Na tle innych, należących do Korony Tatr wierchów, Kończysta stanowi istny klejnot. Może uchodzić za prawdziwą wisienkę na torcie, z tą różnicą, że zamiast krągłego owocu jej wierzchołek przypomina głowę konia :-). Wznosi się owa “chabeta” na wysokość 2548 m n.p.m., a dojście na nią wymaga pofatygowania się na Słowację. Oraz wynajęcia przewodnika, gdyż szczyt ten leży poza szlakiem i nie nadaje się dla tych, którzy w wyższe partie Tatr idą po raz pierwszy.

Kończysta szczyt – wraz z moim druhem Marcinem. Przewodnik stoi obok
W drodze na szczyt Kończystej. Widok na niziny
Widok na Batyżowiecki Staw

Najbardziej podobało mi się to, że nie wchodzi się na nią “jak po sznurku”. Skoro nie prowadzi tam żaden wytyczony i dobrze oznaczony szlak, to jest owa “klacz” przez to bardziej dzika, narowista i wymagająca doświadczenia po stronie jeźdźców, którym zamarzyło się okiełznać “kobyłę”. Takie podboje mają do siebie to, że pionierów ograniczają tylko jedynie wyobraźnia i prawa fizyki. Oczywiście, ze względów bezpieczeństwa uprzednio należy dokładnie poznać topografię destynacji i mieć ze sobą GPS (my mieliśmy) – w przeciwnym razie sami prosimy się o coś więcej niż o przysłowiowego guza.

Kończysta, jak taką “niesforną szkapę” przystało, potrafi także solidnie dać w kość. Świetna kondycja i siła  fizyczna znacząco przyczyniają się do sukcesu, za jaki należy uznać wejście i zejście w ciągu niespełna doby. Duża ekspozycja na grani szczytowej, podciąganie się na rękach i brak łańcuchów z pewnością przyspieszą bicie serc osób wspinających się. Sprawią, że weekendowy wypad będzie łączył elementy wspinaczki ściankowej, trekkingu i aktywności przypominających te rodem z plenerowych siłowni miejskich.

Kończysta z poziomu Batyżowieckiego Stawu. Jak się dobrze przyjrzeć, ten jeden charakterystyczny pixel to właśnie szczyt

Ujarzmiając Kończystą (jak to junacko brzmi, nieprawdaż?) miałem wrażenie, że na nowo przeżywam wspomnienia z lat młodzieńczych. Zupełnie jakbym wzdychał do dziewczyny, o którą warto pobić się z jakimś dryblasem ze starszej klasy, żeby móc ją zaprosić na randkę. Innymi słowy – czułem, że żyłem, były emocje, adrenalina i niepewność co do sukcesu całej akcji. A nie jak w przypadku Elbrusa, gdy nie raz myślałem, że chyba zaraz zasnę z nudów.

Najlepiej rozpocząć z miejscowości Vysne Hagi, do której bezproblemowo dojedziemy kolejką elektryczną, tzw. Elektriczka ma kilka linii, w sezonie jeździ dość często, kosztuje niewiele (za bilet płaciliśmy ok. 1,5 euro na głowę) i niebywale upraszcza podróżowanie po Tatrach Słowackich (zarazem na czas przejazdu czyniąc je wygodnym).

Dla niektórych sama w sobie stanowi atrakcję turystyczną, podobnie jak warszawskie metro dla przyjezdnych z prowincji. Ponadto dla seniorów (powyżej 70. roku życia), dzieci (najwyżej 14-letnich) i studentów (do ukończenia 26 lat) ten środek transportu jest zupełnie darmowy. Jaka szkoda, że po polskiej stronie takiej opcji brak. 🙁

Na pokład Elektriczki wsiedliśmy (ja i mój druh Marcin Kurkowski – na co dzień…) w Starym Smokowcu. Wysiedliśmy zaś nad Szczyrbskim Jeziorem i zaczęliśmy szukać na bookingu miejscówki do spania. Żadnej nie było, więc znaleźliśmy schronienie w małym kościółku. Stanowił jedyną wolną ostoję, w środku nie było nikogo, komu byśmy mogli przeszkadzać, toteż na kilkanaście minut zainstalowaliśmy się w jego przedsionku. Niestety, potem zjawiła się roznerwicowana i kłótliwa kobieta (z szacunku dla pań daruję sobie inne, mniej eleganckie określenia), która wypędziła nas z tego przybytku. Ostatecznie noc spędziliśmy pod śpiworami na przystanku tramwajowym.

Tu krótka reminiscencja, która uchyli nieco bardziej okoliczności tego wypadu w ten rejon Karpat. Dzień wcześniej byliśmy na Sławkowskim Szczycie (2452 m n.p.m.), którego wyróżnikiem są wysokości względne – jedne z największych w Tatrach – gdyż niektóre jego stoki sięgają prawie 950 metrów nad podstawę góry. Przez to nasza trasa była dłuższa, ponieważ pierwotny start miał miejsce w Strebskim Plesie (oryginalna pisownia słowacka: Štrbské Pleso), a nie z Vysne Hagi, które zaoszczędziłoby nam kilometrów w nogach.

Droga na Kończystą

Strebskie Pleso > Popradskie Pleso > Przełęcz pod Ostrawą > Magistrala > Kończysta szczyt > Batyżowiecki Staw > Vysne Hagi. Razem będzie 16 km samego szlaku, nie licząc wejścia na Kończystą.

Bez mapy nie wychodizmy z domu
Popradskie Pleso – początek drogi
Schronisko (albo hotel już sam nie wiem) w Popradskim Pleso
Przełęcz pod Ostrawą

Początek wiedzie tymsamym szlakiem, który wiedzie na Rysy, a przebiega m.in. przez Popradzki Staw (słow. Popradské Pleso). Tamteż znajduje się schronisko (albo hotel) warte odwiedzenia także z powodów kulinarnych. Smaczna jajecznica i dobre ciemne piwo są dla strudzonych wędrówców tym, czym wysokooktanowe paliwo dla auta. Nas było dwóch, więc łącznie daje to 4 ręce i 4 nogi. Taki męski, zahartowany w boju “pojazd” z napędem 4×4 😉 bez większych trudności zaliczył mocne podejście na przełęcz pod Ostravą.

Po wejściu na Kończystą schodziliśmy w kierunku Batyżowieckiego Stawu, gdzie napotkaliśmy odważnego rudzielca – i nie mam tu na myśli żywego wcielenia Ani z Zielonego Wzgórza.

Lisek Chytrusek przy Batyżowieckim Stawie
A cóż to za dziwny zwierz? Ma 4 łapy niczym człowiek. To musi być Yeti

Był to najprawdziwszy lisek, przedstawiciel gatunku lisa rudego, którego nie wiedzieć czemu, zazwyczaj określa się jako chytruska. Ja jestem bardziej skłonny uwierzyć w lisią przebiegłość, która znalazła odzwierciedlenie chociażby w takim przysłowiu: “Więcej się zyska lisim ogonem jak lwim pazurem”. Nawiasem mówiąc, nie zyskał ów osobnik nic ode mnie, bowiem nie zdołał gwizdnąć mi butów, gdy na chwilę je zostawiłem, chcąc obmyć stopy. Nie karmiłem go również niczym, bo wychodzę z założenia, że dzikich zwierząt dokarmiać nie należy.

Mój kompan Marcin nieco ociagał się podczas drogi powrotnej, toteż niektóre widoki ominęły go. Ale te, które zarejestrował mój obiektyw, warte są chyba Waszych lajków i pozostawienia paru słów komentarza, si ? 🙂

Na koniec rzucę wątek do dyskusji w mediach społecznościowych. Czy zdarza się Wam czasem zbaczać ze szlaków? Wybierać offroadową, nieznaną wcześniej zamiast utartych ścież szlakiem? 😉

Głosy gości / Oceń wpis
[Razem: 12 Średnia ocena: 5]