Góra Zborów kojarzy mi się z wieloma jurajskimi klasykami i super widokami na zachód słońca.

Oraz dobre jedzonko w Trafo 🙂

Tym razem przyjechałem tutaj przede wszystkim dla jednej drogi, która od jakiegoś czasu chodziła mi po głowie.

Ktoś mi kiedyś powiedział, że jak ją zrobisz, to również dasz radę z każdą inną VI.1/+

Filar Wyklętych.

Już wcześniej o niej czytałem.

Widziałem ją w zestawieniach najładniejszych dróg na Jurze, ale dopiero gdy stanąłem pod ścianą, zrozumiałem, skąd te zachwyty

I już teraz mogę powiedzieć jedno. Mieli rację! Filar Wyklętych to jedna z ciekawszych i przy tym psychicznych dróg, jakie zrobiłem na Jurze w tej wycenie.

Wszystko, co lubię

Filar Wyklętych jest genialny właśnie dlatego, że przez całą drogę coś się dzieje.

Mamy boulderek na początku, czujne wspinanie w połogu, małe dziurki i wielkie lochy, trawers i na końcu przewieszenie.

I chyba właśnie dlatego ta droga tak bardzo zapadła mi w pamięć.

Nie jest to po prostu kolejna VI.1. Tutaj cały czas trzeba myśleć. Czytać skałę, wybierać stopnie, kontrolować ruchy i – co najważniejsze – mieć odpowiedni mental.

Góra Zborów – dobra baza na jurajski wspin

Parking w lesie, zaraz przy drodze, stąd mamy szybkie podejście pod Filar (10 min) Google Maps

I właśnie przy okazji tego wyjazdu pomyślałem sobie, że Góra Zborów jest naprawdę świetnym miejscem na nocleg i bazę do wspinania w Jurze Środkowej.

Zresztą nie był to mój pierwszy nocleg na Górze Zborów – kiedyś kimałem tutaj nawet w swoim bivybagu pod gołym niebem i nazajutrz rano, zepsułem chyba kadry fotografom, bo wyglądałem jak żul 🙂

Warto więc zaplanować dzień tak, żeby wieczorem znaleźć się właśnie tutaj. Powód jest bardzo prosty: zachody słońca ntutaj zachwycą każdego 🙂

A nawet jeżeli akurat nie planujecie wspinania na samej Górze Zborów, to i tak jest to bardzo dobra baza wypadowa. Wokół mamy mnóstwo jurajskich rejonów:

więc następnego dnia można bez problemu przenieść się w inne miejsce.

Filar Wyklętych – Jedna z piękniejszych dróg na Jurze

Filar Wyklętych zaczyna od przewiechy. Pierwsza wpinka znajduje się dość nisko, więc asekurant powinien naprawdę uważnie obserwować wspinacza. Zwłaszcza że pierwszy ruch jest z tych dynamicznych sięgnięć.

Na szczęście mamy tutaj do dyspozycji olbrzymie klamy. Trzeba tylko wiedzieć, do którego z nich można podskoczyć.

Potem trawersujemy w kierunku ścianki z rysą.

I tutaj zaczyna się zabawa.

Dziurka na jednego palca

Kolejny chwyt to faker i rozpoczęcie sekwencji wejścia w rysę

Od tego miejsca wchodzimy w czujny połóg. I tutaj pojawia się kolejny charakterystyczny element tej drogi – faker.

Na Jurze jeszcze czegoś takiego nie spotkałem. Jest sobie dziurka, która idealnie pasuje na jeden palec. Do tego jest tak wygładzona, jakby ktoś specjalnie ją wypolerował.

Do dzisiaj zastanawiam się, czy natura naprawdę stworzyła ją w takim kształcie, czy ktoś kiedyś postanowił ją sobie… wywiercić. 😉

Trzeba się do ściany trochę przytulić, podnieść nogi i nie dać się zwieść największym dziurom. Paradoksalnie lepszymi stopniami okazują się te mniejsze, położone nieco wyżej.

I właśnie tutaj zatrzymałem się podczas pierwszej próby.

Nie dlatego, że nie wiedziałem, co zrobić. Po prostu zabrakło mi odwagi.

Miałem z tyłu głowy myśl, że jeżeli stopa ześlizgnie mi się z małego stopnia, faker może zostać w ścianie, a ja polecę.

A tego dnia nie miałem jeszcze wystarczająco mocnego mentalu.

Na pierwszej próbie odpuściłem.

Marcin spróbował chwilę później. Udało mu się zrobić jedną wpinkę wyżej, ale również nie przeszedł dalej do rysy. Można więc powiedzieć, że ten crux ciągnie się 2-3 wpinki..

Marcin wychodzi z rysy na półę, ale już na wędkę. Jeszcze parę godz. wcześniej byliśmy na Zegarowych i zaczynało brakować mocy.

Druga próba

Druga próba poszła mi już o niebo lepiej. Pokonałem rysę, trawers od półki, ale poległem na ostatnim metrze – małym okapie.

Na półce można odpocząć i zrobić klasyczny rest do zera. Przed ruszeniem w trawers zawiesiłem sobie długiego, 60cm ekspresa. Gdybym nie dał rady zrobić wpinki na trawersie, przynajmniej trochę zmniejszyłbym potencjalne wahadło.

Sam trawers okazuje się jednak całkiem przyjemny i ten ekspres nie był potrzebny.

Idziemy w lewo po obłej krawędzi półki, aż docieramy do dużych klam. Problemem są przede wszystkim stopnie, ale tragedii jeszcze nie ma.

A potem czeka nas przewieszka na ostatnich metrach.

Nikodemówka V+ / VI.1

Bezpośrednio na lewo od Filaru Wyklętych, w części skały zwanej Młynarzem, znajduje się fajna rozgrzewkowa droga..

I skoro na Jurze jest kilka Nikodemówek, to już sama nazwa sugeruje, że powinno być dobrze. 😉

Droga ma dwa warianty.

Kacper prowadzi łatwiejszy wariant

Łatwiejszy, za V+, prowadzi prostym trawersem w prawo do kantu skały, a następnie wraca w lewo, omijając najtrudniejsze, gładkie fragmenty.

Jeżeli jednak zamiast uciekać w prawo pójdziemy prosto przez płytę, robi się VI.1.

Przez około dwie wpinki czeka nas naprawdę czujne wspinanie po małych dziurkach. Moim zdaniem to świetna rozgrzewka przed Filarem Wyklętych.

Stąd też mamy dobry widok na połóg Filara

Dziurki Marczaka VI – łatwa tylko na papierze

Skoro już jesteśmy na Górze Zborów, warto zrobić również Dziurki Marczaka

Droga ma wycenę VI, ale szczerze mówiąc – nie znam jeszcze osoby, która przeszłaby ją dokładnie tak, jak wyobrażam sobie przejście tej drogi: prosto od dołu, po gładkiej ścianie, korzystając wyłącznie z charakterystycznych dziurek.

Ściana robi się tak gładka, że nagle kończą się oczywiste możliwości dalszego wspinania. Dlatego wiele osób ucieka w prawo, korzysta z krawędzi sąsiedniej drogi i dopiero później wraca na Dziurki Marczaka.

Sam jestem ciekaw, jak inni wspinacze pokonują tę linię.

Jeżeli macie na nią swój patent – chętnie go poznam.

Młynarz – kilka krótkich, ale ciekawych dróg

Po lewej stronie, jakieś 30m od Nikodemówki znajduje się Młynarz

Tutaj warto zwrócić uwagę na Direttissimę Młynarza VI+. Przyjemne wspinanie i dobra propozycja na rozgrzewkę.

Obok po lewej znajduje się

Plemnik VI.1

I tutaj pojawia się zupełnie inny problem.

Zasięg.

Mając 1,95 m wzrostu, ledwo dosięgam do poszarpanych dziurek na końcu drogi. Jest tam kilka chwytów ustawionych obok siebie, ale każdy kolejny znajduje się trochę dalej.

Patent polega na tym, żeby złapać tą najniższą, szybko dołożyć drugą rękę, podnieść nogi i przechwycić lewą ręką do naprawdę dobrej klamy.

Znaczniki prowadzące do kluczowych chwytów

Można powiedzieć, że to taki test na wybicie się w kierunku TOP’u z odpękniętej płyty.

Jak na VI.1 droga wydaje mi się całkiem wymagająca. Patrząc na opinie na 8a.nu, mam też wrażenie, że jest trochę niedoceniona.

Być może dlatego, że jest trudna na OS-a.

Trzeba wiedzieć, gdzie są te dziurki. Co prawda przy dokładnym przyjrzeniu się skałom można zauważyć znaczniki, ale wiadomo – pogoda robi swoje.

W każdym razie warto pamiętać o jednym:

na końcu czeka naprawdę długi strzał.

Bardzo Lewy Kant Młynarza V+ droga, która zaskoczyła mnie wyceną

Wspinacz na pierwszym planie rozpoczyna “Młynarzową piątkę”, a na drugim planie Skośną Rysę III lub V jak odbije w prawo.

Na sam koniec spróbowałem jeszcze Lewego Kantu Młynarza.

To krótka droga, która bardzo szybko przechodzi w mocne przewieszenie na kancie.

I tutaj najbardziej zaskoczyła mnie… wycena.

Byłem przekonany, że droga ma VI.1.

W topo zobaczyłem jednak V+.

Problemem są tutaj nieoczywiste klamy – sięgasz do dużej dziury, ale okazuje się, że nie trzyma. Zamiast tego trzeba utrzymać równowagę na odciągach na wysokości klatki piersiowej.

Pomaga wysokie postawienie prawej nogi na kant. Jest tam jeden wyślizgany stopień, z którego możemy wybić się do lepszych chwytów wyżej.

Co ciekawe, chwyty, które na pierwszy rzut oka wyglądają na dobre, okazują się fatalne.

To kolejna droga, na której bardzo łatwo spalić OS-a.

Ale tym razem przejście nagrałem.

Zobaczcie sami.

Góra Zborów – wrócę tutaj

Góra Zborów po raz kolejny pokazała mi, że Jura potrafi zaskoczyć.

Niby znamy wycenę. Niby widzimy drogę. Niby wszystko wygląda na oczywiste.

A potem stajesz na ścianie i okazuje się, że najważniejszy jest nie kolejny stopień czy chwyt, ale to, czy masz wystarczająco dużo odwagi, żeby zrobić następny ruch.

Filar Wyklętych na razie mnie zatrzymał.

Ale tylko na razie.

Na pewno tutaj wrócę.

Tym razem po to, żeby przejść ten górny okap oraz wstawić się w Lewą Plichówkę VI.1

Głosy gości / Wystaw ocenę
[Razem: 1 Średnia ocena: 5]