Mera Peak w Himalajach to wprawdzie jeden z łatwiejszych sześciotysięczników, ale nie można bagatelizować zagrożenia związanego z wystąpieniem choroby wysokościowej. Nawet silnych kozaków z nowoczesnym ekwipunkiem potrafi ona sprowadzić do parteru, czyli w niższe partie gór, gdy już “nie idzie wytrzymać” w ostatnim, najwyższym obozowisku.

Najwłaściwszym podsumowaniem Mera Peak jest zdanie: “To najwyższy szczyt trekkingowy w Nepalu z widokami na 5 ośmiotysięczników”: Everestu, Lhotse, Makalu, Kangczendzongi i Cho-Oyu . Zawiera się w nim niemal wszystko, a tą brakującą porcją wiedzy jest świadomość, jak zachować się podczas takiej wyprawy, aby wrócić całym, zdrowym i szczęśliwszym. Tudzież biedniejszym o jakieś 3 tys. dolarów amerykańskich, bo przelot do Nepalu i całe przedsięwzięcie tyle z grubsza kosztują.

W moim przypadku finanse wyniosły nieco mniej: 2300 zł to cena biletu samolotowego ze stolicy Czech (w 2 strony) z międzylądowaniem w Dubaju, więc zanim na ponad tydzień utknąłem na lodowcu wśród śniegów, to miałem do czynienia z ekstremalnymi temperaturami Bliskiego Wschodu.

Miałem odłożone fundusze po trudnym epizodzie zawodowym w korporacji. Zwolniłem się i musiałem odpocząć. A po prostu tak mam, że najszybciej i najpełniej ładuję przysłowiowe baterie w wysokich górach. Nigdzie indziej tak nie odpoczywam od trudów codziennego życia, tego całego kołowrotku wypełnionego m.in. sprzątaniem, zakupami, przejazdami po mieście, gotowaniem i opłacaniem rachunków.

Naładowane baterie (w sensie dosłownym) posłużyły mi do zrobienia poniższych zdjęć. To tylko kilkanaście obrazów z wielu milionów klatek – widoków, których byłem świadkiem. I zarazem aktywnym uczestnikiem, czego i Wam życzę. Zanim to nastąpi, zabiorę Was w podróż , która w moim przypadku rozpoczęła się w miejscowości o nazwie Jiri. Wygodnie siedzicie? To zaczynamy! 🙂

Dolina rzeki Hinku – dzikiej i niezamieszkanej przez ludzi. W sumie dolina jak dolina: głazy, kamyki, gleba, roślinność (fachowo określana mianem rododendronowego lasu), żyjątka różnego typu i pozostałości po niszczącej morenowe zbocza powodzi z 1998 r. Wspaniałe widoki stanowiące świetny przykład tego, jak przyroda odnawia swoje zasoby.

Położona poniżej wioski Kote (ok. 3500 m) herbiaciarnia (tea house) jest typowym dla tego regionu miejscem, którym można zanocować i umyć się. Ot taki zazwyczaj hotelik o niewysokim standardzie. Ale i tak mocno wypatrywany przez zmęczonych wędrowców niemogących doczekać się filiżanki dobrej, ciepłej herbaty. Ja uwielbiam masala tea (herbata z mlekiem, cukrem i przyprawmi)

Idę o zakład, że ten głaz na który wszedłem, to przez setki lat
czekał właśnie na to, by zapozować do zdjęcia z tym wspaniałym blogerem z Polski! 😀

Tangnag ok. 4350m

W tle wioska o nazwie Tangnag. Prowadzi do niej mostek, któremu pewnie przydałby się gruntowny remont lub jakaś inna forma renowacji bądź ulepszenia. Ale wzorem Nepalczyków – przestaję narzekać i cieszę się z tego, co jest.

Szliśmy kierowani intuicją, a zwłaszcza spodobał nam się napis Quite & clen co po “nepangielsku” oznacza ciszę i spokój 🙂

Namioty wyprawowe ekipy Szwajcarskiej w Tangnang
Namioty wyprawowe ekipy Szwajcarskiej w Tangnang

Chciałoby się rzec: “oto Khare z lotu ptaka”, ale nie znalazłem jak dotąd recepty na przeistoczenie się w orła, sokoła lub innego majestatycznego ptaka. Prawda brzmi bardziej przyziemnie: “Oto część aglomeracji (hehe) Khare z pobliskiego wzgórza”. Na tę przechadzkę wybraliśmy się w ramach wyjścia aklimatyzacyjnego, zgodnego z regułami tu wyłożonymi:

W samej wiosce natrafiliśmy na obozowisko ekipy Szwajcarskiej. Ich grupa atakowała szczyt tego samego dnia co my z obozowiska położonego ok. 5800m, ale musieli zejść ze względu na dokazujące im oznaki choroby wysokościowej. O tej ostatniej przypadłości piszę m.in. tutaj:

Khare – ostatni bastion przed Mera Peak

Na drodze do Khare spotkaliśmy tragarzy pracujących dla Szwajcarów. Ich kolorowe czapki i pogodne twarze sprawiły, że nie mogłem sobie odmówić pamiątki w postaci zdjęcia. Trochę się zaprzyjaźniliśmy i ponarzekaliśmy na trudy ciężkiej pracy. Dodam, że ja i Piotrek zyskaliśmy szacunek ich w oczach, ze względu na to, że nasze plecaki (20 kg) nosimy sami. Moje dwa palce w kształcie litery V oraz ich stojące kciuki potwierdzają, że wszystkim nam było tam na szlaku sympatycznie. Zarówno w ich pracy, jak i w podejmowanych przez nas wysiłkach “trzeba mieć plecy”. 😉

Grupa szerpów tragarzy ekipy szwajcarskiej spotkanej na drodze do Mera Peak
Grupa szerpów tragarzy ekipy szwajcarskiej spotkanej na drodze do Mera Peak

Tak wygląda przykładowa osada mieszkalna w Khare (na wysokości ok. 4.9 tysięcy metrów) – nepalskiej wsi zamieszkałej przez około 2 tys. ludzi. To co dla nas jest wsią, w ichniejszej nomenklaturze admistracyjnej zwie się “gaun wikas samiti” i stanowi “najniższą jednostkę administracyjną dla obszarów wiejskich w Nepalu”.

Khare wejście do miasteczka ok. 4800m. Ostatni bastion, gdzie można zjeść Dal bhat przed wyjściem na Mera Peak
Khare wejście do miasteczka ok. 4800m. Ostatni bastion, gdzie można zjeść Dal bhat przed wyjściem na Mera Peak
miasteczko Khare widziane z pobliskiego wzgorza podczas wyjscia aklimatyzacyjnego
Miasteczko Khare widziane z pobliskiego wzgórza podczas wyjścia aklimatyzacyjnego

I jeszcze jedno zdjęcie z tej wycieczki powyżej Khare. Na pierwszym planie dzielny polski zdobywca gór, a w tle ONA – ośnieżona i zimna Mera Peak.
Scena niemal jak z filmu, kiedy to ON wyzywa JĄ na pojedynek, będąc przekonanym, że wygra i stopę swą na szczycie Mery postawi już niebawem.

a w tle Mera Peak najwyzsza gora na ktora mialem okazje wejsc
a w tle Mera Peak najwyższa góra, na która miałem odwagę wejść

Wspólnej fotografii przy stole z naszym nepalskim przewodnikiem Namka Sherpa Lama oraz jego mamą nie mogliśmy sobie odmówić. Co ciekawe, nie planowaliśmy wynajmowania przewodnika i taki też mieliśmy wykupiony permit (że przewodnik widniał tylko na papierze). Jednak ryzyko było zbyt duże, a droga nam nieznana, więc jednomyślnie postanowiliśmy skorzystać z takich usług w Khare. Wyniosło to nas 300 USD

Zarówno Piotrek (bez czapki) jak i ja (w czapce) wypadliśmy na tym zdjęciu nie najgorzej, aczkolwiek zdecydowanie lepiej czujemy się,
występując na tle szczytów.

Zdjęcie wykonane w lodży u przewodnika dzień przed wyjściem na Mera Peak. Tego dnia się piliśmy dużo herbaty i jedliśmy ryżu ile wlezie

“O! A co to? Całkiem prawilny Base Camp – pusty stoi, tak samotnie…”. Początkowo myślałem, aby dokonać może jego chwilowej aneksji, ale jednak udaliśmy się wyżej położonego High Campu ok. 5800m. A tak wyglądała droga do High Campu. Serpentyny na śniegu, błękitne niebo i przecudne widoki. Aż chce się żyć!

Opuszczony Base Camp w drodze na Mera Peak.
Opuszczony Base Camp w drodze na Mera Peak. Nikt z niego nie korzysta ponieważ wytrawni trekkerzy wolą nocować wyżej, czyli wysuniętym High Campie
W drodze do wysuniętego obozu Mera Peak High Camp. Po wyjściu na plato zrobiło się bardzo wietrznie. Nie muszę wspominać, że raki i czekan oraz okulary lodowcowy były niezbędnym wyposażeniem
W drodze do wysuniętego obozu Mera Peak High Camp. Po wyjściu na plato zrobiło się bardzo wietrznie. Nie muszę wspominać, że raki i czekan oraz okulary lodowcowy były niezbędnym wyposażeniem.

Tak uroczy pejzaż aż prosił się o więcej zdjęć. Więc w myśl reguły “mówisz i masz” – voila! Oto panoramiczne ujęcie tego wejścia. Jednej ze szczytów w oddali (zgadnijcie może, który mam na myśli) wyglądał jakby dymił. Zdradzę Wam sekret: to niejaki Mount Everest 😀

Przepiękna panorama na górskie szczyty w Himalajach
Panorama na ośmiotysięczniki podczas podejścia na Mera Peak

Ponoć zwykłe okulary w estetycznych oprawkach dodają mężczyźnie kilka lat oraz…do wywołania wrażenia, że oto mamy do czynienia z inteligentnym gościem, a może nawet z intelektualistą. Nasze okulary były niezwykłe, bo w ich szkłach odbijał się prawdziwie cudowny krajobraz. A czego nam one dodały, to już oceńcie sami. Przy okazji możecie z bliska przyjrzeć się plecakowi Piotrka. Miał w nim prawie wszystko, czego nam było trzeba. Nic dziwnego, skoro pakowaliśmy się w oparciu o doświadczenia stąd zaczerpnięte: Jak przygotować się na wyjazd w góry wysokie

W rzeczywistości okulary lodowcowe to ważna część ekwipunku. Ja używam Julbo z ssczewkami Spectron 4 – zatrzymują 95% światła widzialnego, zapewniając 100% ochronę przed promieniami UVA, UVB i UVC.

Ile mógł mieć lat ten brodacz rodem z kraju słyniącego z banków, czekolady i zegarków? Do dziś zachodzę w głowę, próbując to oszacować ;-P A tak bardziej serio, to powiem Wam, że mam dla tego mężczyzny wiele uznania i szacunku za to, gdzie się znalazł, na co się zdecydował i jak sobie radził. Przecież mógłby np. spijać piankę w najwyżej położonym Irish Pubie w Namche Bazar (wiem bo sam bym tak zrobił)

Uczestnik wyprawy szwajcarskiej na Mera Peak. Starszy Pan ale pełen krzepy.
Uczestnik wyprawy szwajcarskiej na Mera Peak. Starszy Pan ale pełen krzepy.

Mera Peak obóz tuż pod wierzchołkiem – wyjście na szczyt

Przez jedną listopadową noc w 2017 r. była to nasza górska hacjenda na wysokości prawie 5800 m). Wyobraź sobie, że chciałbyś kupić taką miejscówkę. Jak brzmiałoby ogłoszenie?
Mieszkanie na sprzedaż w przystępnej cenie: 4m2, materac, ściany z nylonu, rynek wtórny, spokojna dzielnica. Brak elektryki, ale mozna podłączyc panele sloneczne. Dogodna lokalizacja, bliskość gór, mili sąsiedzi. Wodę na herbatę zagotujesz już w 80°C. Jeżeli lubisz czuć się rześko to oferta jest dla Ciebie

Uczestnik szwajcarskiej wyprawy ze swoim przewodnikiem, tuż przed wschodem słońca. Szliśmy za nimi, mając dodatkowe towarzystwo, a co za tym idzie – sposobność, by podzielić się wrażeniami z himalajskiego wejścia z kimś niemal zupełnie dla nas obcym. Taka wspólnota doświadczeń bardzo zbliża ludzi, niekiedy wymusza współpracę i niemal zawsze poszerza horyzonty.

W szczególności tamta noc musiała zbliżyć członków owej szwajcarskiej ekipy, którzy zapewne wskutek choroby wysokościowej nie wyszli z namiotów. Z 10 osób na szczyt dotarła tylko 1, mimo że tragarze nieśli dla nich mnóstwo pomocnego sprzętu – m.in. puloksymetry do badania natlenowania krwinek). Skąd tak drastyczny odsiew ? Otóż Khare znajduje się na ok. 4800m. a obóz na ok. 5800m. Pokonując jednego dnia taką wysokość a następnie zostanie na noc było bardzo ryzykowane.

Natomiast wschód słońca był przepiękny, co możecie zobaczyć sami:

a gdy promienie światła z naszej gwiazdy dotarły z tym swoim ośmiominutowym opóźnieniem do Ziemi, to nas dwóch zastały:

Szczęśliwych, zdrowych i pełnych wiary, że w te piękne strony kiedyś jeszcze powrócimy. 🙂

Tego samego dnia zeszliśmy na dół do przełęczy Mera La, skąd ruszyliśmy do wioski o nazwie Kongma Dingma. Tam usnąłem na kolejne 16 godzin. Tutaj dowiesz się więcej o naszej drodze powrotnej, a raczej kolejnej przygodzie czyli przejściu do nowej krainy (3 dni marszu) i wejściu na Island Peak

Głosy gości / Wystaw ocenę
[Razem: 25 Średnia ocena: 5]Już zagłosowałeś