Po Tatrach można (a przede wszystkim warto) łazić z plecakiem przez cały rok. Ale jest taki okres (wrześniowo-październikowy), kiedy owo łażenie “daje wycisnąć estetycznego maksa”. Ten wpis traktuje o tym, co możemy zastać jesienią na Podhalu i w okolicach.

Określana jest często jako “złota, polska” i nazywana babim latem. Mieni się dziesiątkami barw, z przewagą żółto-pomarańczowo-brązowych i czerwono-brunatnych odcieni. Zarówno wiszące, jak i już opadłe liście sprawiają, że pod stopami jest kolorowo, przeuroczo i zamaszyście cudownie. A przed południem ponad dolinami nierzadko rozpościera się kołderka uszyta z mgły, która z wolna ustępuje miejsca cieniom “malowanym” promieniami ciepłego słońca smagającego zbocza gór. Zachwyt coraz trudniej opisać słowami, to po prostu trzeba ujrzeć na własne oczy.

Zapierające dech w piersiach plenery obligują zwiedzających do uwiecznienia ich na zdjęciach i opatrzenia fotek etykietką “must-see”. Dzieje się to zwykle od końca sierpnia do połowy listopada – bo tyle z grubsza trwa złota jesień w Tatrach.

Jaki szlak wybrać na jesienne Tatry?

Kończysty Wierch jesienią w Tatrach Zachodnich
Kończysty Wierch w Tatrach zachodnich podczas jesiennej eskapady. Uwielbiam ich wierzchnią czerwono-żółtą warstwę

A które miejsca najlepiej prezentują się właśnie jesienią? Szlaki wiodące przez Czerwone Wierchy (ach te rdzawe zbocza pokryte kępami traw!) należy do jednych z najpiękniejszych o tej porze roku. Warto również wybrać się nad Morskie Oko i Czarny Staw, gdyż tłumów już tam nie spotkamy. To dodatkowy plus jesieni w Tatrach. Sprawdzone przez wszelakich włóczęgów są również rajzy startujące z parkingu na Siwej Polanie:

A) moja ulubiona wiedzie zielonym szlakiem do schroniska na Polanie Chochołowskiej, a następnie na Grzesia, Rakonia i Wołowiec. Z powrotem trzeba iść przełęczą pod Wołowcem i stąd w dół przez Wyżnią Dolinę Chochołowską ku Polanie Chochołowskiej. Z początku pod naszymi stopami zastaniemy nieco asfaltu, ale dalej mamy już szuter, który zastąpiony zostanie kamiennym, naturalnym chodnikiem, gdzie niegdzie poprzetykanym (zależnie od opadów) ubitą lub rozmiękczoną ziemią. I tak, przez większą część trasy nie ma co jakoś szczególnie patrzeć pod nogi, bowiem prawdziwe piękno jest ponad nami.

B) inny wariant z obowiązkowym zwiedzaniem Kaplicy Św. Jana Chrzciciela) biegnie przez Dolinę Chochołowską do Trzydniowiańskiego Wierchu, do którego dochodzi się Doliną Jarząbczą (żółty Szlak Papieski).

Oczy odpoczną, człowiek wypocznie i jeszcze się tlenu nawdycha, choć co poniektórych pewnie zmęczy ta kilkugodzinna wycieczka.

Przy dobrej widoczności można stamtąd podziwiać Kończysty Wierch, Starorobociański Wierch, a w pewnym oddaleniu także i Bystrą. Natomiast wracać należy czerwonym szlakiem przez Polanę Trzydniówkę i z Doliny Chochołowskiej znanym już nam szlakiem zielonym. Zależnie od “stopnia zaawansowania” jesieni i pogody w danym dniu zieleń (również w sensie świetnie zachowanego lasu) będzie tam naszym niemal permanentnym towarzyszem.

Też tam byłem i się nawet dodatkowo nadźwigałem. Ale jak widać, tak przyjemny ciężar, z radością wziąłem na klatę. 🙂

Trzydniowański Wierch jesienią. W tle ośnieżone szczyty Tatr zachodnich
Trzydniowiański Wierch jesienią. W tle ośnieżone szczyty Tatr zachodnich. Posypane jakby cukrem pudrem

Co warto zabrać na jesienny wypad w góry?

Wprawdzie kalendarzowa jesień przychodzi w dzień równonocy jesiennej (w noc z 22 na 23 września), lecz przebywanie w górach wymaga nałożenia pogodowej poprawki na te szacunki. W wysokich partiach gór już w końcu sierpnia potrafi być chłodno przez kilka dni z rzędu, więc cieplejsza, stosowna do okoliczności odzież jest konieczna. Ja zabieram: koszulkę termiczną, polar i kurtkę przeciwwiatrową, czapkę, cienkie rękawiczki i niezbyt grubą kurtkę puchową (jak wypadek ochłodzenia). Przydają się także inne akcesoria: czołówkę (gdyby nagle słońce zaszło) oraz raczki, czyli lżejsze wersje raków koszykowych na wypadek oblodzeń, co może się przytrafić. Ja tak miałem i gdyby nie one to na Wołowiec już bym nie wszedł. Raczki mają znacznie krótsze kolce, a pozbawione są kłów (zębów przednich). Kask, choć rzadko to mówię, na Czerwonych Wierach nam się nie przyda.

Nawet w jesiennym apogeum trzeba być świadomym dużej zmienności pogodowej i sprawdzać krótkoterminowe prognozy pogody. W wyższych partiach gór (powyżej 2 tys. metrów) już w w drugiej połowie września można niekiedy zastać biały puch. Na bieżąco należy też monitorować ostrzeżenia pracowników TOPR-u i poważnie traktować ich ostrzeżenia, gdy mowa jest o tym, że szlaki bywają błotniste, mokre i śliskie. I pamiętać, że wraz ze wzrostem wysokości rośnie ryzyko napotkania oblodzonych ścieżek. Ale zazwyczaj jest tak, że dobra aura oznacza przyjemne wędrowanie i przepiękne widoki.

Głosy gości / Wystaw ocenę
[Razem: 1 Średnia ocena: 5]Już zagłosowałeś