Wielka Turnia to skała o wysokości przekraczającej 40 metrów, co czyni ją jedną z najwyższych na Jurze Krakowsko-Częstochowskiej, ustępującą jedynie Sokolicy.
Topo Rettingera pokazuje całą masę dróg w przedziale IV-VI.6 (choć tych łatwiejszych w okolicach V jest malutko i wg. mnie początkujące zespoły nie będą się tu dobrze bawić)
Wystawa północna oraz otaczające skałę drzewa zapewnią przyjemny cień w najcieplejsze lato!
Przyjechaliśmy z jednym celem: Będkowice Mon Amour – klasyk. Tego dnia skała była pusta.
[EDIT 08/2026]
Pamiętałem, jak trudna – jak na swoją wycenę – jest Toy Story, ale skoro minęło już tyle czasu, a ja podciągnąłem swoją „cyfrę”, uznałem, że będzie to dobra rozgrzewka.
Otóż tak było! Z tym że… trochę się przegrzałem.
Uśmiałem się, kiedy zobaczyłem na tablicy informacyjnej przed ścianą, że ta droga ma wycenę VI+. No cóż – człowiek przyjeżdża z nastawieniem na rozgrzewkę, a Jura szybko przypomina, żeby nie być zbyt pewnym siebie.
Tym razem postanowiłem zrobić dwa wyciągi na jednej 60-metrowej linie. Liny starczyło dosłownie na styk.
Toy Story – rysa i czujny trawers
Cruxem pierwszego wyciągu jest wkręcenie się biodrem w rysę. Ten przebieg wydaje się bardziej intuicyjny, ale można też pójść bardziej płytą – zresztą właśnie tam znajdują się ringi.
Szczerze mówiąc, nie wiem, który wariant jest łatwiejszy.

Natomiast bardzo czujny jest moment, kiedy robimy delikatny trawers w lewo. Trzeba wtedy umieścić lewą nogę w kluczowym chwycie, z którego chwilę wcześniej wychodziliśmy do góry, a następnie zrobić na nim zmianę nóg.
Niby nic wielkiego, ale właśnie ten fragment trzeba zrobić dość odważnie.
Drugi wyciąg – komin
Drugi wyciąg jest mniej urokliwy, ale za to oferuje rzadką na Jurze formację, więc zdecydowanie warto przedłużyć sobie tę przygodę.
To duży, pół-otwarty komin.
W pewnym momencie miałem w głowie: „Nie dam rady”. Ale zagryzłem zęby.
Ponoć z kominów się nie wypada, ale ten jest dość nietypowy – nie ma formy zamkniętych z każdej strony ścian, w których można się po prostu zakleszczyć.
Najpierw wkręciłem się jak najgłębiej do środka. Następnie obróciłem się lewym biodrem i tyłkiem do lewej ścianki, próbując wyjść na rozpieraczkę.
Nogi podkurczyłem tak wysoko, jak tylko mogłem, i jakoś dałem radę.
Ale była to ciężka, siłowa przeprawa.
Przy okazji można się trochę ubrudzić – jest też trochę roślinności.
Będkowice Mon Amour
Jak już się tak “rozgrzaliśmy”, razem z Jankiem weszliśmy w Będkowice Mon Amour.
Nazwa brzmi romantycznie – po francusku mon amour oznacza „moja miłość”. Sama droga powstała w 2003, a jej autorem jest Przemek Rostek. Początkowo proponowana była wycena VI.1, ale jeszcze w 2003 roku pojawiła się sugestia, że bardziej adekwatne będzie VI.1+. Dzisiaj właśnie tak jest najczęściej podawana.
I powiem szczerze – na OS jest trudna (kombinatorksa)
Crux pojawia się po trzeciej wpince. Musimy wtedy wejść w obłą rysę biegnącą skośnie w lewo.
Do rysy wychodzimy z bardzo dobrego podchwytu.

Problem polega na tym, że nogi zostają po prawej stronie, a pierwsze idą ręce – w lewo. Gdyby w rysie czekała na nas jakaś porządna klama, nie byłoby problemu.
Ale rysa jest… obła.
Czyli dokładnie taka, jakiej w tym momencie nie chcemy.
W drugiej próbie udało mi się zrobić to w następujący sposób:
Prawa ręka zostaje na podchwycie, a lewa wchodzi do rysy. Szukamy jakiegokolwiek, choćby minimalnego, oparcia dla lewej nogi i przesuwamy ciężar ciała na lewo.
To ważne, bo dopiero wtedy ta obła rysa zaczyna działać.(nie korzystam z chwytu tej małej podstawki rozpoczynającej rysę)
Następnie dokładamy prawą rękę po krzyżu wyżej – ruch zaznaczyłem na zdjęciu jako nr 1 i nr 2.

I to właśnie jest dla mnie najbardziej czujny ruch całej drogi.
Dopiero teraz możemy zrobić wpinkę na wysokości biodra. Wcześniejsza próba kosztowałaby nas po prostu zbyt dużo energii.
Po wyjściu z rysy przechodzimy do tego, co lubię nazywać „niecką”, a stamtąd kierujemy się do kolejnej rysy i musimy pokonać małe przewieszenie.
Jest tam pinch na jedną rękę, który wykorzystujemy do złapania wyżej położonej klamy i zrobienia wpinki.
Osoby wysokie będą miały tutaj zdecydowanie łatwiej.
Poprzedni przelot znajduje się jakieś 2 metry niżej.
Ogólnie obicie tej drogi nazwałbym… dość męskim.
Nie jest to droga, na której ktoś będzie prowadził cię za rękę od wpinki do wpinki. Trzeba trochę powalczyć i mieć świadomość, że przy niektórych ruchach będzie trochę powietrza pod nogami.
Warto?
Zdecydowanie.
Obie drogi polecam przede wszystkim ze względu na rzadkie formacje, które można na nich spotkać.
Jeżeli lubicie wspinanie, które nie jest wyłącznie chodzeniem po jurajskich klamach, warto je odwiedzić.
Będkowice Mon Amour daje bardzo fajne, czujne ruchy w rysie i trochę przewieszonego terenu, natomiast poprzednia droga dorzuca do tego dużą dawkę kominowej gimnastyki.
A takie formacje na Jurze nie trafiają się przecież codziennie.
[Koniec EDYCJI. Wpis poniżej pochodzi z 05/2024]
Jak dojechać na Wielką Turnię?
Wielka Turnia leży w górnej części Doliny Będkowskiej, od jej północnej strony, pomiędzy popularną Łabajową, a Murem Skwirczyńskiego.
Najlepiej zaparkować przy Jaskini Nietoperzowej (koszt 5 zł).
Kliknij w link Google Maps
Następnie, idąc w dół najpierw asfaltową, a później kamienistą drogą, mijamy Łabajową. Kolejną skałą będzie nasza Wielka Turnia.
Wspinanie na Wielkiej Turni
Skała naprawdę robi wrażenie i żałuję, że nie miałem ze sobą liny 70 m, bo tyle trzeba, aby połączyć pierwszy i drugi wyciąg na raz.
To może być jeden z powodów, dla których warto tu przyjechać.
Moim zdaniem wspinaczka tutaj jest wymagająca.
Najprostsze drogi znajdują się na prawo, na samym końcu skały i biegną przez jej filar (a raczej wybrzuszenie). Niestety, nie polecam ich. Wszystkie wyglądają podobnie, są małociekawe, a w dodatku blisko siebie, więc łatwo pomylić linie.
Człowiek do końca nie wie, czy idzie właściwą drogą, ponieważ w tej części skały brakuje charakterystycznych punktów orientacyjnych.
R&B + Obcy Filar VI+
Pierwsza droga, która nas zaciekawiła to R&B + Obcy Filar. Trzeba pokonać mini-okap, który jest przedzielony pionową ryską. Chwyty są tu bardzo niewygodne, a stopnie szybko się kończą, Następnie, za pomocą siłowej kombinacji ruchów, wychodzimy wyżej, używając do tego rysy.
Po tym już bez trudności można kontynuować, aby podziwiać okolicę.

To wystarczy, żeby się rozgrzać i przygotować do drogi o nazwie Toy Story.
Toy Story – 3 wyciągi, lecz mi wystarczył tylko jeden
Toy Story to creme de la creme dla średnio zaawansowanych wspinaczy. Składa się z trzech wyciągów, ale pierwszy i drugi są najciekawsze i warto je połączyć, dlatego potrzebna jest lina 70 m. Mając tylko 60 m liny, byłem zmuszony zjechać po pokonaniu pierwszego wyciągu.


Nie ukrywam, że droga była ponad moje siły. W połowie pierwszego wyciągu docieramy do kominka (choć pęknięcie w skale biegnie od samego dołu). W tym miejscu jest na tyle przestrzeni, żeby wcisnąć lewą część ciała, co jest kluczowe dla dalszej wspinaczki.
Jednak, z tego co słyszałem od młodszych wspinaczy, jest to nieco trudniejsza alternatywa, ponieważ na płycie po prawej stronie znajdują się dobre chwyty.
Muszę przyznać, że asekuracja jest znakomita! Cruxy znajdują się nad wpinkami, co sprawia, że loty są na niej bardzo bezpieczne. Droga cały czas trzyma w napięciu.
Wiesiek, mój kolega, z którym wspinałem się na Kapitanie Garliczce, ocenił ją na VI.1+.
Więc jeśli szukacie długiej, ale nie nazbyt trudnej drogi, koniecznie przyjeżdżajcie na Toy Story.
Będkowice moon amour
Maćkowi spodobała się również droga o nazwie “Będkowice moon amour”, ale niestety nie starczyło nam już czasu, żeby jej spróbować. Na razie gorąco polecam Toy Story, a wraz z kolejnymi próbami będę dodawać opisy innych dróg. Póki co, przyjeżdżajcie i cieszcie się wspinaczką!
Podobne przygody
SKLEP
- 2x CHWYTO pocket! PROMO!
170,00 złPierwotna cena wynosiła: 170,00 zł.110,00 złAktualna cena wynosi: 110,00 zł.
WESPRZYJ JEDNĄ LINĘ
Dzięki Twojemu wsparciu mogę spokojnie tworzyć kolejne artykuły, a Ty możesz czytać blog bez reklam. No i w ogóle sprawiasz, że mam motywację, bo ktoś to docenia! ❤️


Bądź na bieżąco