami, których kaloryczność może posłużyć jako paliwo na cały dzień.

Koniec wieńczą piersi

Zakrzówek nie bez kozery nazywany bywa „polską Chorwacją”. Ma duże i wierne grono wielbicieli, do których i ja się zaliczam. Ilekroć pomyślę o nim jako o miejscu przygotowań do zimowego sezonu wspinaczkowego w Tatrach, to jaram się jak głodny osesek na widok matczynej piersi.

Głosy gości / Wystaw ocenę
[Razem: 6 Średnia ocena: 5]