Jak pokazała historia (a piszę te słowa w początkach 2021 roku – po tym jak 10 nepalskich szerpów dokonało pierwszego zimowego wejścia na K2, a ich sukces na stałe zapisał się w annałach himalaizmu), nie ma już na Ziemi ośmiotysięczników pozostających poza zasięgiem ludzkich ambicji. Ludzkość, wykazawszy się ogromną determinacją, gotowością do współpracy i dotrwaniem do końca specjalnych przygotowań, ale również okazawszy pokorę wobec wymagań stawianych przez przyrodę, udowodniła, że w rzeczy samej “nie ma gór zbyt wysokich”.

Wycieczka do poprzedniej epoki

W latach 70. XX wieku polscy wspinacze stanowili jedną z subkultur społecznych, wyraźnie odróżniając się sposobem myślenia i trybem życia od przeciętnego zjadacza chleba. Ten ostatni marzył o m.in. własnych czterech kółkach, mieszkaniu w wielkiej płycie, urlopie nad Balatonem i meblościance. Z wysiłkiem sportowym lub rekreacją zwykle był słabo zaznajomiony, a turystykę aktywną w praktyce uprawiał “za młodu”, w ramach wyjazdów kolonijnych, harcerskich czy studenckiego trampowania.

Inne aspiracje przejawiali ci, dla których góry stanowiły zarówno naturalną odskocznię od codziennej szarzyzny, jak i przestrzeń pełną wyjątkowości. Zarazem nagromadzenie tej ostatniej powodowało, iż prawie każde wyjście na szlak czy też pokonywanie kolejnych metrów w pionie miały szczególny charakter. Praktyki takie były czymś w rodzaju “konfitury z zakazanego owocu”, przerabianiem wyjątków od reguły, przekraczaniem niepisanej normy społecznej.

O wielu z tych wspinaczy można było powiedzieć, że uprawiali “sztukę wolności”, że – wbrew wszystkim i wszystkiemu wchodzili po łuku tęczy i ani myśleli zatrzymać się na dźwięk słów stróżów prawa wołających z dołu: “Obywatelu, niech obywatel natychmiast zejdzie. To zbyt ryzykowne, niewarte połamania się lub odpadnięcia od skały!”

Nie symbolem, nie jakąś poetycką figurą życia jest taternictwo, ale samym życiem.

To słowa jednego z moich idoli – Wojciecha Kurtyki, o którym już kilka razy wspominałem na blogu, chociażby tu:

Już jako młodzieniec wziął sobie ten koncept do serca i przyłączył się do takiej grupy ludzi, u których dostrzegł cechy kiełkujące w nim od małego. Mam tu na myśli wolność, niezależność i regularnie powtarzaną sposobność do przekraczania własnych granic, do udowadniania sobie oraz innym, że to my właśnie jesteśmy tymi, o których mówi powiedzenie: “do odważnych świat należy”.

Pomimo i wbrew

Współcześnie (ten tekst powstaje w czasie, gdy całkiem poważnym zmartwieniem wielu fanów aktywności wysokogórskiej jest pogodzenie obowiązków domowych, rodzinnych i zawodowych z pasją do stawania na szczytach (tzw. work-life balance) i zapewnienie sobie logistyki w utrudnionym dla odbywania podróży czasie pandemii.

I pomyśleć, że mniej więcej pół wieku temu nasi rodzice lub dziadkowie żyli w państwie, które konsekwentnie tępiło niezależność, dusiło w zarodku przedsiębiorczość, zamykało ducha wolności w szarej i ponurej klatce realiów codzienności.

Jednym słowem, poprzez system zakazów i likwidację wielu pól realizowania swej wolności osobistej władze nie pozwalały (z pewnymi wyjątkami oczywiście) jednostkom rozwinąć skrzydeł, zrobić kariery, wyjechać na Zachód itd., równając (z wyłączeniem partyjnych prominentów) wszystko i wszystkich w dół.

W tamtych czasach wybitne jednostki dużą część talentu, energii i wytrzymałości psychicznej z konieczności traciły (jeżeli nie chciały stać się częścią nomenklatury) na szukanie sposobności do takiego ukierunkowania swych ambicji, które nie niosłoby ze sobą ryzyka “podpadnięcia” i “ukarania”. Można by rzec o tym zjawisku: kto chciał należeć do elity w danym środowisku zmuszony był do lawirowania między filarami czy też stawaniu okrakiem na barykadzie.

Ci, dość nieliczni, wykazujący pęd do sukcesu, robili “swoje” na przekór systemowi, niejako po cichu, kombinując jak tylko się da. Tudzież wykorzystywali pewne luki w systemie:

Heros, choć bez supermocy

Wojciech Kurtyka zdecydowanie należał do grona tych, którzy wiedli prym w takich “machlojkach”. Nie dysponował jednak żadnymi “supermocami”, przez większość życia nie otrzymywał instytucjonalnego wsparcia, ani nie był jakoś specjalnie genetycznie predystynowany do osiągania sukcesów na niwie wspinaczkowej. Zawdzięcza je swej psychice, ambicji i umysłowości, których nie sposób analizować w oderwaniu od ego.

Da się? Da się!

Ciebie również niech nic nie powstrzymuje 🙂

Głosy gości / Wystaw ocenę
[Razem: 3 Średnia ocena: 5]