Lista rozmaitych nazw własnych zawierających wyraz “solo” jest tak długa, że nie sposób jej tu przywołać bez rozciągania wstępu ponad miarę… A szkoda, bo z początku miałem zamiar uzmysłowić Wam, że ten – pochodzący z łaciny termin – zdążył w ciągu stuleci obrosnąć wieloma frazami, których znaczenia nie są ze sobą tożsame w 100 procentach. Generalnie, tryb solo zakłada wykonywanie danej czynności w pojedynkę, bez niczyjej pomocy.

Geneza słowa SOLO. Nie samą wspinaczką…

Popularne są więc solówki – partie utworów muzycznych odgrywanych przez tylko jednego artystę. Często jest tak, że najbardziej zdolni piosenkarze po czasie, gdy są jedynie częścią kapeli lub grona wokalistów, decydują się na kariery solowe. A w czasach szkolnych niejeden chłopak doświadczył solówy, czyli bójki “jeden na jednego” odbywającej się zwykle po lekcjach poza murami placówki.

Wartą podkreślenia ciekawostką może być fakt, że mieszkańcy Półwyspu Apenińskiego posługują się tym przysłówkiem także wtedy, gdy chcą wyrazić, że coś jest zaledwie jedną z wielu możliwości. Wówczas solo znaczy tyle co “tylko” lub “jedynie”. Ażeby nie być gołosłownym, włoskie przysłowie głosi, że „non si vive di solo pane”, czyli po naszemu: nie samym chlebem człowiek żyje. Żyje też podróżami i odniesieniami do kultury, które pozwolę sobie tu przywołać, licząc w duchu, że fani filmosfery docenią ten zabieg stylistyczny.

Solo wspinaczkowe kontrowersje

Asekurant – drzewo. Trening na Jurze

Szacuję, że obecnie na całym świecie żyje (bo śmierć zdążyła zebrać swe żniwo) najwyżej kilkudziesięciu pozbawionych instynktu zachowawczego śmiałków, którzy idą zdobywać daną ścianę niemalże tak, jakby przed chwilą wyszli z roboty w knajpie, np. przy lepieniu pierogów. Z dłoni umorusanymi magnezją (laikowi może się zdawać, że to mąka :D), w lekkich ciuchach, butach do wspinania, kamerką Go Pro zamiast czołówki i z minimalną ilością sprzętu przy specjalnym pasie. W ich szpeju nie uświadczysz liny ani wszystkich tych akcesoriów, które są konieczne, aby piąć się w górę po gorzej lub lepiej wytyczonym TOPO.

Free solo climbing

Nie jako zamiast liny wokół nich kręci się kilku lub maksymalnie kilkunastu członków ekipy filmowej, dokumentującej jedyną próbę (z tych, które będą upublicznione) wdrapania się w trybie “samodzielnie i bez jakichkolwiek zabezpieczeń” (ang. free solo climbing) na coś, co w oczach zwykłych ludzi stanowi przeszkodę wyłącznie do ominięcia. Owo “coś” to może być powstała w wyniku działania sił przyrody skalna ściana, równie naturalny nadmorski klif lub jakiś wysoki obiekt zbudowany przez człowieka.

Jednakże dla elitarnej grupy śmiałków (tu wymienić należy choćby Alexa Honnolda, Adama Ondrę czy też naszego rodaka Janusza Gołębia) taka ściana to prostu życiowe wyzwanie. Im wyższy i trudniejszy (bardziej płaski i słabiej nachylony) blok skalny, tym większa satysfakcja z dostania się na jego wierzchołek. A zarazem kolejne “punkty do zajebistości”, bowiem osoby atakujące górę w takim trybie (bez asekuracji) dosłownie ryzykują własnym życiem. Ma to miejsce w przypadku, gdy ściany są wyższe od tych, wykorzystywanych przez amatorów boulderingu, a igrający z losem (i zarazem z jego przeciwnościami) wykazują się niebywałą odwagą. Wszystkim pozostałym, mniej szalonym polecam na dzień dobry zapoznanie się z łatwiejszymi sposobami:

Free solo (czy jak kto woli „na żywca”) zostawmy więc na boku – tym najlepszym na świecie i najodważniejszym, którzy liczą się z tym, że najprawdopodobniej nie dożyją późnej starości.

Solo wspinaczka według Kowalskiego

Solowa wspinaczka, o której piszę w tym materiale, jest czymś odmiennym od tych ekstremalnej techniki.

Dlaczego? Bo choć jest dokonywana w pojedynkę, to przede wszystkim – odbywa się z asekuracją. I zasadniczo rzecz biorąc, ma dwie odmiany. Ich sens wyjaśniam poniżej – tam gdzie jest mowa o dwóch fazach.

O ile wspinanie się solo, przy użyciu wyżej opisanych technik oraz ekwipunku, mogę polecić co bardziej sprawnym i zaawansowanym łojantom, o tyle egzystowania solo na dłuższą metę już nie. Zależnie od preferencji: tzw. bratnia lub siostrzana dusza, mąż albo żona, bądź też po prostu życiowy partner(ka) są nieodzowni, aby wieść szczęśliwe życie.

A przynajmniej szczęśliwsze, jeśli potrafisz się z kimś bliskim dogadać na tyle, abyście razem tworzyli jedno gospodarstwo domowe, dzielili się tym, co wypracujecie i wspólnie doświadczali choćby tak ciekawych chwil jak choćby te spędzone na podróżowaniu. Jednakowoż w tandemie o wiele szybciej i łatwiej osiągnąć zakładane cele. Tudzież brać śluby, kredyty i nogi za pas, gdy krzywdę chcą zrobić ci źli, goniący nas. 😉

Wspinania solo dwie fazy, a potem zjazd i do bazy

Solo wspinaczka z asekuracją według mnie składa się z dwóch faz, które inni nazywają odmianami.

Pierwsza polega na przywiązaniu liny do pierwszego stanowiska (np. do zdrowo wyglądającego drzewa). Od tej chwili stopniow prę w górę, starając się nie odpadać od ściany. Jeśli to mi się przydarzy, to złapie mnie przelot założony po drodze i kontynuuję podróż dalej. Na krótkich drogach postępuję tak aż do końca, zaś na dłuższych buduję następne stanowisko.

Do pewnego stopnia przypomina to system asekurujący, który zaproponował alpinista Bartek Wnęk w tym materiale filmowym.

W całym tym instruktażu kluczowe jest zrozumienie, że lina jest na sztywno przyczepiona do stanowiska i to wspinacz sam sobie wydaje luz. Tym samym może poruszać się tylko w górę – problematyczne jest, aby na tej linie zjechał. To zupełnie odwrotnie względem sytuacji, w której towarzyszy nam kompan.

Wyposażenie: Gri-Gri + Prus (reposznur kewlarowy, jako że ten rep za zadanie ma również wyłapywanie lotów)

Wówczas gdy lina ma związane oba końce (jeden do drzewa na dole, a drugi do rzeczonego stanowiska) rozpoczyna się druga faza. Chcąc nie chcąc, muszę zjechać po niej do jej pierwszego końca i uwolnić go, dziękując drzewu za okazane wsparcie 😉

Następnie wspinam się po tej zaczepionej do drugiego stanowiska linie, która stanowi dla mnie tzw. wędkę (asekurację od góry). De facto zatem ten sam odcinek drogi pokonuję dwukrotnie, co oczywiście wydłuża całe przedsięwzięcie.

Wyposażenie: Bloczek CT (niektórzy używają Kong) + Prus, choć w chwili obecnej wolę używać Jumara Petzla (dla lewej ręki). W drugiej fazie również się wspinam (bo to sprawia mi przyjemność), ale możemy również wyjść po linie. Wówczas musimy zbudować odpowiedni układ dokładając pętle na nogę.

Warto zwrócić uwagę na fakt (w drugiej fazie), że zamontowane na linie 2 przyrządy zaciskowe są autonomiczne – czyli nie kolidują ze sobą w razie odpadnięcia. Ponadto bardzo ważne jest obciążenie liny (jej zwinięty, kilkudziesięciometrowy fragment – przez nas nie wykorzystany – zazwyczaj wystarcza jako przeciwwaga. Nie należy dopuszczać do sytuacji, w której to lina (najsłabsze ogniwo tego całego systemu) ocierałaby się o ostre krawędzie lub niefortunnie o coś raz po raz zahaczała.

A jak wspinaczka SOLO wygląda w praktyce?

Zobacz tutaj!

Głosy gości / Wystaw ocenę
[Razem: 4 Średnia ocena: 5]