Omawiana wspinaczka uprawiana może być jedynie tam, gdzie występują pokryte lodem ściany albo lodospady, tudzież gdzie zdołały wytworzyć się dostatecznie grube i wysokie sople lodowe. Jest kilka wyróżników, które sprawiają, że tej konkretnej formy pionowego „spaceru” nie sposób pomylić z pozostałymi wariantami.

Szpej do wspinaczki lodowej:

Poza standardowym szpejem wspinaczkowym potrzebne bedą:

  • czekany (polecam Petzl Nomic)
  • raki pod automaty (polecam Petzl Lynx)
  • śruby lodowe
  • haczyk do przeciągania repa do wykonywania abalakova
Stanowisko z Abalakova i śruby lodowej
Raki ze średniowiecza 🙂

Kluczowy aspekt to jednak ostrza dziab: mają być przeznaczone do lodu i solidnie „zatemperowane”. Ponoć nic tak nie mierzi instruktorów jak kursanci, którym wydaje się, że mogą coś w lodzie zdziałać przy pomocy tępych ostrzy rekomendowanych do wspinaczki mikstowej. Mogą zawierać obciążniki

Ponadto zamiast posypanych magnezją dłoni i butów wspinaczkowych, ekwipunek lodowego wojownika składa się z wystarczająco ciepłego, a jednocześnie nie krępującego ruchów ubrania oraz rękawic (ja ze sobą noszę 3 pary) i stosownego, sztywnego obuwia alpinistycznego (uzywam Scarpa Phantom Tech). Nie zapomnijcie o czołówce (łoić po lodospadzie w księżycową nocą – to jest dopiero przeżycie:

Jak wspinać się w lodzie?

Na obecnym poziomie doświadczenia nie czułbym się dostatecznie kompetentny w przedmiotowej materii – chodzę po stosunkowo łatwych lodach do WI3+ (na prowadzeniu) oraz WI4 (na wędce) po prostu napierając możliwie prosto w górę i utrzymując jako tako balans ciała. Taki – być może nieco „barbarzyński” – na przełomie 2021/2022 jest mój styl: pruję niczym lodołamacz, nie oglądając się w tym względzie na podręcznikowe wytyczne.

Niezależnie od praktykowanej techniki, łojantom powinno zależeć na tym, aby zasadniczo mieć nisko zawieszony środek ciężkości. Masa ciała wspinacza (w moim przypadku to jest dobre 88 kg) opiera się bowiem na stopach, co pozwala aby zmniejszyć obciążenie rąk.

Przyjemność pionowej wędrówki w lodzie na ogół okupiona bywa bólem przedramion i dyskomfortem łydek. A niekiedy również dolegliwościami nadgarstków. To coś trudnego do nazwania, bo każdemu z nas nasze własne ciało „podpowiada” nieco inne „bolesne wersy”. Pewien mój kumpel doświadczył – jak to wyraził – „czegoś pomiędzy kłuciem, rwaniem a uciskiem – jakby organizm pojękiwał, domagając się wypoczynku”.

A całe szczęście opisywane tu niedogodności są przejściowe – i co ważne – można profilaktycznie się przed nimi uchronić.

Prawidłowa technika lodowego wojownika

Jeśli ktoś nie jest za pan brat z czekanem, to trochę czasu zajmie mu przyswojenie reguły mówiącej, że prawidłowo powinno się wykonywać taki ruch nadgarstkiem w końcowej fazie wbijania dziaby, żeby jej ostrze wbiło się głębiej.

Najbardziej jednak dają znać o sobie przedramiona – trzeba pamiętać, żeby tych dziab za mocno nie ściskać, a dolny, mały palec nich spoczywa na podstawie rękojeści, która zapobiega wyślizgnięciu się dłoni). Aby natomiast, jak najrzadziej „odzywały się” zmęczone mięsnie łydek, konieczne są sztywne, lekkie buty na rakach automatach .

dąc, należy starać się nie napinać łydki, tudzież momentami delikatnie napięcie rozluźniać, nieco opuszczając stopę w dół. To pozwoli nam zmniejszyć kąt między podeszwą buta a samym lodem.

Oczywiście, z dobranych odpowiednio (do potrzeb i parametrów ludzkich) narzędzi trzeba przede wszystkim umieć korzystać. Czyli m.in. nie zapominać o tym, aby wszelkie zbyt długie lub odstające od raków paski skrócić lub porządnie zabezpieczyć np. węzłami. Cel jest prosty: uniknąć zaplątania lub przydeptania tych mocowań, a w konsekwencji ryzyka utraty raka, który mógłby się zanadto poluzować.

Praca nóg podczas wspinaczki lodowej

Należy też wiedzieć, kiedy trzeba pracować dziabami, a kiedy nie. Teren płaski lub o niskim kącie nachylenia (w szczególności gdy idziemy “na wędce”, czyli z asekuracją górą) niekoniecznie domaga się od nas łojenia. W wielu miejscach bowiem wystarczy tylko praca nóg, a dobrym pomysłem jest trenowanie techniki płaskiej stopy (zarówno z rakami jak i bez). Takowa praktyka pozwala nauczyć się „czucia” lodu pod stopami. A taka umiejętność w życiu górołaza zawsze się przyda, bo przyroda od milionów lat praktykuje „żenienie ze sobą” lodu oraz góry:

Ponoć dwa najczęstsze błędy popełniane przez łojantów to: zbyt mocne, wielokrotne kopnięcia oraz trzymanie pięt za wysoko. Gniewne, zamaszyste kopniaki nie dość męczą, to jeszcze mogą osłabić lód, na którym stoisz. Niejeden zbyt silnie kopiący przekonał się, czym są tzw. „talerze obiadowe”, czyli pękające i odpadające nagle spod nóg płaty lodu.

Z kolei nazbyt wysokie trzymanie pięt sprzyja niekorzystnej sytuacji, w której wysunąć się mogą przednie zęby. Obniżenie pięt pozwoli zagłębić się zębom w lód i pomoże uniknąć niepotrzebnego poślizgu. Jest to szczególnie ważne na końcu stromego odcinka lub względnie płaskiej płyty zakończonej półką.

Lodowa skala wspinaczkowa

WI1: lód o niskim nachyleniu – żaden szpej zasadniczo nie jest potrzebny.

WI2: Stały lód o nachyleniu do 60 stopni, gdzieniegdzie z możliwymi wybrzuszeniami; jego ukształtowanie samo w sobie zapewnia dobrą ochronę, sprzęt jest dodatkiem.

WI3: Trwały lód o nachyleniu do 70 stopni z możliwymi długimi wybrzuszeniami w przedziale 80-90 stopni; uzasadnione jest restowanie się i wykorzystanie stosownych pozycji do wkręcania śrub.

WI4: trwale zespolony lód o nachyleniu około 80 stopni zawierający dość długie odcinki 90-stopniowych płaszczyzn porozrywanych sporadycznymi okazjami do króciutkiej sjesty.

WI5: Długie i forsowne na całej długości liny przedziały nachylenia rzędu 85-90 stopni; z kilkoma przyzwoitymi fazami do odpoczynku; albo krótsza paka cienkiego lub kiepskiego lodu z trudną do umieszczenia zabezpieczeń.

i tutaj moje marzenia się kończą.

Ciekawostkowo tylko nadmienię, że ścisły top światowej elity „lodowych wojowników” (również tych, którzy upatrzyli sobie kosmicznie trudne lodospady) ma „swoje” znacznie wyższe stopnie: od WI9 w górę. Ponadto nazwy nadawane przez takich herosów prowadzonym drogom są dalece poza orbitalne (vide: „Interstellar Spice” lub „Misson to Mars”).

Nalezy pamiętać, że przypisanie określonej drodze wspinaczkowej konkretnej oceny zawsze będzie subiektywną decyzją. Tym bardziej, że w dobie postępującego globalnego ocieplenia lodowe miejscówki ulegają zmianom nie tylko z sezonu na sezon. Również w trakcie tej samej pory roku ich parametry mogą się zmieniać.

Lodospady dla początkujących

I. Laboratorium – Hala Gąsienicowa

Fajną miejscówką na początek jest ta zlokalizowana przy Zmarzłym Stawie w drodze na Zawrat. Tamtejszy lód od zawsze był uznawany za jakościowo dobry, a występowanie stanowisk do asekuracji stanowi wielki atut – zwłaszcza dla żółtodziobów. Niechaj się przekonają, jakie to uczucie wdrapywać się „po wędce”.

II. Bóla pod Bańdziochem

Oferuje niejedno bardzo fajne wspinanko – ot choćby takie jak opisane poniżej, gdzie w kominku na ostatnim wyciągu znajdziemy dużo lodu (Zobacz zdjęcia) Ten wyciąg jest gęsto obity ringami, gdyż właśnie tędy podążają tatromaniacy na smyczy przewodnickiej.

III. Lodospady w Białej Wodzie.

Zwłaszcza lodospad ukryty WI4 – choć trudniejszy to nie ma problemu z założeniem wędki

System małych kroków, czyli zacznij od “wędki”

Osoby początkujące w tej dziedzinie nie powinny się obawiać kontuzji i przykrych doświadczeń. Im zaleca się, aby łoili w łatwiejszym terenie i obowiązkowo korzystali z tzw. wędki czyli asekuracji od góry. Z reguły jeśli kursant jest przeciętnie bystry i sprawny, to już po kilku próbach można go wypuścić jako prowadzącego. Wcześniej jeszcze (stojąc na ziemi) powinien poćwiczyć wkręcanie samych śrub, aby wiedzieć, że prawidłowo czyni to się z „biodra”, ponieważ właśnie na wysokości tej części ciała dokonywana jest tzw. „wpinka”.

O czym jeszcze pamiętać trzeba?

Niezależnie od zdobytego doświadczenia, każdy łojant powinien zaopatrzyć się w dobry humor (markotni zwykle zamulają, a tego nikt nie lubi :), dodatkowe rękawiczki oraz zapasowy komplet ciepłej odzieży. Aura potrafi spłatać figla, a dla lodowych płatów słońce stanowi istną „Gwiazdę Śmierci” 😉

Jego nagły atak promieniami może poważnie nas zamoczyć. (a czasem też zaskoczyć 😉

Warto mieć ze sobą okulary nie tylko z powodu słońca, ale wierzcie mi, że czekając na stanowisku lubi się odłamać kawałek lodu podczas wspinaczki partnera.

Reszta wyposażenia to już standard. Przezornym warto być; dodatkowy termos z herbatą wzbogaconą o witaminki z cytrynki trzeba zabrać. Wskazane są również: liof albo taki „wynalazek” jak french press (po naszemu: „zaparzacz tłokowy”).

Głosy gości / Wystaw ocenę
[Razem: 7 Średnia ocena: 5]