Na wysokości 8000 metrów jest trzy razy mniej tlenu niż na poziomie morza. Oznacza to, że musimy uruchamiać całą swoję silę woli, żeby zaczerpnąć oddech. Wszystkie siły koncentrujemy na tym jednym celu:  kolejnym dechu. Dopiero po kilku minutach, kiedy oddech staje się regularny, wracamy do życia – tłumaczył Maurice Herzog, pierwszy w historii zdobywca ośmiotysięcznika – Annapurny

Teraz już wiem! Osobiście oraz intensywnie doświadczyły tego
moje płuca. Podchodziłem w żółwim tempie na Mera Peak (6476 m n.p.m.) i pamiętam, jak brakowało mi tchu. Z każdym kolejnym krokiem myślałem tylko o wycofaniu się. Tym, co mnie powstrzymywało była JEDNA LINA – nie mogłem tak po prostu odwiązać się i opuścić mojego druha Piotra.

Nagrodą za wejście na szczyt okazał się najpiękniejszy wschód słońca, jaki w życiu zobaczyłem, natomiast prawdziwa akcja działa się dopiero na zejściu. Schodząc do High Campu, zwymiotowałem poranną porcję owsianki na nowiusieńkie (nowo zakupione, choć używane) buty wysokogórskie Zamberlan Karka 6000. Owsiankę polecam, natomiast butów już nie – ze względu na ich wagę. To był dowód na to, że moje ciało nie zdążyło się zaaklimatyzować. Na ogół mój żołądek nie robi takich “zwrotów akcji”. 😉 To dowód na to, że moje ciało nie zdążyło się zaaklimatyzować.

Oto, co widzieliśmy ze szczytu:

A od dawna wiadomo, że wysokość zagraża ludzkiemu życiu. Ale w jaki sposób? Co dzieje się w ciele, które himalaista wciągnął na wysokość 8000 metrów?

Życiodajne 21 procent

Niezbędny do oddychania i wytwarzania energii tlen jest iście egzystencjalnym pierwiastkiem. Na co dzień nie zwracamy na to uwagi, ale wystarczy się udać w wysokie góry (gdzie powietrze jest rozrzedzone), by płucom zaczęło brakować “pożywienia”.

W powietrzu jest ok. 21 proc. tego gazu, ale ważniejszą kwestią jest ciśnienie atmosferyczne, od którego w dużej mierze zależy najistotniejszy w kontekście tych rozważań parametr, czyli ciśnienie parcjalne tlenu (PaO2) w krwi tętniczej. U osoby leżącej na plaży morskiej wynosi ono 90-100 milimetrów słupa rtęci. Dzięki temu saturacja (nasycenie tlenem hemoglobiny) jest bliska ideału, gdyż przekracza 95-97 proc., a nam oddychać jest lekko i zazwyczaj czujemy się rześko.

Nie wiedzieć czemu, nad morzem typowy himalaista nie czuje się jak “ryba w wodzie”. 🙂

Co się dzieje w organizmie człowieka na wysokości, gdy nie starcza mu tlenu?

Wraz z nabieraniem wysokości następuje spadek obu rodzajów ciśnienia. Powietrze robi się rzadsze, więc mniej pochłaniamy tego życiodajnego pierwiastka.

Przykładowo, na wysokości ok. 5000 m, czyli nieo powyżej Mont Blanc 4810 m, PaO2 spada do poziomu 35 milimetrów słupa rtęci i trzeba wiedzieć, że jest to wartość krytyczna: poniżej której organizmowi brakuje tlenu i zaczynają się problemy. Są to jednak dane laboratoryjne, a należy pamiętać, że człowiek zarówno jak i zwierzęta, posiada zdolności adaptacyjne do otaczających warunków.

W mózgu posiadamy specjalne receptory, które wykrywają zmiany ciśnienia atmosferycznego i aktywują mechanizmy kompensacyjne organizmu. Himalaista na wysokości zaczyna robić szybsze wdechy i wydechy i robi to automatycznie, a dodatkowo szpik kostny produkuje więcej erytrocytów transportujących tlen. Taka hiperwentylacja sprawia, że nasz organizm jest w stanie funkcjonować na dużych wysokościach, ale odbywa się to z dużymi trudnościami.

Na Evereście, gdzie – jak donoszą media – ostatnio regularnie zdarza się tłok i kolejka oczekujących, PaO2 oscyluje między 24 a 29 mm Hg, a saturacja hemoglobiny wynosi 45-55%, to tak jakb jedynie co drugi wdech przynosił nam odżywczy tlen w warunkach wykonywania podobnego wysiłku jak nad morzem.

Ciśnienie spada, a oddech przyśpiesza. Konsekwencją jest zaburzenie równowagi zasadowo-kwasowej, a niższe niż normalne pH 7,4 pogarsza wchłanianie tlenu przez hemoglobinę. I tak “łańcuch” niekorzystnych odczytów parametrów fizjologicznych zaczyna się domykać – niczym pętla zaciskająca się na szyi himalaisty.

Ostra chorobwa wysokościowa, obrzęk płuc, obrzęk mózgu i inne niebezpieczeństwa

Mówiąc w największym skrócie: cała fizjologia zaczyna nawalać. Hipoksja, czyli niedobór tlenu wywołuje ryzyko gwałtownego i znacznego pogorszenia się stanu zdrowia, które wraz z innymi czynnikami (np. niskimi temparaturami) prowadzi wprost do śmierci. Zaczyna się od niewydolności układu krążenia, który zaciera się niczym system silnikowo-wydechowy w aucie. Serce traci możliwość usuwania odpadów, następuje wzrost stężenia wapnia, w tętnicach zaczyna brakować krwi. Wpierw w płucach, a następnie w pęcherzykach płucnych zbiera się szkodliwy płyn przesiękowy, powodując obrzęk płuc. Jeszcze gorszy jest obrzęk mózgu, który może pojawić się na bardzo dużych wysokościach. Jego przyczyną jest gromadzenie się płynu przesiękowego w mózgu, który zaczyna napierać na czaszkę od wewnątrz.

Analogicznie do powiedzenia: “głową muru nie przebijesz”, można by rzec: mózgiem czaszki nie wykruszysz. Toteż skupiska neuronów uszkadzają się, nie mogąc znaleźć miejsca pod twardą, kostną kopułą. Dość łatwo wówczas zemdleć lub przestać sprawować kontrolę nad swym ciałem, co wydatnie zwiększa szansę na wieczne pozostanie szczytem. Przejście “stąd do wieczności” staje się wówczas niepokojące perspektywiczne. A przecież jest tyle gór do zdobycia, wartościowych ludzi do poznania oraz pięknych chwil do przeżycia. Nie ma sensu tak szybko udawać się na spoczynek lub spotkanie z Morfeuszem.

Czy będąc tam na górze, można coś z tym zrobić?

Jeżeli możesz wezwać ekipę ratunkową – zrób to! Jeśli masz pod ręką butlę z tlenem, to jej użyj. Jeżeli ktoś ze współtowarzyszy niedoli jest w stanie zrobić Ci zastrzyk z deksmotazonu (syntetyczny hormon powodujący zmniejszenie obrzęku naczyń kapilarnych), to nie udawaj bracie/siostro, że poradzisz sobie bez niego. W ostateczności przydatna może być (a na pewno nie zaszkodzi) puszka z tlenem i możliwość podparcia się na czyichś silnych ramionach, których potrzebujesz.

W teorii wygląda to tak, że któraś z w/w metod doraźnych powinna Cię uratować od śmierci lub bardzo poważnych komplikacji zdrowotnych. W praktyce natomiast nikt i nic nie da Ci stuprocentowej gwarancji, że Twój dłuższy pobyt w warunkach niskiego ciśnienia parcjalnego okaże się neutralny dla Twego zdrowia. Dlatego też, chcąc zdobywać naprawdę wysokie szczyty, trzeba przebyć aklimatyzację i właściwie doposażyć się. Jeśli ma Ci kiedyś na szczycie wysokiej góry brakować tchu, to lepiej by powodem nie był brak tlenu, a zachwyt w jaki wpadniesz, widząc wschodzące słońce będąc ponad chmurami:

Razem z druhem Piotrem stoimy (lepiej i słabiej zaaklimatyzowani) na szczycie Mera Peak.
Razem z druhem Piotrem stoimy (lepiej i słabiej zaaklimatyzowani) na szczycie Mera Peak.
Głosy gości / Wystaw ocenę
[Razem: 41 Średnia ocena: 5]