Dobra, dzisiaj porozmawiamy o czymś nieco bardziej skomplikowanym. Wreszcie mogę opisać wspinaczkowe przygody, których tak bardzo brakowało ostatnio na blogu. Chodzi konkretniej wyjście na Żabiego Mnicha i grań Żabiej Lalki. Nie martwcie się, ruszam właśnie z serią wspinaczkowych wpisów, więc fani taternictwa z pewnością będą tutaj rozpieszczeni 😊

Generalnie plany mieliśmy nieco inne, bo zakładały one przejście Drogą Surdela na MSW (Mięguszowiecki Szczyt Wielki), ale nie poszliśmy, bo nie czuliśmy się na tyle pewnie z moim nowym Partnerem. Nie chodzi mi o brak zaufania w którąkolwiek ze stron, ale kto się wspinał w tandemie, ten wie, jak ważne jest „dotarcie się” duetu. Bardzo często zgranie jest kluczowym elementem decydującym o sukcesie dużych wypraw.

W dodatku Mięguszowiecki Szczyt Wielki to wyrypa, czyli droga na niego jest o wiele dłuższa niż ta na Żabiego Mnicha, którą ostatecznie wybraliśmy. Mielibyśmy na MSW dużo mniejsze możliwości w zakresie ewentualnego wycofania się. Nie zmienia to faktu, że trasa ta pojawi się jeszcze w formie wpisu.

Na Żabią Lalkę i Żabiego Mnicha nie powinniśmy zresztą narzekać, bo to niezwykle piękne trasy, które po pierwsze są o wiele łatwiejsze, a i dające sporo możliwości. Rozpiszmy sobie więc po kolei, jak wyglądało tamto wspinanie.

O Żabim Mnichu

Od Lewej, Żabia Lalka, Kaucyn i Żabi Mnich. Schodząc z Białczańskiej Przełęczy Wyżniej

Bardzo długo Żabi Mnich opisywany był jako szczyt z dwoma wierzchołkami (nic nadzwyczajnego – Kilimanjaro ma na przykład 3 wierzchołki), przy czym tym „drugim” nazywano Kapucyna, na którego również udało nam się wejść. Od jakiegoś czasu coraz częściej widzi się rozdzielanie tych dwóch wierzchołków, co sugerować może, że Kapucyn (a raczej Niżni Żabi Mnich) wyrabia sobie markę wśród wspinaczy.

Jeśli chodzi o widoki, to jest tu co podziwiać. Żabia Grań zgrabnie oddziela Dolinę Rybiego Potoku po polskiej stronie granicy od Doliny Żabich Stawów Białczańskich po stronie słowackiej. Widać też oczywiście Morskie Oko i Czarny Staw pod Rysami, a za nimi pięknie rysuje się grzebień z Mięguszowieckim Szczytem Czarnym, Wielkim, Pośrednim i Wielkim. Widoki na stronę słowacką również robią ogromne wrażenie – z tej wysokości bardzo wyraźnie widać odcięte pojedyncze masywy górskie. Parafrazując powiedzenie – miód na oczy.

Masyw Żabiego Mnicha został zdobyty jeszcze na początku 20 wieku przez Janusza Chmielowskiego, Adama Kroebla, Adama Staniszewskiego i Józefa Gąsienica Tomków. Miało to miejsce w 1907 roku, a dokładniej 18 sierpnia. Co zabawne, tekst ten wrzucam 114 lat później, co do dnia! W imieniu taternickiej braci chciałbym serdecznie podziękować za pionierskie wejście! 😀

Co zabrać na wspinaczkę?

Ring do asekuracji na początku podejścia
Skrzyżowanie dróg na 1829 m n.p.m.
Niżna Lalkowa Drabina

Nocowaliśmy w namiotach w Taborze na Szałasiskach (atmosfera więc dopisywała, jak zawsze), a na szlak wyruszyliśmy w punkt o 6:00. Oczywiście wpisaliśmy się do księgi wyjść (online), tak jak przewidują to przepisy.

Na plecach miałem niewiele „bagażu”, bo do niedużego plecaczka z Deca (20 l) wrzuciłem w sumie tylko najpotrzebniejsze rzeczy: bukłak z wodą, membrana, krótkofalówki, szpej i lina połówkowa (podzielona na mnie i Michała). Zabrałem też 2-dniową kanapkę, która na Żabim Mnichu smakowała doskonale.

Kiedy wyszliśmy, byłem dosyć zmarznięty, bo aż do Żabiej Lalki przemieszczaliśmy się w cieniu.

Wspinaczka na Lalkowy Przechód i moje zaskoczenie

Start

Zaczęliśmy naszą drogę od Niżnej Lalkowej drabiny (na samym dole rysunku topo) i podchodziliśmy, orientując się na Żabią Fajkę – założenie było takie, że na Wyżnią Lalkową Przełączkę (Lalkowy Przechód Wyżni) wchodzimy, pilnując, żeby Fajka była z naszej prawej strony. Z lewej za to znajduje się początek grani, która prowadzi na Lalkowy Przechód.

Widok na Białczańską Przełęcz
Trzeci wyciąg

Wstawiłem się w pierwszy wyciąg i zdecydowałem się na wariant z prawej, który prowadzi przez płyty i półkę z jałowcem (patrz poniższe topo). Teoretycznie trudności nie powinny przekraczać IV, tym bardziej byłem zaskoczony, kiedy zobaczyłem nad sobą wymagającą płytę w przewieszeniu.

Trudno mi tu było znaleźć stopnie, a fragment ten wymaga odważnego wyjścia ze względu na utrudnioną asekurację. Po lewej stronie ktoś na stałe umieścił pętlę, a z prawej strony znajduje się hak. Oczywiście byłem zabezpieczony, ale dopiero 3 m niżej, bo na samej płycie nie byłem w stanie niczego osadzić. Pomyłka mogłaby tu się skończyć sporymi sińcami.

Do tej pory mam wątpliwości, czy na 100% poszedłem prawidłowo i nie wiem, czy przypadkiem nie odbiłem za bardzo w prawo.

ciekawe formacje skalne

Podejrzewam, że mogło tak być, bo wprawdzie dotarłem ostatecznie na półkę, ale żadnego jałowca tam nie było. W tym miejscu zrobiłem stanowisko z taśmy 240 cm, którą założyłem na skałę i wciągnąłem Michała (Wam też przypomina Dextera? Obczajcie sami na foteczkach).

Droga do Przełączki jest na topo opisana jako IV, ale moim zdaniem to mocne V. Na szczęście była to jedyna tego typu niespodzianka, jaka spotkała nas tego dnia. Od tamtego miejsca dalszą wspinaczkę określam mianem przyjemnej i turystycznej.

Krótsza lalkowa opcja (bez przechodzenia całej grani)

Żabia Lalka widoczna ze Żlebu

Uznajmy, że z Michałem podeszliśmy do sprawy nieco ambitnie, bo wcale nie trzeba zaczynać wspinaczki tak nisko, jak zrobiliśmy to my. Do Przełączki dojdziecie Lalkową Drabiną, na którą dostaniecie się, idąc w górę żlebem od Czarnego Stawi i nie skręcając w lewo do Niżnej Lalkowej Drabiny. Tym samym podejdziecie w kierunku Białczańskiej Przełęczy Wyżnej, ale nie musicie wchodzić na samą górę, bo przejście na lewą stronę Żlebu (na Żabią Lalkę) znajduje się nieco niżej.

Generalnie chodzi o to, że znaleźć się z jego lewej strony na wysokości skały Żabiej Lalki. Tutaj teren jest średnio przyjazny, więc zalecam wzmożoną ostrożność. Tym stromym podejściem trafia się na Lalkowy Przechód, z którego zaczyna się już normalna wspinaczka na Żabią Lalkę (będąca również kontynuacją trasy przez Balkon, którą opisałem wyżej).

Wspinaczka na Żabią Lalkę

Tu czekało nas przyjemne wspinanie przez dwa wyciągi, które doprowadzają na sam czubek Lalki. Z jakiegoś powodu darzę tę turnię ogromną sympatią, a Żabia Lalka ma dla mnie niespełniony potencjał jako źródło artystycznych inspiracji.

Drugi wyciąg był podczas naszej wspinaczki bardzo ciekawy, bo trzeba się na nim przecisnąć przez całkiem wąski kominek. O ile ja nie miałem z tym kłopotów, bo mój plecak był maksymalnie odchudzony, to Michał trochę się namęczył ze swoim bagażem. Sprawę rozwiązał tak, że plecak zdjął (nie przeszedłby z nim na plecach), będąc na szczycie komina, przełożył go na jego drugą stronę i wpiął do pętli, żeby nie spadł. Już odciążony, Michał sam przeszedł dalej i już za kominem założył plecak. Moja teoria, że góry zmuszają człowieka do improwizacji, tylko się potwierdza 😊.

Kominek
Drugi wyciąg
Żabia Lalka szczyt
Zjazd do Przełączki

Na samym szczycie Żabiej Lalki nie siedzieliśmy długo – po prostu porobiliśmy fotki i zaczęliśmy zjazd. Mniej więcej w tym momencie dotarły do nas głosy innej pary wspinaczkowej (do tej pory byliśmy kompletnie sami). Właściwie nie była to para wspinaczkowa, ale dwójka klientów z przewodnikiem Tomkiem.

Jeśli chodzi o samego Tomka, to wyda ł mi się bardzo fajnym facetem (pozdrawiam Cię serdecznie, jeśli to czytasz!) Porozmawialiśmy chwilę i ostatecznie przekonałem się dzięki temu, że zrobienie kursu na Przewodnika Tatrzańskiego to przedni pomysł.

Wspinaczka na Żabiego Kapucyna

Dalej trasa idzie w kierunku Żabiego Kapucyna (Żabiego Mnicha Niżniego). Po zjeździe konieczny jest krótki trawers w prawo, żeby móc dostać się na trawiastą półkę. Widać stąd bardzo dobrze Przełączkę, dzięki czemu komunikacja z partnerem przebiega sprawnie. Sam trawers za to wymaga sporo czujności, a ja na wszelki wypadek wrzuciłem tutaj frienda, bo gdyby Michał odpadł, mielibyśmy wahadło.


Drugi wyciąg nastręczył nam trochę kłopotów. Ja prowadziłem, ale przed rozwidleniem się zatrzymałem w ślepej uliczce. Na zdjęciach widać dokładnie, że trafiliśmy na typowy zapych, kiedy najpierw spróbowaliśmy wyjść do góry kominkiem. Chcieliśmy trafić na półkę ze spitami (ponownie, widoczna na topo), ale ewidentnie jej tam nie znaleźliśmy.

Zapych, trzeba było ruszyć w lewo

Przez to Michał musiał zejść te parę metrów, co szło nam bardzo opornie i przy okazji pojawiły się małe kłopoty. Lina Michała zakleszczyła się w szczelinie podczas zdejmowania asekuracji. Chwilę się z nią posiłowaliśmy i w końcu się udało ją wydostać. Z tyłu głowy już miałem wizję, że będę zmuszony żywcować, żeby ją odblokować, a to mi się akurat nie uśmiechało.

Prawidłowa droga

Kiedy już poradziliśmy sobie z uwięzioną liną, Michał odbił w lewo (co widać na fotce) i jak się okazało, znalazł właściwą drogę. Tym samym wszedł na górę, założył stan i wciągnął mnie na półkę. Tam się zamieniliśmy i to ja ruszyłem pierwszy na szczyt Kapucyna. Strasznie podobał mi się ten wyciąg, bo idzie między blokami i jest bardzo widokowy.

asekuracja
zabi Kapucyn – szczyt

Niżni Żabi Mnich położony jest na wysokości ok. 2135 m n.p.m., więc jakby nie patrzeć, to tylko 11 m niżej niż Żabi Mnich, czyli nasz dzisiejszy główny cel 😊 Wiadomo, żeby wejść na Mnicha, musieliśmy jeszcze zjechać.

Wspinaczka na Żabiego Mnicha

Żabie Zęby

Po zjeździe do przełączki na Żabiego Mnicha spotkaliśmy ponownie grupę Tomka (a właściwie to oni dogonili nas) i szliśmy tutaj równolegle. Jest tu sporo miejsca, więc nie był o żaden kłopot. Mimo wszystko w górę idzie się już krótko, bo został ostatni wyciąg, który jest długi na ok. 50m.

Nie musieliśmy robijać go na dwa, chociaż lekkie tarcie na linie było już odczuwalne. Na samej górze założyłem oczywiście stan z taśmy i asekurowałem Michała w jego drodze na szczyt 2146 m n.p.m.

Oczywiście byliśmy naładowani pozytywną energią po udanym wejściu i do tego ta wspomniana bułka na szczycie!

Klienci Tomka zdążyli już zejść na Białczańską Przełęcz ruszyć dalej w kierunku Moka, a ja miałem kolejną okazję, żey porozmawiać z przewodnikiem. Owoce tego spotkania możecie zobaczyć na fotkach. Właśnie za to uwielbiam Tatry – spotykam tu ludzi, którzy po prostu nadają na podobnych falach co ja. Tomek powiedział mi, że wspina się na poziomie 8c. WOW!

Zejście jest już bardzo przyjemne, bo na dół szliśmy już z buta (na szczycie nie ma stanowiska, dopiero trochę niżej znajdziecie ring asekuracyjny). Teren na tym odcinku oceniam na I (nie ma potrzeby zjeżdżać) i prowadzi on aż do Białczańskiej Przełęczy Wyżnej.

Dalej Żlebem kierowaliśmy się już w kierunku cywilizacji (w tym wypadku w kierunku Czarnego Stawu) i czerwonym szlakiem turystycznym zeszliśmy do Morskiego Oka.

Głosy gości / Wystaw ocenę
[Razem: 0 Średnia ocena: 0]