Jaskinia Mylna jest pustą przestrzenią (niczym dziury w serze szwajcarskim) w skałach tworzących masyw Raptawickiej Turni. Nieopodal niej znajdują się dwie inne jaskinie: Obłazkowa i Raptawicka, tworząc tym samym w rejonie w Dolinie Kościeliskiej system Jaskiń Pawlikowskiego. To nazwisko nie wzięło się ot tak: Jan Gwalbert Pawlikowski był m.in. znawcą Tatr i miłośnikiem speleologii.

Śmiało można o nim powiedzieć, że szedł – jak to się zwykło mawiać – śladami wielkich francuskich encyklopedystów. Jego biogram w Wikipedii aż “kipi” od dokonań naukowych, turystycznych i społecznych. Nic dziwnego, że również otwory, przez które można wydostać się z komór poza obręb groty, nazwano Oknami Pawlikowskiego.

Ciekawostki o Jaskini Mylnej

A oto minimum informacji o Jaskini Mylnej, które chciałbym, aby w Waszej pamięci pozostało po przeczytaniu tego wpisu:

1) Jest zagospodarowana turystycznie: tamtejszą liczącą ponad 300 metrów trasą można chodzić sobie do woli, bez przewodnika. Nie wszystkie ciągi (w tym m.in. III Okno) są dostępne dla turystów, którzy i tak muszą się momentami przeciskać jej korytarzami. Mimo opatrzonego łańcuchem trawersu i oznaczeń niewielkie rozmiary niektórych ciągów wymagają od turystów chodzenia na kuckach, a nawet czołgania się.

Początek drogi i pierwsza trudność – nisko zawieszony sufit
Wysokie osoby mogą mieć trudność w przeciskaniu się przez korytarze.

2) Jaskinia Mylna nie jest oświetlona więc koniecznie należy zaopatrzyć się w sprawną latarkę i komplet zapasowych baterii. Oraz w ciepłe ubrania – bowiem nawet w środku lata, temperatura w jaskini nie przekracza kilku stopni.

3) Przed kilkunastu laty udało się połączyć tamtejsze korytarze z Jaskinią Obłazkową, a w bardzo bliskim otoczeniu znajduje się również trzecia spośród lokalnych struktur podziemnych.

4) dość uboga (za to z żyjącymi jak nietoperzami) flora i fauna tej niszy ekologicznej równoważona jest zimą względnym bogactwem form naciekowych, m.in stalagmity, stalaktyty lodospady i polewy. Latem zwiedzający natrafią tam na spore ilości błota i wilgoci.

Lodospad
Stalagmity
Sople lodu czy stalaktyty?

5) Rzeczone otwory (czyli dwa Okna Pawlikowskiego, z których widać szczyty Bystrej oraz Błyszcza) znajdują się na wysokości niespełna 1100 m n.p.m. Widoki z nich stanowią wdzięczny temat do robienia ciekawych zdjęć stanowiących dodatkową “nagrodę” za niełatwe zwiedzanie tej jaskini.

6) Jej “właścicielem” jest Skarb Państwa, a zarządzanie i opieka sprawowane są przez państwo za pośrednictwem Tatrzańskiego Parku Narodowego.

Łańcuchy pomagają utrzymać równowagę. Warto się ich trzymać
Kolejne ciasne przejście

7) Nazwa Jaskini Mylnej najprawdopodobniej wzięła się stąd, że korytarzy jest sporo, a ich występowanie zasadniczo przypomina plątaninę, w której nie trzeba wiele zachodu, aby się zgubić. Wikipedia podaje że jedną z bardziej znanych ofiar był pewien XX-wieczny duchowny. Udało mu się przetrwać II Wojnę Światową, lecz latem 1945 roku zabłądził tam pewien zakonnik, którego dopadła tam śmierć z wycieńczenia.

Którędy do Jaskini Mylnej?

Do Jaskini Mylnej prowadzi czerwony szlak. Prawa odnoga z głównego szlaku Doliny Kościeliskiej w kierunku Ornaka
Jaskinia jest dobrze oznaczona
Sople lodu wiszące przed wejściem do Jaskini Mylnej

Do tej groty wybrałem się (podążaliśmy przez kilkanaście minut z Doliny Kościeliskiej czerwonym szlakiem turystycznym) wraz z Eweliną. To moja koleżanka, która tak jak ja przeprowadziła się do Zakopanego. Oficjalnie tylko na kilka, miesięcy, ale kto wie, jaką część życia ostatecznie dziewczyna spędzi w Tatrach? Bezpośrednim powodem do opuszczenia przez nią Warszawy była pandemia (męcząca, dojmująca atmosfera wielkiego miasta z obostrzeniami).

Ewelina przy Kościeliskim Potoku

Ewelina jest fanką gór, mimo wiecznych problemów z kolanem, które uniemożliwia jej długie wyprawy. Uwielbia także zachody słońca na Nosalu i jazdę na nartach w Białce Tatrzańskiej (nie poczuła za to tzw. “mięty” do skiturowych tras). Podoba mi się u niej gotowość do poświęceń (nie wahała się pobrudzić sobie ciuchów) i brak narzekania.

Niesamowite wrażenia i odnalezienie “Złotej Komnaty” w Jaskini Mylnej

Pomimo posiadania nowoczesnego sprzętu dobrej jakości, mniej więcej w połowie drogi źle skręciliśmy i musieliśmy się cofać po własnych śladach. Gwoli ścisłości dopowiem, że szedłem niemalże na czworakach za Eweliną, która z racji iluś centymetrów mniej mocno pochylała głowę. Oboje nie zwróciliśmy dostatecznej uwagi na brak oznakowania.

Dotarliśmy do wysokiego pomieszczenia, którego ściany odbijały rzucane przez nasze latarki światło. Zupełnie tak ja mieniły się brylancikami. Zamieszczone w tym wpisie zdjęcia nie oddają tego zbyt dobrze (za ciemno było), ale musicie mi wierzyć na słowo. Jedna ze ścian lśniła się jakby była wyłożona złotem. Nic tylko wyciągnąć nóż i zdrapywać nim ten kruszec ze ściany.

A propos owego sprzętu, a konkretnie latarek. Przetestowałem nabytą niedawno czołówkę diodową – Fenix HM61R, której rewelacyjna jasność (1400 lumenów) stanowi duży atut w takich miejscach.

W teorii mogliśmy próbować przeciskać się do niżej położonych korytarzy, ale brak czerwonych oznaczeń skutecznie nas do tego zniechęcił. Przygoda jak się zowie (zdecydowanie warta opowiedzenia), ale w trakcie ewakuacji zastanawiałem się, co by się stało, gdybyśmy tam utknęli na dobre. Kto by Was raczył kolejnymi wpisami na tym blogu?

Ujście Jaskini Mylnej
Ujście Jaskini Mylnej

Przekonałem się na własnej skórze, że jestem jednak zdecydowanym zwolennikiem przestrzeni otwartych. Zwłaszcza tych “wyniosłych”, o dużej wybitności, z których można zlatywać:

Głosy gości / Wystaw ocenę
[Razem: 1 Średnia ocena: 4]