Powyższe zdjęcie pochodzi z pierwszej prawdziwej poza-szlakowej (choć to słowo dotyczy jedynie zjazdu) skiturowej wyrypy na Rakoń. Odbyłem takową razem z Kubą w marcu.

O tej marszrucie (a jest to jedna z moich ulubionych) już kiedyś zresztą Wam napomknąłem w tym materiale: Jaki szlak wybrać jesienią. Podchodzi się tak jak na Wołowiec. Ponieważ byliśmy na skiturach, momentami skracaliśmy sobie drogę, przechodząc pomiędzy drzewami. Dzięki temu nie zapadaliśmy sie w śniegu.

Grześ i Rakoń w zimowej odsłonie

Wyruszyliśmy z parkingu w Dolinie Chochołowskiej, położonego na wysokości 912 m n.p.m. Po przejściu Siwej Polany, prowadził nas przez większość wycieczki zielony szlak, który wiódł łagodnie, i zasadniczo w linii prostej. Równomiernie zyskiwaliśmy kolejne metry nad poziomem morza – aż do schroniska PTTK na Polanie Chochołowskiej (1146 m n.p.m.) Potem skręciliśmy w prawo, a naszą marszrutę wyznaczał szlak żółto-niebieski.

Ostatnie niemal 3 km to już było mocno „pod górkę” – na tym dystansie przewyższenie wyniosło prawie 500 metrów.

Kubuś podczas podejścia na Grzesia

Źródła motywacji

Kuba jeszcze nie wie, że jest moim największym rywalem. Batman ma Jokera, student matematykę, przedsiębiorca urząd skarbowy, a ja mam Kubę, hihi ?

Na nartkach zaczęliśmy chodzić w tym samym czasie. Oboje weszliśmy na Karb i spojrzeliśmy na zjazd w kierunku Czarnego Stawu Gąsienicowego. Przyznaje, jakoś inaczej pamiętałem ten żleb. Na pewno nie tak wąsko i stromo. Odpuściliśmy. Nie wiem czy to głos rozsądku czy po prostu obleciał nas strach, ale już nie mogę się doczekać kolejnej zimy, żeby móc powiedzieć “sprawdzam”. Kto pierwszy zjedzie?

Także dzięki Kubie mam poczucie, że staje się lepszy. Motywujemy się i podajemy sobie pomocną dłoń w drodze do realizacji celu.

Szlak na Rakoń

Skąd brać linię zjazdu?

Tzw. wycieczkową topkę (maksymalny osiągnięty danego dnia pułap) postawiliśmy między Grzesiem (1653 m n.p.m.), a Rakoniem (1879 m n.p.m.). Na zimowej warstwie mapy.cz, zobaczycie, że na żółto została naniesiona jakaś skiturowa trasa. To własnie ona, choć my postanowilismy rozpocząć nasz zjazd nieco wcześniej. Ten wariant wydawał nam się bezpieczniejszy (nie taki stromy).

Dwie garści danych: o trasie, warunkach i technice jazdy

Z danych faktograficznych wypunktuję jedynie te najważniejsze, które pozwolą Wam lepiej wyobrazić sobie tę dość lajtową wycieczkę. Zjazd liczy około 4 km długości, zaś drugie tyle mierzy trasa podejścia do punktu startowego znajdującego się prawie 777 metrów powyżej poziomu schroniska.

Panorama na Starorobociański Wierch
Wołowiec

Pokonanie tego odcinka (od schroniska do zjazdu) wymaga ponad 3h, natomiast zjechanie do mety zajmuje blisko 30 minut. Zjeżdża się po terenie o nachyleniu sięgającym maksymalnie 30 – 35 stopni, co sprawia, że narciarze mają do czynienia ze średnio-trudnym przedsięwzięciem.

Warun śniegowy był – jakby to określić najwłaściwiej…ciekawy. Z początku jakby firn lub nawet lód firnowy – ubita konsystencja, nawierzchnia twarda, najpewniej od słońca i ciągłych przymrozków. Potem nasze narty zagłębiły się w cudowny, biały puch i za nic w świecie nie chciały go opuszczać. Sięgnąłem po zupełnie inną technikę narciarską: ciężar ciała opierałem bardziej na piętach, a nie – jak normalnie – na „językach” butów narciarskich.

Oczywiście każdy nas ma środek ciężkości w okolicach podbrzusza, ale pochylając się w przód lub odchylając w tył, można nim w określonych zakresach dość pewnie manewrować. Uczyłem się zarówno tego, jak i hamowania – jednym zdaniem: szlifowałem umiejętności zjazdowe.

Rakoń

Poza szlakowy był jedynie początek, potem dotarliśmy do „nitki”, czyli ładnie „uklepanej” przez poprzedników trasy, która miejscami biegła między drzewami.

Nie była łatwa, ani wytyczona prosto, daleko jej było do „autostrady”, nic z tych rzeczy. Opisałbym ją raczej jako „wąską ścieżkę zjazdową cechującą się stromymi odcinkami, na których trzeba było zwalniać”. Im węższa miejscami była, tym więcej trudności nam sprawiała. Najtrudniejsze fragmenty pokonywałem, jadąc dosłownie bokiem na łódeczkę 😀

na zakończenie

Wypada dodać, że nie wszystko tamtego marcowego dnia przebiegało „jak po maśle”. Jakiś bliżej nieokreślony czynnik niesłużący świetnej pamięci objawił się tym, iż zapomniałem zabrać z domu fok do nart. I musiałem po nie wrócić – na szczęście z Doliny Chochołowskiej do Kir (tam, gdzie wynajmuję lokum) jest rzut beretem.

Parking, ten najbliżej TPN, kosztuje 20 zł/dzień Pamiętajcie, żeby być na nim przed 8:00. Wówczas będziecie mogli liczyć na kilka miejsc.

Mimo tego falstartu dopisywały nam humory oraz pogoda – z grubsza taka jak na zdjęciach widać. Nasza skiturowa wycieczka przyniosła nam sporo frajdy, którą najlepiej zobrazowałby szeroki banan na mojej gębie 🙂

Oczywiście nie obyło się bez ciepłych, grillowanych oscypków u starszej Pani za 2 zł.

Bardzo polecam

Głosy gości / Wystaw ocenę
[Razem: 12 Średnia ocena: 4.9]