Z 1987 do 2301. Gdyby to miał być skok w czasie, to należałoby go nazwać: ZUCHWAŁYM. Ponad 300 lat różnicy: z okresu naszego dzieciństwa lub młodości (prośba do Was przy okazji – napiszcie w komentarzach, ile lat mieliście w 1987 roku 🙂 do odległej przyszłości, w której być może będziemy już w stanie podróżować…nie tylko po naszej planecie.

Ale zanim nadejdzie ta kosmiczna perspektywa, to – stojąc nogami twardo na ziemi – przejdźmy się z Kuźnic (położonych na wysokości 1987 m n.p.m.) na Świnicę (2301 m n.p.m.).

Ten szczyt można śmiało zaliczyć do grona najlepiej rozpoznawalnych w Tatrach Wysokich. Góra ma iście zwornikowy charakter i dwa wierzchołki różniące się wysokością o 10 lub 11 metrów. Jednodniowa wycieczka na tę górę należy do popularnych atrakcji, a jednym z powodów takiego stanu rzeczy jest bliskie położenie względem Zakopanego (leży w jego granicach administracyjnych).

To rewelacyjny punkt widokowy oferujący nam przepiękną panoramę. Przez wielu uważana jest ona za jedną z najpiękniejszych; a czy się z tym zgodzicie czy nie, to już kwestia gustu:

Szlak na Świnicę – dla kogo trekking?

Osobom zupełnie początkującym należy zaproponować inne, łatwiejsze trasy na dzień dobry. Turystom z każdym kolejnym poziomem doświadczenia, szlak na Świnicę będzie jawić jako znośny, a im więcej mamy przebytych kilometrów w naszym górskim CV, to mniejszy opor napotkamy po drodze.

Dla mniej wyrobionych trekkerów, którzy będą szli od strony Krupowej Równi podejście może się wydać miejscami wymagające, jednakże nie trzeba być doświadczonym górołazem, aby pokonać Świnicką Przełęcz. W szczególności, że powyżej tej lokacji zamontowano przydatne łańcuchy.

Opis trudności szlaku na Świnice

Świnica – Tatry – Wycieczka jednodniowa. Widok ze Świnickiej Przełęczy
Szlak na szczyt Świnicy

Oceniając trudność na całej długości szlaku, można ją podsumować jako średnio trudną. Zaś sam odcinek od Kasprowego Wierchu zdrowym osobom nie powinien sprawić żadnych trudności. Niezależnie od obranego wariantu (z przejażdżką lub bez) miejscem naszego startu i mety są Kuźnice.

Jeśli zdecydujemy się na wjechanie kolejką na Kasprowy Wierch, to skrócimy sobie łączny czas wycieczki o jakieś 2-3 godziny. I mamy szansę zakończyć przejście w ciągu niespełna 8 godzin (wliczając w to odpoczynki). Jeżeli natomiast zrezygnujemy z kolejkowej podwózki, to łącznie do przejścia będziemy mieli 20 km – co powinno nam zająć co najmniej 10 godzin.

Opis szlaku Kasprowy Wierch – Świnica

Początek i koniec szlaku w Kuźnicach – trasa: Kuźnice – Kasprowy Wierch – Beskid – Liliowe – Świnicka Przełęcz – Świnica – Świnicka Przełęcz – Hala Gąsienicowa – Schronisko Murowaniec – Boczań – Kuźnice

Długość trasy: ok. 20 km. W wersji z wjazdem kolejką na Kasprowy Wierch – 11,5 km

Czas przejścia: 9 godz. (bez odpoczynków), w wersji z wjazdem – 6.30 godz.

Suma podejść: ok. 640 m

Trudności: Umiarkowane, powyżej Świnickiej Przełęczy łańcuchy, miejscami ekspozycja.

Trekking na Świnicę. Dwa szlaki, z których jeden właściwy

Świnicka Przełęcz


Z Kasprowego Wierchu w kierunku wschodnim maszerujemy na rześko do Suchej Przełęczy – miejsca przecinania się dwóch szlaków: żółtego prowadzącego turystów na Halę Gąsienicową oraz czerwonego biegnącego ku przełęczy Liliowe. Obrawszy tę drugą drogę, pod naszymi stopami zacznie rozciągać się Beskid, a sama przełęcz Liliowe dumnie dzierży tytuł granicy oddzielającej Tatry Wysokie od Zachodnich. Widać z niej też słowackie wierzchołki Liptowskich Kop. I tak sobie drepcząc niespiesznie, dochodzimy do Świnickiej Przełęczy, skąd rozpoczyna się właściwa “zabawa” dla górołazów.

Szeroki chodnik wyłożony płytami zaprowadzi nas ku zboczom Skrajnej Turni, których skalne bloki zmuszają nas do trawersowania. Trzymając się czerwonych oznaczeń dochodzimy po niespełna dwóch kwadransach do Świnickiej Przełęczy (2051 m n.p.m.) Jednocześnie ignorujemy czarny szlak kierujący do schroniska w Murowańcu.

Zdobywanie Świnicy – bez łańcuchów ani rusz

Po łańcuchu jak po sznurku 🙂 , chociaż przy moim wzroście, to się trzeba było schylać nader mocno 😞

Nie trudno zorientować się, kiedy wejdziemy na przełęcz. Kamienne stopnie pod naszymi stopami zyskują na stromiźnie, a jednocześnie zbliżają się ku krawędzi grzbietu, sprawiając, że co poniektórym serduszko zaczyna szybciej bić. Zaraz potem jednak zakosy (czyli ostre zakręty) przeniosą nas ku rynnie zabezpieczonej łańcuchami.

Wąska, kamienna ścieżka trawersem skieruje nas w miejsce zwane Żlebem Blatona, które bez dwóch zdań stanowi najbardziej krytyczny fragment całej drogi. Nie dość, że zazwyczaj jest pokryty wilgocią (więc śliski) to na dodatek kończy się urwiskiem. A na jego końcu rozpościera się przepaść, w której marnie skończył niejeden nieostrożny turysta.

Ciągłe przytrzymywanie się wspomnianego łańcucha doholuje nas do łatwo dostrzegalnego wcięcia, czyli tzw. Wrótek. Przeprawę żlebem można śmiało uznać za crux, czyli sedno sprawy (termin warto zapamiętać). O wspinaczkowym gwoździu programu wspominałem przy okazji wizyty w Rzedkowicach na Jurze:

Przed samym wierzchołkiem poruszać się jeszcze będziemy piarżystym zboczem po stronie Cichej Doliny Liptowskiej. Natrafimy także na kolejne, zabezpieczone stalowym wężem krawędzie, a tuż przed ostatnią prostą będzie się trzeba wykazać dużą ostrożnością, krocząc po skośnych i nierównych głazach.

Szczyt Świnicy – Słychać było… krakanie oraz chrupanie

Nie ma pewności co do pochodzenia nazwy tego szczytu, więc oszczędzę Wam prezentowania domysłów w tej mierze. Zamiast tego opowiem Wam anegdotę o tym, jak spotkałem na szczycie kruka. Czarne, wcale nie takie brzydkie ptaszysko zresztą, postanowiło „zaparkować” na szczycie w chwili, w której akurat rozkoszowałem się widokiem rzeczonej panoramy.

Ani on nie wystraszył się mnie (pomimo moich gabarytów) ani ja jego (mimo rzekomo złej sławy jaką mają kruki w kulturze). Jeśli nie oglądaliście filmów ani seriali z motywem mściciela wracającego z zaświatów pod postacią kruka, to należy się Wam krótki cytat.

Mój przyjacielu. Czy przyleciałeś, żeby mnie ostrzec?

Oto zgrabne objaśnienie rodem z Wikipedii:
„Kruki i wrony w kulturach europejskich nierozerwalnie łączy się ze śmiercią i wojną, a także z chorobami (zarazą) – kruki i wrony ciągnęły bowiem za maszerującym wojskiem i żywiły się ciałami poległych. W Szwecji tradycja ludowa zwykła uważać je za duchy zamordowanych.”

Tak czy owak nie czułem ani strachu ani innych przykrych emocji, kiedy karmiłem to zwierzę słonymi paluszkami. Natomiast dostrzegłem, że w oddali zaczęły nadciągać deszczowe chmury. Czy było to ostrzeżenie?

Tłoczno bywa na szczycie, lecz takie jest życie

Z racji swej popularności, najpewniej nie będziemy mogli w pojedynkę rozkoszować się przebywaniem na czubku Świnicy. Może się zdarzyć, że będzie tam tłoczno, co pociągnie za sobą wymóg zachowania dystansu społecznego oraz przezorności. W szczególności jeśli Matka Natura postanowi akurat zasłać niebo burzowymi chmurami. Świnicki wierzchołek przez wielu jest postrzegany jako punkt ściągający z okolicy wszelkie wyładowania. W przeszłości nie raz tam dochodziło do rażenia piorunem; zaleca się więc wyłączenie posiadanych urządzeń elektrycznych.

Mimo tych czynników ryzyka, urokliwe pejzaże, jakie ujawnią się naszym oczom na topie Świnicy zrekompensują poniesiony wysiłek i dadzą dużo satysfakcji. Dzięki temu pozbawiona trudniejszych etapów droga powrotna (przez Świnicką Przełęcz, Halę Gąsienicową i Boczań) upłynie nam w przyjemnej atmosferze. Roślinność wzdłuż ścieżki, rześkie powietrze i Murowaniec po drodze to bezsprzeczne atuty tej ekskursji, nawet jeśli wybierzecie się na nią zimą. Tak jak ja to uczyniłem – polecam: