Skitury różnią się zarówno od najbardziej popularnych zjazdowych, jak i od zyskujących na popularności (wskutek niedawnych sukcesów Justyny Kowalczyk) “biegówek”. Odmienność tych nart wyraża się nie tylko w ich parametrach i osprzęcie. Pewne różnice napotkać można także w technice poruszania się na nich. Szczególnie wyjątkowe są tzw. zakosy – i nie mam tu na myśli definicji słownikowej tego słowa, czyli „bardzo ostrych zakrętów na górskich ścieżkach”.

Nie godzi się nazywać kogoś skiturowcem, jeśli ta osoba nie opanowała robienia zakosów. Tę trudną (w szczególności dla żółtodziobów) technikę po prostu trzeba opanować i stosować się w razie potrzeby. Trochę jako ostatnią “deskę ratunku”, kiedy inne sposoby podchodzenia zawodzą. Niemniej jednak w stromym terenie (o nachyleniu powyżej 30 stopni), mając pod nogami strasznie sypki – albo wręcz przeciwnie mocno wylodzony – śnieg, po prostu nie da rady, inaczej.

Również gdy posiadane przez nas foki ślizgają się lub odklejają, albo – o zmoro – gdy są źle przycięte, niezaimpregnowane lub wysłużone. Tudzież kiedy narty mają tępe krawędzie (wskutek czego nie dają oparcia w trawersie) lub sam ich profil cechuje się znacznym rockerem – rocker sprawia, że uniesienie przodu zaczyna się wcześniej, dzięki czemu łatwiej zjeżdża się w puchu.

Wracając do zakosów: po tym jak już zobaczymy je u bardziej zaawansowanych narciarzy, należy dużo ćwiczyć i na bieżąco eliminować błędy. A skoro już o błędach mowa, to do najczęstszych należą:

Technika podchodzenia na skiturach

NIEWŁAŚCIWIEPOPRAWNIE
chodzenie zakosami na najwyższym ustawieniu piętkizdecydowanie lepiej to robić, gdy piętka umiejscowiona jest na środkowym stopniu
trawersowanie po ubitym lub zalodzonym śladzie wyznaczonym przez poprzednikówwłaściwszą opcją jest robienie zakosów w nietkniętym, nieznacznie zapadającym się miękkim puchu
chodzenie „na rympał”. Mam tu na myśli – niewłaściwe stawianie kroków bez upewnienia się, że pewnie stoimy na grunciezanim przełożymy nartę, dobrze jest utwierdzić się w przekonaniu, że śnieżne podłoże jest solidne i nie usunie się nam nagle spód nóg. W tym celu można (a czasem nawet należy tupnąć nogą, a tuż przed szybkim przełożeniem narty, mocno oprzeć się na kijkach.
nadmierne pochylanie się do przodu powoduje ryzyko poślizgu, gdy narty nie są równo obciążoneaby tego uniknąć należy utrzymywać równowagę ciała w osi wertykalnej (“przód-tył”)
„pajacowanie” lub jak kto woli „popisywanie się” przed innymi, jakobyśmy już mieli chodzenie zakosami w “małym palcu”. Nie należy praktykować zakosów w okolicznościach całkowicie ku temu niewłaściwych.a przecież naprawdę strome oblodzone podejścia wymagają zdjęcia nart i nałożenia raków na buty. Oraz mocnej pracy ramion trzymających kijki.

Gdzie najlepiej ćwiczyć Zakosy?

Ja lubię w drodze na Kasprowy Wierch, czsem od razu po pracy, żeby jeszcze zdążyć na zachód słońca. Ostatnia część wycieczki, mam tu na myśli główny stok od strony Goryczkowej ma idealne nachylenie. Na tyle strome, że bez zakosów sie nie obejdzie, a jednocześnie wciąż odpowiednie, żeby uczyć sie w bezpiecznych warunkach. Filmik na ten temat jeszcze zrobię.

A kiedy jest wystarczająco późno zobaczymy pracujące ratraki i mamy ten przywilej zjechania po świeżo przygotowanym stoku

Tyle w temacie zakosów, mnie samemu jeszcze daleko do bycia skiturowym mistrzem, tym bardziej że powoli dobiegającą końca (przynajmniej w teorii, bo w Tatrach powyżej pewnego pułapu śnieg nie odpuszcza nawet do maja) zimę spędziłem różnorako. Poza trekkingiem i skiturami, szkoliłem się w fotografii górskiej, a nie zapominałem także o łojeniu w lodzie.

Głosy gości / Wystaw ocenę
[Razem: 4 Średnia ocena: 5]