Do Szczawnicy wybraliśmy się na Święto Zmarłych. Plusem tego terminu było to, że szlaki były niemal puste – większość ludzi odwiedzała cmentarze. Minusem natomiast była pora roku: to już ten moment, kiedy w górach robi się chłodno i trzeba ubierać się „na cebulkę”.
Wyjazd był w dużej mierze nastawiony na odpoczynek. My – ja, Patrycja i nasze półtoraroczne dziecko – chcieliśmy trochę odsapnąć od codzienności. Bez gotowania, z odrobiną luksusu. Zatrzymaliśmy się więc w komfortowym hotelu ze SPA i basenem w Szczawnicy. Jednocześnie obiecałem sobie, że choć raz wybierzemy się razem gdzieś w teren.
Sokolica? Nie tym razem
Po cichu liczyłem, że uda mi się pobiec na Sokolicę. Szybko jednak okazało się, że przeprawa przez Dunajec na drugi brzeg, skąd startuje niebieski szlak na Sokolicę, była już zamknięta. Sezon flisacki trwa od 15 kwietnia do 31 października, a my planowaliśmy naszą marszrutę na 1 listopada 2025 roku.
Plan B zakładał spacer Promenadą wzdłuż Grajcarka. I właśnie wtedy, tuż przed hotelem, zauważyłem stojak z rowerami, które można było wypożyczyć w recepcji.
I wtedy padło pytanie: a czemu nie rower?
Droga Pienińska
Trasa, którą jechaliśmy, to tzw. Droga Pienińska – klasyczna pieszo-rowerowa droga biegnąca wzdłuż Dunajca, ze Szczawnicy do Czerwonego Klasztoru. To jeden z najbardziej znanych i lubianych odcinków w Pieninach, prowadzący przez sam środek przełomu Dunajca, u podnóża Trzech Koron. Ruch samochodowy jest tu wykluczony, dzięki czemu trasa jest bezpieczna, spokojna i idealna także na rodzinny wypad z dzieckiem w przyczepce.
Spontaniczna decyzja o rowerach


Nie miałem pojęcia, że wzdłuż Grajcarka można tak fajnie pojeździć rowerem. Wiedziałem jednak już wcześniej o trasie rowerowej wzdłuż Dunajca, prowadzącej aż do Czerwonego Klasztoru. Wsiedliśmy więc w auto i podjechaliśmy do Szczawnicy Niżnej. Zaparkowaliśmy w okolicach Kotuńki, gdzie znajduje się kilka wypożyczalni rowerów.
Na miejscu utwierdził nas w tym chłopak z wypożyczalni, potwierdzając, że to dobry i bezpieczny pomysł.
Udało się nawet utargować przyczepkę rowerową gratis. Dla Patrycji musiałem jednak wziąć rower elektryczny – na trasie miały być trzy podjazdy, więc uznałem, że to rozsądna opcja.

Cennik wypożyczenia:
- rower klasyczny: 10 zł / godz.
- rower elektryczny: 30 zł / godz.
- przyczepka rowerowa: gratis
Trasa i przewyższenia
Przejazd w jedną stronę to około 9 km i w sumie około 400 m przewyższenia łącznie. Profil wysokości wygląda jak zęby aligatora – dużo małych podjazdów i zjazdów, ale o bardzo podobnej wysokości. Dzięki temu tempo jazdy jest dość równe i nie ma tu długich, wyczerpujących wspinaczek.
Ja zapamiętałem właściwie tylko jeden bardziej stromy podjazd – zaraz na początku, w okolicach ujścia Leśnickiego Potoku. Zapewne dał mi się we znaki dlatego, że ciągnąłem przyczepkę z Lilką, czyli dodatkowe 15–20 kg „bagażu”.
Załączam mapkę trasy – na profilu wysokości wszystko widać jak na dłoni.
Czy warto brać elektryka?
Właśnie dlatego o tym wspominam: moim zdaniem nie ma sensu dopłacać do roweru elektrycznego. Patrycja użyła najlżejszego przełożenia może dwa razy, żeby tylko lekko sobie pomóc. Przy przeciętnej kondycji spokojnie da się tę trasę przejechać na zwykłym rowerze.
Najpiękniejsza trasa rowerowa wzdłuż Dunajca?
Sama trasa wzdłuż Dunajca… jest po prostu przepiękna.
Wcześniej z Patrycją jechaliśmy trasą Velo Czorsztyn – półmaraton wokół jeziora: świetny asfalt, dobre oznakowanie, piękne widoki. Wydawało mi się wtedy, że to najładniejsza trasa rowerowa, jaką znam. Teraz zmieniłem zdanie.
Dunajec wygrywa. I najlepiej potwierdzą to zdjęcia.




Czerwony Klasztor i mała pomyłka
Na końcu trasy czeka zwiedzanie Czerwonego Klasztoru. Najlepiej dostać się tam długim, metalowym mostkiem. My o tym nie wiedzieliśmy i pojechaliśmy dalej śladem szlaku rowerowego, aż dojechaliśmy do szosy i skręciliśmy w prawo w stronę Sromowiec Niżnych.
Problemem był brak wydzielonej ścieżki rowerowej, a ja – z przyczepką – nie chciałem ryzykować mijania się z samochodami. Przejechaliśmy może 50 metrów. Po lewej stronie pojawił się parking, po prawej rozległe trawy, mury Czerwonego Klasztoru i niesamowita panorama Trzech Koron.

Zatrzymaliśmy się, zeszliśmy z rowerów i zaczęliśmy robić zdjęcia. Dzięki tej pomyłce mamy jedne z najładniejszych fotografii z Trzema Koronami w tle.
Gdyby pojechać dalej, można by objechać Czerwony Klasztor dookoła i dotrzeć aż do Sromowiec Niżnych. My jednak wróciliśmy pod klasztor (przez mostek) i tam zrobiliśmy sobie dłuższy postój.

Odpoczynek nad Dunajcem


W okolicy klasztoru działa kilka barów – można kupić lody, piwo albo zamówić frytki. My mieliśmy swoje kanapki, a Lilka swoją butlę.
Swoją drogą muszę ją pochwalić – była niesamowicie grzeczna. Na początku trasy nawet zasnęła.
Jedyna uwaga na przyszłość: jeśli będę kupował własną przyczepkę, muszę pamiętać, żeby dało się w niej położyć oparcie. W tej Lilka spała na półsiedząco.
jesienna wycieczka do Czerwonego Klasztoru

Trasa o tej porze roku była naprawdę piękna, choć szkoda, że nie przyjechaliśmy jakieś trzy tygodnie wcześniej. Wtedy liście miałyby jeszcze żółte kolory i wisiałyby na drzewach. Teraz były już głównie brunatne i leżały na ziemi.
Trzeba też pamiętać, że przy takiej jesiennej pogodzie jest dość rześko – szczególnie jadąc rowerem. Ciepłe warstwy i coś przeciwwiatrowego to absolutna konieczność.
Podsumowanie
Wróciliśmy zachwyceni. Dla mnie to najpiękniejsza trasa rowerowa, jaką do tej pory przejechałem.
I na pewno jeszcze tu wrócimy.
Podobne przygody
Dodaj komentarz Anuluj pisanie odpowiedzi
KUP TERAZ!
- CHWYTO pocket - TRENUJ 2x dziennie! 95,00 zł
- Pomada do rąk dla ludzi gór
45,00 złPierwotna cena wynosiła: 45,00 zł.36,00 złAktualna cena wynosi: 36,00 zł.
Jeśli moje treści są dla Ciebie pomocne, inspirujące albo po prostu dobrze się je czyta — możesz postawić mi kawę. Buy coffee.
Jako niezależny autor tworzę wszystko sam, z pasji i przekonania, że warto dzielić się wiedzą. Twoje wsparcie pomaga mi poświęcać więcej czasu na pisanie, rozwój nowych projektów i tworzenie wartościowych materiałów dla Ciebie.
Bądź na bieżąco