Tym razem z Kuźnic wyruszamy niebieskim szlakiem przez Boczań. Pod tą ostatnią nazwą kryje się zalesione wzniesienie, pokryte głównie modrzewiem, świerkiem i powojnikiem alpejskim.

“Wte” – niebieskim szlakiem przez Boczań, “wewte” – żółtym przez Dolinę Jaworzynki

Boczań rozciąga się na wysokości 1200-1250 m n.p.m., a w kilku miejscach między koronami drzew znajduje się pusta przestrzeń. Przez nią niczym poprzez takie “naturalne okienko” można podziwiać w oddali Giewont, Czerwone Wierchy oraz Kalatówki.

Jeszcze przed Boczaniem napotkamy na nieco bardziej wymagający (przede wszystkim ze względu na śliskie kamienie) fragment drogi, na którym bezwzględnie należy zachować dalece idącą ostrożność (zwłaszcza jeśli skały pod nogami będą wilgotne). Dalej idzie się już dość łatwo grzbietem Skupniowego Upłazu, a po około 100 minutach piechurzy mogą odpocząć na ławkach ulokowanych na Przełęczy między Kopami.

Łączą się tam 2 główne szlaki: ten niebieski z Kuźnic (zwano go w przeszłości szlakiem Lenina – nie mylić ze szlakiem bojowym Wojska Polskiego zapoczątkowanym bitwą pod Lenino) oraz żółty, którym dobrze się maszeruje, wracając malowniczą Doliną Jaworzynki. Jej dno jest płaskie (chociaż tam również natkniemy się na krótki odcinek wyłożony śliskimi, kamiennymi schodami), więc rytmiczne przebieranie nogami, nawet zmęczonym osobom, nie powinno nastręczać wielkich kłopotów.

Pewne drobne niegodności tego powrotnego spaceru są nam wynagradzane pod postacią obserwowanego krajobrazu. Wyróżniającymi elementami (poza wciśniętymi niczym rodzynki w sernik pozostałościami szałasów pasterskich) na tym końcowym etapie wycieczki są ładne, “kopiaste” wzniesienia, czyli Wielka i Mała Kopa oraz Kopa Magury.

Hala Gąsienicowa

Za wspomnianą przełęczą czeka nas stosunkowo najmniej obfitujący w atrakcje 25-minutowy etap wycieczki, którego ukoronowaniem jest dotarcie do Hali Gąsienicowej. Lokację tę (położoną w Dolinie Suchej Wody Gąsienicowej) przyjęło się traktować jako “kolebkę taternictwa polskiego”, a tamtejszą kwaterą główną, której nie sposób ominąć, jest schronisko Murowaniec (choć przyznam się szczerze, że dziś bardziej przypomina hotel. Jednak kiedy trzeba Murowaniec potrafi stanąć na wysokości zadania. Kiedy mój kolega odpadł od ściany i wzywałem TOPR, udało się załatwić wolny pokój. To była długa noc).

Niedaleko (po prawej stronie idąc niebieskim szlakiem) stąd znajduje się również Centralny Ośrodek Szkolenia Polskiego Związku Alpinizmu, czyli popularna “Betlejemka” – w niej spałem podczas kursu Taternickiego.

Murowaniec i niegroźne swastyki

Murowaniec został odrestaurowany w latach 60. XX wieku po ówczesnym pożarze, choć za datę początkową budowli należy uznać rok 1926. Wówczas to z huczną pompą otwarto schronisko, pod które kamień węgielny położono w 1921 roku. Niebawem zatem odbędą się (miejmy nadzieję, że w licznym gronie wiernych miłośników Tatr) obchody stulecia istnienia tego obiektu, którego właścicielem jest PTTK.

Murowaniec za czasów mojej młodości. Obecnie wyglądam starzej, ale schronisko nic się nie zmieniło

Kamień Karłowicza

Za ciekawostkę należy uznać wykorzystywany ponoć przez samego Mieczysława Karłowicza symbol określany mianem “krzyża niespodzianego”. Wywodzący się z hinduizmu znak widnieje jako element balustrady w klatce schodowej Murowańca. Prócz tego wyryty został na kamieniu upamiętniającym śmierć w lawinie tego zacnego kompozytora. A wygląda – ni mniej, ni więcej tylko tak:

Upamiętnia on miejsce, w którym znaleziono zwłoki wybitnego kompozytora, tragicznie zmarłego pod lawiną. Źródło Wikipedia

Jakie skojarzenia budzi w Was, Moi Drodzy, owa swastyka? Wyznawcom filozofii hinduistycznej bezsprzecznie kojarzy się z pomyślnością podczas górskich wędrówek. A na to, że w latach 30. ubiegłego wieku, swastyka służyła za element identyfikacyjny agresorom zza Odry, spuśćmy zasłonę milczenia. Zamiast tego warto dopowiedzieć, że zarówno dla samego Karłowicza, jak i dawnych mieszkańców Podhala taka wersja swastyki oznaczała symbol szczęścia, powodzenia, pomyślnego rozwoju wypadków.

Ozdabiali nią swe chaty, zaś wielki kompozytor wykorzystywał go w swoich listach do przyjaciół. Podobnie jak my współcześnie dodajemy hasztagi w wirtualnej przestrzeni komunikacyjnej czy też dorysowując serduszka na papierze.

Pamiątek po znanych Polakach goszczących nie raz w Murowańcu jest więcej (np. tablica poświęcona Adamowi Asnykowi). Lecz ważniejszą dla całej trekkerskiej braci informacją jest fakt, że schronisko „Murowaniec” służy powszechnie za dogodne miejsce startowe do podjęcia jednego z najtrudniejszych tatrzańskich wyzwań. Mowa o Szlaku Orlej Perci, o której Wam opowiem przy innej okazji.

Czarny Staw Gąsienicowy

Teraz ruszajmy w dalszą drogę, bo zaledwie o około 30 minut od schroniska oddalona jest docelowa destynacja naszej wycieczki, czyli przepiekne, polodowcowe jezioro (piąte co do wielkości w rejonie Tatr) leżące na wysokości ponad 1620 metrów w Kotle Czarnego Stawu. Nie mogło się inaczej nazywać niż właśnie Czarny Staw Gąsienicowy.

Czarny Staw Gąsienicowy - Widok na Kozie Szczyty i Granaty
Czarny Staw Gąsienicowy – Widok na Kozie Szczyty i Granaty
Czarny Staw Gąsienicowy - Widok na Karb i Kościelec
Czarny Staw Gąsienicowy – Widok na Karb i Kościelec

Jego bardzo ciemne wody (znawcy i znawczynie barw widzą w nich na ogół bardzo mocny wysycony granat – z grubsza przypominający atrament) biorą się z dwóch powodów. Pierwszym jest obecność sinic (z gatunku Pleurocapsa polonica) pokrywających głazy zalegające wokół brzegów jeziora. Drugim zaś fakt, że otaczające je góry, rzucają na taflę wody cień. Tym samym czynią ją ciemniejszą niż jest faktycznie. Ze względu na owe sinice właśnie (a nie np. z racji bytowania tam np. wielkiej kałamarnicy) kąpiel w jeziorze nie jest zalecana (przede wszystkim jest zakaz)

Kiedyś wielu znanym malarzom (m.in. Gersonowi oraz Wyczółkowskiemu) służył za temat obrazów, dzisiaj normą jest “obcykanie” ze wszystkich możliwych stron przy wykorzystaniu cyfrowych aparatów. Ustawiwszy nad stawem obiektyw uchwycimy kilka wartych wymienienia szczytów m.in. Żółtą Turnię (2087 m), Wierch Pod Fajki (2135 m), trzy wierzchołki Granatu (Skrajny, Pośredni i Zadni liczące między 2225 a 2240 m), Kozi Wierch (2291 m), Zamarłą Turnię (2179 m) i Kościelec (2155 m).

A jak się już nasze oczy napatrzą, a nasze aparaty konieczną liczbę zdjęć zarejestrują, to przyjdzie nam uznać, że półmetek wędrówki tego dnia mamy już za sobą. Wracamy tą samą drogą, z tą drobną różnicą, że od Przełęczy nad Kopami do mety prowadzi nas szlak żółty, o czym już dobrze wiecie. 🙂

Głosy gości / Wystaw ocenę
[Razem: 4 Średnia ocena: 5]