Jęzory to malownicza grupa skał wapiennych, wznoszących się nawet do 20 metrów wysokości, otoczona lasem. Ich ściany przybierają różne formy: połogie, pionowe, przewieszone, pełne filarów, kominków i okapów, co sprawia, że każdy miłośnik wspinaczki znajdzie tutaj coś dla siebie.

Jak dojechać?

Ukryte za budynkiem piekarni (po lewej stronie), przy której jest mnóstwo miejsca do parkowania.

Kieruj się na wieś Sułoszowa.

Łap namiary Google Maps

A po drugiej stronie ulicy znajduje się osiedlowy sklepik.

Sama skała znajduje się 5 minut od parkingu. Ścieżką, dochodzimy do potoku przez który musimy przeskoczyć.

Jęzory – dobry wybór na upalne dni

Najbardziej imponującym elementem jest główna część przewieszonej, gładkiej ściany. Wydaje się, że to właśnie ona dała nazwę temu miejscu – Jęzory.

Co mnie osobiście zachwyciło, to fakt, że przez cały dzień panował tu cień. Nawet w upale 25°C, atmosfera była przyjemna. Było na tyle chłodno, że do asekuracji partnera musiałem ubierać bluzę.

Wczesną wiosną, gdy drzewa dopiero co zaczynają wypuszczać liście, odradzam tę miejscówkę.. Temperatura może być zbyt niska, a chłód dodatkowo potęguje dziura/wejściu do pobliskiej jaskini.

Potok jest tu cudownym dodatkiem, pozwalającym na odświeżenie się i przemycie rąk po wspinaniu.

Dodam tylko, że prócz nas operował tylko jeden zespół – a działo się to w trakcie weekendu majowego. 🙂

Propozycje rozgrzewkowe:

Rozpoczęliśmy od rozgrzewki na drogach V–VI po prawej stronie. Dla nas, doświadczonych wspinaczy, nie stanowiły one technicznego wyzwania, raczej pozwalały nam na nabranie tempa i entuzjazmu przed głównymi zadaniami.

Prawy Kant

Na pierwszy cel wybraliśmy “Prawy Kant”, o trudności -VI. To długa, powietrzna droga, która podczas zjazdu pozbawia nas kontaktu ze skałą. Osoby początkujące mogą poczuć się niepewnie, ze względu na otwartą przestrzeń.

Za Płuco

Następnie wypróbowaliśmy “Za Płuco”. Przyjemna V+ w przewieszeniu po dobrych klamach.

Nazwa tej ściany nabiera sensu, kiedy się nieco oddalimy. Formacja skał przypominała rozgałęziony kalafior, a nasze podejście do jej pokonania wymagało nieco większej siły. Widok Maćka, utrzymującego się w imponującej pozie, był naprawdę godny uwagi.

Widok na księżyc

Następnie przyszła kolej na “Widok na Księżyc”, choć trudność oznaczona jako VI+ okazała się być nieco przesadzona.

Patentowanie, czyli żarty się skończyły

A na drodze “Jeźdźcy, a pukali psy VI.2+”, która znajdowała się obok obserwowaliśmy próby innych wspinaczy. Wyjście z przewieszonego filarka wyglądało na harde! Zauważyłem, że chwyty wydają się być bardziej zaokrąglone niż ostre, co dodatkowo utrudniało zadanie.

Nie taka ładna VI.2

Wreszcie przyszedł czas na “Nie taka Ładna” (choć dla mnie jest przepiękna)

Pierwsze wpinki wydawały się być “czujne”, a chwyty stopniowo stawały się coraz mniejsze i mniej pewne. Mimo to, próbowaliśmy zdobywać kolejne metry, wykorzystując każdą dostępną możliwość, tutaj założenie piętki, tutaj przłożenie rąk po krzyżu. W rezultacie udało się przejść drogę w pierwszej wstawce na wędeczke, którą załozyliśmy na drodze Wodospady VI.1

Zazwyczaj nie wstawiam sie w takie drogi bo nie lubiłem tracić czasu, na coś czego nie byłem w stanie przejść. To był dla mnie sygnał, że muszę “doładować mocy”. Ale teraz jestem zdania, że jeżeli przesuniemy nasz limit trochę wyżej, to będziemy do niego sięgać.

Niewolnik we młynie

Po trudach “Nie takiej Ładnej” przyszedł czas na “Niewolnika we Młynie”. To było naprawdę wyjątkowe wyzwanie, bo takich formacji na Jurze mamy bardzo mało. Znam jeszcze Komin Lechfora w Rzędkowicach i Toy Story na Wielkiej Turni

I wiecie co?

Mówią, że z kominów się nie wypada, ale mi się udało 😀

Odpychający komin. Wpinki znajdują się na prawej ściance.

Spróbowałem się wkręcić lewym biodrem jak tylko mogłem oraz zaklinowałem skrzydełko, ale chyba moje wymiary nie pasowały do formacji, bo tyłek, który odstawał od ściany zaczął mocno ciążyć. Przy obłych chwytach szybko zacząłem się bułować i odpadłem.

Mimo początkowego entuzjazmu, nie udało mi się osiągnąć szczytu. Nawet Maćek, po kilku próbach, musiał uznać, że droga jest zbyt wymagająca, choć na usprawiedliwienie dodam, że byliśmy już zmęczeni.

Na szczęście Kacper jakoś to wyciurał

Zręczne manewry na początku rekompensowały wcześniejsze wędrowanie na drodze sąsiedniej, nazwanej “Wodospady” o trudności VI.1, którą gorąco polecam.

Głosy gości / Wystaw ocenę
[Razem: 2 Średnia ocena: 5]