Skrajny Granat to liczący 2225 m n.p.m. szczyt zwornikowy położony w rozległej wschodniej grani Świnicy. Razem z dwoma pozostałymi wierzchołkami tworzy masyw Granatów, zarazem leżąc na szlaku Orlej Perci. Dzięki temu zyskał mocno na popularności i teraz niemal każdy, kto podróżuje od Zawratu na Krzyżne – świadomie lub nie – mija tę górę, ułatwiając sobie w ten sposób drogę. W miarę łatwo jest właśnie do Skrajnego Granatu, potem szlak cechuje się coraz trudniejszymi odcinkami. Alternatywna, zabezpieczona łańcuchami ścieżka wiedzie przez Granacką Przełęcz. Jednakże skupmy się na tytułowej drodze wspinaczkowej.

Skąd się wzięło to Prawe Żebro?

Na zachodniej ścianie Skrajnego Granatu (dojście tam ze schroniska w Murowańcu to z grubsza 90-100 minut) wytyczono jeszcze przed II wojną światową drogę nazwaną Prawym Żebrem IV (WHP 222). Jak wszyscy wiemy, biblijna Ewa powstała z żebra Adama, a większość zapytanych w tej sprawie, stwierdziła, że “chyba z lewego”. To by tłumaczyło, skąd taka nazwa i skąd to całe zainteresowanie. Owi przedwojenni autorzy tej drogi byli mężczyznami i prawdopodobnie w ten własny sposób postanowili ten fakt uczcić.

Niezależnie od tego, czy mają rację czy też nie, należy mieć na względzie, że oba te żebra – zarówno to opisywane poniżej jak i to biblijne, nie mają ze sobą nic wspólnego poza samą nazwą. Oraz faktem, że to właśnie głównie męska część rodu ludzkiego tak bardzo ceni sobie żebra. Zresztą żeberka też, co potwierdzają rozliczne obserwacje dokonywane przeze mnie w trakcie sezonu grillowego. Choć tak naprawdę to nie muszę grillować, aby docenić smak dobrze przyrządzonych żeberek, powód znajdzie się sam – ot na przykład taki jak tu:

Prawo-żebrowe atrakcje i artefakty

Co napotkamy, napierając owym Prawym Żebrem na Skrajnym Granacie?

Tamtejsze nagromadzenie skał zapewni nam różnorodność elementów wśród których znajdziemy: rysy, kominki, trawki, płyty, rynny i trawersy. Od trawersowania żlebu (jeszcze przed pierwszym stanem) zresztą cała heca się zaczyna. Dobrym patentem jest uprzednio cały sprzęt sobie uszykować, jako że poruszać się będziemy wąską półką, która doprowadzi nas do stanowiska. Nie muszę chyba dodawać, że ta przeprawa zimą może być również oblodzona, więc trzeba się mieć na baczności (zresztą zagrożenie lawinowe w “śnieżnych” miesiącach jest tam niemałe).

Zimą możemy skrócić czas dotarcia pod samą ścianę, a stosowną prędkość – dużo większą od maszerowania z plecakami – zapewnią nam skitury, polecam 😉

Niemniej jednak, pozostawienie ich pod skałą zawsze się wiąże z jakimś ryzykiem. Same z siebie nie znikną wprawdzie, ale spuszczenie ich z oka na ponad 200 minut (tyle na ogół trwa podejście) może być niewesołe.

A do czego się będziemy przypinać w trakcie pokonywania Prawego Żebra? Do diabelnie ciekawych artefaktów: od spitów i haków przez “pancerne” stanowiska, aż po dające dużo frajdy zjazdy.

W szczególności, jeśli udamy się tam zimową porą, to dodatkowo możemy spodziewać się kilku “pasaży” idealnie nadających się do drajtulowania. A jeśli ktoś zapomniał, o czym mówię, to ten wpis mu to przypomni:

Prawe Żebro Topo

Źródło Damian Granowski. Zachodnia ściana Granatów
Prawe Żebro IV na powiększeniu. Źródło Damian Granowski

Prawe Żebro – Opis drogi. Normą są tu wyciągi co…40 metrów

Newralgiczne fragmenty stanowiące o trudności drogi (IV) znajdują się na pierwszym wyciągu i polegają na ominięciu z prawej strony sporawej “odpękniętej” płyty. Dzięki kilku hakom, zdołamy wdrapać się na żebro, które nas poprowadzi do rozległej półki pod głazami. Tam montujemy stanowisko nr 2 (duża pętla z głazem), z którego wybijemy się (niczym z trampoliny) na siodełko. Potem znów czeka nas trawers – możemy pokusić się o przedłużenie aktualnego wyciągu do szacunkowych 40 metrów.

Znajdujemy się na stanowisku 4 (po pokonaniu połogiej płyty). Dalej to ponownie nieuniknione przemieszczenie się w poziomie, wbicie się w niewielki komin (wycena II) oraz dojście do następnego stanowiska (5) u podstawy kazalniczki (czyli skalistego wystającego czubka).

Stamtąd mamy kolejne blisko 40-metrowe, tym razem już względnie prosto biegnące napieranie. Początkowo wiedzie ono żlebem i rynną, a potem już żebrem (poprzedzonym układem trawiastych półeczek) ku stanowisku zjazdowemu (6).

Jeśli można powiedzieć o drodze wspinaczkowej, że takowa ma swoją „wizytówkę”, to w odniesieniu do Prawego Żebra jest nią wielka płyta w kolejnym, blisko 40-metrowym wyciągu. To od nas zależy, gdzie go zakończymy: czy na pobliskim stanowisku zjazdowym (7) czy na nieco wyżej umiejscowionym stanowisku, na które składają się dwa ringi. O ile mnie pamięć nie myli, to po raz pierwszy o ringach wspomniałem w tym materiale:

Dalsza część drogi jest znacznie łatwiejsza, albowiem teren staje się dwójkowy. Poprzedza ono załupę (wycena III) i rynnę (już tylko II), za którym jest prowadzący już przez względnie łatwy teren ponad stumetrowy odcinek drogi dochodzący do szczytu.

Skrajny Granat – zejście. Taśma pamięci dalej się kręci

Z wierzchołka można zjechać (zjazdów jest 5) lub opuścić go, schodząc żółtym szlakiem. Na końcu ostatniego wyciągu jest wprawdzie pętla, ale nie służy ona do zjeżdżania. Należy zlokalizować właściwe stanowisko zjazdowe, położone ponad głazem i poza płytą. Dotrzeć do niego to już ostatnia czynność (z puli tych, które mogą uchodzić za niebanalne), której rezultat podnosi nasz pułap.

Wszystkie następne sprawią, że będziemy już redukować naszą względną wysokość nad poziomem morza. Opadając, zakończymy tę przygodę, ale czy aby na pewno?
Mógłbym powyższe pytanie pozostawić bez odpowiedzi, nadając mu retoryczny sznyt, ale wolę na koniec tej opowieści oddać głos Ryszardowi Kapuścińskiemu, który w „Rozmowach z Herodotem” zawarł taką myśl:

„Podróż nie zaczyna się w momencie, kiedy ruszamy w drogę i nie kończy, kiedy dotarliśmy do mety. W rzeczywistości zaczyna się dużo wcześniej i praktycznie nie kończy się nigdy, bo taśma pamięci kręci się w nas dalej, mimo że fizycznie dawno już nie ruszamy się z miejsca”.

Głosy gości / Wystaw ocenę
[Razem: 4 Średnia ocena: 5]