Poniższy tekst powstał w połowie marca 2020 roku – w czasie ogólnopolskiej kwarantanny, której przyczyną jest zagrożenie epidemiczne spowodowane rozprzestrzeniającym się po całym świecie koronawirusem.

W skierowanej do najmłodszych słuchaczy audycji radiowej (której przez przypadek miałem okazję się przysłuchać) porównano tego wirusa do PODRÓŻNIKA z Chin. Takiego szemranego typka, który chce się z nami witać i u nas (tj. w naszych domach i ciałach) gościć, podczas gdy my za wszelką cenę staramy się go unikać. W pierwszej chwili jako półprofesjonalny podróżnik poczułem się dotknięty faktem posłużenia się taką metaforą. Ale po kilku minutach moja złość zniknęła. Jej miejsce zajęła refleksja, że być może do świadomości dzieci faktycznie łatwiej można trafić poprzez taką analogię. Skoro wszyscy chcemy zatrzymać ekspansję tego patogenu, to nie ma się co obrażać na takie zagrywki.

Wszystkie ręce (dokładnie umyte) na pokład i walczmy dzielnie dalej, starając się przepędzić owego niewidzialnego wroga. Zróbmy wszystko co w naszej mocy, aby zatrzymać jego podróż, która przecież nie ma tak przyjaznego charakteru jak NASZE PODRÓŻE, nie tylko zresztą te wysokogórskie.

Żeby tego dokonać, trzeba przetrwać ten trudny okres, te wszystkie restrykcje i funkcjonowanie na jałowym biegu. Zwłaszcza podróżnicy mają teraz prze..ane, zupełnie jak nastolatki, kiedy otrzymają od rodziców szlaban na życie towarzyskie. Zresztą nawet nie będąc miłośnikiem wyjazdów, jesteśmy skazani na przestój i zawieszenie.

Transport – zwalnia, gospodarka – zwija się, a w turystyce… wysyp “odwołanych”

Niemal całą infrastrukturę miejską do odwołania zamknięto, wszelkie wydarzenia zawieszono lub przełożono (nawet Euro 2020 i tegoroczne Igrzyska Olimpijskie, które miały się odbyć w Tokio), gospodarka wyhamowała (część pracowników ma tzw. “postojowe”, a ci, którzy mogą zdalnie wykonywać swoje obowiązki, ogarnia robotę z domu). Za to inni muszą się zwijać się jak w ukropie, a reprezentanci niektórych branż o wiele bardziej niż zwykle są narażeni na poważne problemy zdrowotne w trakcie codziennych powinności. Na pierwszej linii frontu operują przedstawiciele służby zdrowia, farmaceuci (od kilku dni widok co najmniej 10 metrowej kolejki do aptecznego okienka spowszedniał), oraz służby mundurowe i transportowe (bo trzeba mieć naprawdę dobry powód i dużo cierpliwości, aby skutecznie przekroczyć granicę państwa).

Obecnie ludziom jedynie zaleca się, aby ograniczyli do minimum spotkania towarzyskie i siedzieli w domu. Jedyne korzyści to takie, że coraz więcej osób sięga po literaturę, zabija nudę np. grając z domownikami w gry towarzyskie i nadrabia zaległości edukacyjno-filmowe. Dla takich jak ja, to ciężar podwójny. Z jednej strony nie doświadczam przygód i radości (od kilku tygodni nie widać tłumów pragnących zdobyć Mount Everest, od 13 marca nawet obszar Tatrzańskiego Parku Narodowego jest niedostępny dla turystów, w inne rejony też nie ma większego sensu się pchać), więc moja dusza podróżnika cierpi, jakby ktoś ją za jakieś przewiny w celi umieścił.

Z drugiej zaś – uczę się spędzać w zaciszu domowym długie godziny, nie mając aktualnie szans (poza blogiem) na bezpośredni (twarzą w twarz) kontakt z moimi przyjaciółmi, znajomymi i Wami

Wyludniałe ulice miast oznaczają, że ludzka aktywność komunikacyjna w pewnej mierze przeniosła się do sieci. Internet jako przestrzeń wirtualna co najwyżej umożliwia rozsiewanie się wirusów komputerowych, które są w stanie zainfekować nasze zasoby technologiczne. Oby (silniej niż zwykle przeciążone) łącza internetowe pozostały sprawne, a ich użytkownicy wystarczająco zdrowi, by móc np. pozostawić komentarz lub w inny sposób zapewnić o swej solidarności.

Tym wszystkim, czym chciałbym się z Wami podzielić się, mogę to robić jedynie poprzez blog i media społecznościowe. Miejmy nadzieję, że wkrótce będę miał dla Was lepsze wiadomości i nowe wpisy z tegorocznych górskich ekspedycji.

Głosy gości / Wystaw ocenę
[Razem: 8 Średnia ocena: 5]