Wskakując do autobusu jadącego do Jiri nie sądziłem, że na dzień dobry ta ponad 10-godzinna “podwózka” okaże się dla mnie niezapomnianym przeżyciem. W tym miejscu pragnę podzielić się wrażeniami z podróży Tomka Michniewicza opisanymi w książce pt. Samsara.

W Nepalu montuje się klaksony dodatkowe, wzbogacone chyba uranem. Taki klakson nie trąbi, on ryczy. To już nawet nie jest dźwięk, to jest coś poza skalą decybeli możliwą do wytrzymania przez człowieka. To sygnał, że jadę i jeśli nie zejdziesz mi z drogi, zginiesz.

-Turrruuurruuu!! – ryknął nasz kierowca, chcąc wyprzedzić traktor.
-Tuttutututttuttuutu!!! – odpowiedział traktorzysta

I to nepalskie jęczenie z głośników. Cały czas, cały czas. Strasznie mnie boli głowa

Jarlilililili.. – zaintonowała piskliwym głosem wokalistka pod akompaniament indyjskich flecików.. Straszne są te fleciki, świdrująco wgryzają się w uszy.

Czytając książkę Tomka, strasznie się przy tym uśmiałem, bo odniosłem identyczne wrażenia.

Wrażenia z podróży Katmandu – Jiri

Ostatnie spojrzenie z okna na Katmandu w kierunku Jiri

Wyobraźcie sobie wyboje porastające szosę niczym październikowe grzyby w leszczynowym lesie. Nie zliczę, ileż to razy, ze względu na nie, moja wysoko noszona głowa przywaliła w dach. Do tego należy dodać często występujące na tej trasie zatłoczenie (cena biletu do Jiri wynosi 5-7 USD, dla porównania koszt samolotu Kathmandu – Lukla to ok. 160 USD więc należy się spodziewać, że większość localsów wybierze właśnie ten rodzaj transportu), oraz grającą przez większość czasu tą samą muzykę.

Ich skutki to:

  • konieczność umieszczenia bagaży na dachu wehikułu (Pamiętajcie, żeby je przykryć folią, inaczej pierwsze 15 min po wyjściu z autobusu spędzicie na ich czyszczeniu)
  • małokomfortowy brak przestrzeni wokół skrawka siedzenia
  • ból głowy, o ile macie zatyczki do uszu

“Spojrzałem na zegarek. Musiałem chyba zasnać. Wstając, przywaliłemgłową w sufit. Potknałem się o małe taborety, na których siedzieli pasażerowie w przejściu, i wyrżnąłem czołem drugi raz, we framugę drzwi.

Boże jak gorąco.”

Bezpieczeństwo

Jeżeli macie w zwyczaju korzystać tylko z bardzo bezpiecznych podwózek, to omawiana zdecydowanie do takowych nie należy. Psychicznie musicie się przygotować na momenty grozy. Drogi są wąskie, ruch lewostronny, a kiedy dwa autokary mijają się w jednym punkcie, to pasażerom wracającym z Jiri żołądki muszą podchodzić do gardeł w trakcie manewrów pojazdem nad przepaścią.

Postoje

“Ktoś wsadził rękę przez moje okno i otworzyłem oczy. Przed nosem miałem garść pełną zegarków Versace i Giorgio Armaniego. Zanim do mnie dotarło, co się dzieje, ręka znikła i w oknie pojawiła się twarz sprzedawcy wody. Postój chyba”

Do pozytywów należy fakt, że dość często robiliśmy przystanki – więc odpadały problemy z niemożnością “odcedzenia kartofelków”, a i znacznie bogatsza jest pula fotografii, gdyż o takowe znacznie prościej wtedy, gdy nic się nie trzęsie a i horyzont jakiś taki…bardziej stabilny. 😉

Ryneczek w drodze do Jiri

Rzeczone postoje są też świetną okazją do zaopatrzenia się w wiktuały. Jedna z moich współpasażerek kupiła na pobliskim straganie małe, suszone na słońcu rybki (jakiś lokalny przysmak, coś w rodzaju naszej szprotki). Do dziś pamiętam, ten intensywny, wędzony zapaszek w upalny dzień. Znacznie przyjemniejsze dla zmysłów są ośnieżone szczyty widziane z daleka.

Z pobku podjechała wielka świątecznie ozdobiona ciężarówka. Przez otwarte okno zobaczyłem kratke chłodnicy i wiedziałem, co sie stanie, jeszcze zanim kierowca zdażył się zirityiwać.

“Ciężarówka ryknęła mi klaksonem prosto w okno, wciskając uszy w głąb czaski. To było niemal fizyczne odczuwalne, jakby z wielkiej trąby trysnęło sprężone powietrze. Autobusiarz znów podjechał kilka metrów, odpowiedział swoim klaksonem i włączył radio.”

– Jalililililili – jakies dziewcze zaśpiewało
– Tirli tirli tirli – odpowiedziały fleciki

Jiri

Kiedy dojedziecie wreszczie na miejsce, to zadbajcie w pierwszej kolejności o zakwaterowanie, bo z tym różnie bywa. Na tym Wam minie prawdopodobnie cały trekkingowy dzień “zero”. Jeśli dotrzecie tam równie późno co my, to o zwiedzaniu trzeba zapomnieć.

A tak wyglądaliśmy z Piotrkiem po wyjściu z autobusu. Cali uradowani, że jutro zaczynamy trekking

Wyboje skróciły mnie o głowę
Jiri
Głosy gości / Wystaw ocenę
[Razem: 4 Średnia ocena: 5]