Polski Kut to niesamowita droga, która właściwie nie potrzebuje topo – jej przebieg jest oczywisty.
Zacięcie zobaczysz już ze schroniska i Twoim zadaniem jest po prostu nim się wspiąć. Struktura jest imponująca – przeogromna, lita, z gęstą asekuracją w postaci haków.
Na drodze znajdziemy również gotowe stanowiska (stare pętle i haki), więc z naszej strony nie używaliśmy ani haków, ani Reksów, ani młotka – przynajmniej o tyle było lżej.
Jedno stanowisko podobno jest „wiszące”, ale my takiego nie znaleźliśmy. Wszystkie nasze były na wygodnych półkach – poniżej opiszę dokładnie, jak szliśmy.
Dzień pierwszy – lekcja pokory

Na Polskiego Kuta próbowaliśmy wstawić się dzień wcześniej, ale że ciężko nam było odpuścić śniadanie w schronisku przy Zielonym Stawie, zapłaciliśmy za to karę. Przed nami ustawił się trzyosobowy zespół i niestety bardzo długo zbierali się do startu. Słyszałem, jak prowadzący wbija haka już na stanowisku startowym, co trochę mnie zdziwiło.
Ostatecznie byli tak opieszali, że zdecydowaliśmy się odbić na Rebela M6, a z Kutem spróbować następnego dnia.
Niech to będzie pierwsza rada: warto wyjść skoro świt. Nie dlatego, że droga jest ekstremalnie długa, ale dlatego, że to klasyk rejonu – każdy ją zna i chce zrobić. A nawet idąc za zespołem, zawsze istnieje ryzyko, że ktoś powyżej strąci lód lub kamienie.
Dzień drugi – sprawniejszy start

Tym razem ustawiliśmy się w kolejce po śniadanie jako jedni z pierwszych. Mała rada logistyczna: najpierw warto podrzucić termos po gorącą herbatę, a dopiero potem ustawić się w kolejce.
Podejście zajmuje ok. 20–30 minut. Start drogi znajduje się przy ściance po prawej stronie, a po lewej otwiera się brama prowadząca do zacięcia – szeroki kominek między turniczkamii. Tutaj teren zaczyna się pionizować i to, co z dołu wyglądało niewinnie, nabiera charakteru.

Polecam oszpeić się wcześniej, choć my zrobiliśmy to dopiero pod ścianą. Odkopaliśmy trochę śniegu, żeby zrobić miejsce na nogi i w rysie założyliśmy stanowisko.

Wyciąg 1 (~50 m)
Start dość intensywny – około M4, później łatwiej. Skały przeplatane trawkami, bez wyraźnej formacji. Idziemy jak puszcza.

Nastepnie do pokonania mamy małą ściankę, którą można obejść z prawej. Drugi może ją “przeskoczyć”.

Stanowisko znajduje się na wprost.
Wyciąg 2
Zaczynamy trawkami po skosie w prawo – trochę jak schody wokół wieży. Przebieg drogi jest już ewidentny. Partner wkrótce znika z pola widzenia.


Kluczowa informacja: miniemy po lewej stanowisko z repami i hakami – omijamy je i idziemy jeszcze ok. 20 m wyżej.

Następnie przechodzimy przez system małych ścianek i zacięć.
Dochodzimy do stanowiska z czerwonego repa i mailona, warto dołożyć coś od siebie.
Dzięki temu znajdziemy się bezpośrednio pod początkiem głównej struktury – czyli właściwych trudności.
Wyciąg 3
Całe zacięcie pokonujemy na jedną długość liny.
Zaczynamy od wejścia na płytę – to już konkretne wspinanie. Dwa kluczowe chwyty pomagają się dobrze ustawić, ale mogą być przysypane śniegiem, więc warto oczyścić skałę. Asekurację można założyć dopiero wyżej.


Partner znika nam za winklem.
Polskie Zacięcie
Wojtek rzadko osadzał friendy – haków jest dużo, dodatkowo trafiają się zaklinowane kamienie. Zespół Climbera miał w rysie lód i szło im wygodniej. U nas lodu nie było, za to pojawiały się duże, odspojone bryły lodu, które można było strącić – warto uważać na partnera.




Całość oceniliśmy na 5+ z jednym fragmentem za 6.
Stanowisko naturalnie wypada na półce po prawej stronie. Warto mieć pętle 240 cm – dostępne są haki i długi pomarańczowy rep z mailonem. W zasadzie z każdego stanowiska mamy możliwość zjazdu, ale byłoby to ryykowne pod kątem zaklinowania się liny – w końcu teren to nie jest linia prosta.

Wyciąg 4
Można pomyśleć, że trudności maleją i czas się rozwiązywać – nie róbcie tego. Początek jest czujny. Wspinamy się po ściance w kierunku małej przewieszki po lewej, dalej intuicyjnie do góry.

Stanowisko można zrobić w wielu miejscach – ważne, by wykorzystać jak najwięcej liny.
Wyciąg 5

Teren zaczyna się kłaść. Wychodzimy „na górę” i widzimy przed sobą potężne ściany Kieżmarskiego Kopiniaka oraz potencjalną kontynuację drogi, jeśli strawersujemy pole śnieżne w prawo.

Z dołu nie wyglądało to zachęcająco – możliwa słaba asekuracja i średnia jakość wspinania. Zdecydowaliśmy się wracać do schroniska, by zdążyć zejść za dnia. Obraliśmy kierunek po skosie w lewo – ku Niemieckiej Drabinie.
Gdy skończyła się lina, przeszliśmy w lotną.

Niemiecka Drabina – uwagi lawinowe
Niemieckiej Drabiny nie należy lekceważyć pod względem lawinowym.
To system lejków przechodzących w żleby, połączonych szerszymi półkami. Teren naturalnie zbiera nawiany śnieg, a przy niekorzystnych warunkach mogą tworzyć się deski śnieżne. Przechodzenie przez poszczególne depresje wiąże się z ryzykiem podcięcia warstwy i uruchomienia lawiny.
Dlatego się nie rozwiązywaliśmy. Warto zakładać przeloty dla drugiej osoby – rozsądnie ok. 2 na długość liny. Dobre miejsca trafiają się np. przy kosówce lub odsłoniętych głazach (na jednym z nich natrafimy na ringa)


Przeskakiwanie przez żleby bywa niebezpieczne – łatwo naruszyć pokrywę śnieżną.

W końcu docieramy do początku łańcuchów – dokładnie tam, gdzie dzień wcześniej kończyliśmy Rebela, na Skrajnym Kieżmarskim Strażniku. Stąd już blisko.

Rozwiązujemy się, herbata, zejście z pomocą łańcuchów i w dole widać ujście Niemieckiej Drabiny.
Podsumowanie
Całość zajęła nam 5:30 – 6:00 h. Przez cały czas miałem wrażenie, że droga się nie kończy – jest dłuższa, niż się wydaje.
Nie nazwałbym jej ani krótką, ani „względnie łatwą”. To poważna linia, choć ułatwiona dzięki istniejącym stanowiskom i hakom.
W mojej ocenie:
- zdecydowanie nie dla początkujących
- trudniejsza niż Motyka na Zamarłej
- wycena: M5+ z elementem M6
Polski Kut M5+ Jebutne zacięcie. Dokładna FOTORELACJA!
Podobne przygody
Dodaj komentarz Anuluj pisanie odpowiedzi
SKLEP
- Prezent dla wspinacza - zestaw treningowy 3w1
189,00 złPierwotna cena wynosiła: 189,00 zł.149,00 złAktualna cena wynosi: 149,00 zł.
Jeśli moje treści są dla Ciebie pomocne, inspirujące albo po prostu dobrze się je czyta — możesz postawić mi kawę. Buy coffee.
Jako niezależny autor tworzę wszystko sam, z pasji i przekonania, że warto dzielić się wiedzą. Twoje wsparcie pomaga mi poświęcać więcej czasu na pisanie, rozwój nowych projektów i tworzenie wartościowych materiałów dla Ciebie.

Bądź na bieżąco