Wielka nyża potocznie zwana Garażem to wyjątkowa miejscówka, ponieważ, ponieważ umożliwia wspinanie się w trakcie deszczowej pogody, od której przecież uciec się nie da.

To znaczy uciekać można, bo w najbliższej okolicy, znaleźć można zarówno dużo naturalnych grot, jak i pomieszczeń noclegowych oferowanych przez prywatnych gospodarzy. A gdyby zabrakło wolnej miejscówki, to zawsze można przekimać się w samochodzie. Owo schronienie przed deszczem to największy plus tego miejsca, ale są też minusy.

Zauważyłem dwa: pierwszy to wymagające i dość trudne technicznie drogi.

Ponoć grunt to nie narzekać, ale druga wada/skaza to akurat właśnie grunt, czyli tamtejsze podłoże. Przypomina nieomal piaskownicę, a ten sypki materiał pod nogami lepi się do szpeju i brudzi wszystko z każdej strony, dlatego warto zabrać ze sobą płachtę na którą wyłożymy plecaki i szpej.

Wspinanie w Rzędkowickim Garażu

Tego dnia przyjechaliśmy z oddali i spodziewaliśmy się opadów (o takich donosiły służby meteo, a i niebo mocno zachmurzone było), więc nie zastanawialiśmy się długo nad punktem docelowym. Miejsca w środku jest mnóstwo, bandę łojantów garaż ów przyjąć może.

Oceniłem, że wszystkie drogi są na ten moment poza moim zasięgiem, więc konieczny stał się miks pomysłowości oraz improwizacji.

Efektem takiego koktajlu był koncept, aby na lewej ścianie wykorzystać ucho skalne do zmontowania stanowiska, na którym można zawiesić wędkę i rozgrzać się na prostej wspinaczce.

TOPO Garaż

„Żyła” VI.2+ (linia żółta),
 Żylak”  VI.4 (linia czerwona),
„Super żyła” VI.3+ (linia niebieska),
„Naczynia krwionośne” VI.2 (linia fioletowa), możliwość wyprostowania „Naczyń” (linia seledynowa).
Fot i topo W. Podhajny

Następnie naszą uwagę zwróciliśmy na prawą część Garażu, którą Waldek Podhajny (autor drogi Żylak i Żylaczek), opisuje w ten sposób:

Zauważyłem, jak bardzo zapomniana jest interesująca prawa strona Garażu. Ściana jest w całości lekko przewieszona. Drogi biegną po pozytywnych chwytach i można wspinać się nawet w lekkim deszczu, a ściana nie zamaka. Idealna na tegoroczne kapryśne lato. W wolnych chwilach postanowiłem oczyścić ścianę z rosnącego w rysach zielska i uzupełnić asekurację. – źródło wspinanie.pl

Żyła VI.2+

Prawdziwe wspinanie zaczęliśmy na drodze o nazwie “Żyła”, do przejścia której trzeba 5 wpinek. Solidne VI.2+ okazało się jednak dla mnie zbyt wymagające.

Nie zmogłem jej nawet na wędce, więc tym większy szacun należy się duetowi: A. Marcisz i J. Szlęk, którzy tę drogę wytyczyli w 1982 roku.

Trzech muszkieterów – w tym gronie to ja za cieniaska uchodzę

Wędkę na Żyle założył jeden z moich kolegów, a byłem z dwoma świetnymi wspinaczami: z Piotrkiem (z którym zdobywałem Mnicha) oraz z Wojtkiem (który jest członkiem Polskiego Himalaizmu Sportowego).

Ostatecznie nie udało mi się owej „Żyły” naciągnąć na swój kołowrotek dróg przebytych, więc akompaniowałem bardziej doświadczonych kumplom jako naczelny fotograf tej krótkiej wyprawy. Wyznam, że zdziwił mnie fakt, iż nawet na wędce nie mogłem jej pokonać. Najwyraźniej wciąż mam za mało siły i zbyt słabe palce (stąd też mój powrót z Zakopanego do Warszawy, żebym miał bliżej na Makak)

Fotograf na stanowisku

Znajdź fotografa

A jak udało mi się finalnie znaleźć na szczycie, aby zrobić chłopakom zdjęcia z góry? Cóż, kiedy brakuje w mięśniach i w ścięgnach, to trzeba iść po rozum do głowy. Nie po to ewolucja doprowadziła nasze mózgi do takiego rozwoju, abyśmy smutku zaznawali, bo nie dajemy rady.

Sięgnąłem do plecaka, a tam były dwa pomocne przyrządy: samozaciskowy bloczek oraz T-Block. Dzięki nim wyszedłem pionowo po linie – posłużyły mi podobnie jak dwa prusiki – z tymi instrumentami szło mi łatwiej i szybciej (Nie było problemów z luzowaniem i następnie przesuwaniem, jak w przypadku prusów)

Potem czułem się jakbym miał do dyspozycji własną „czatownię” – taką, w której przebywają fotografowie. Mówię o takich, którzy zajmują się uwiecznianiem dzikiej przyrody. Siedziałem bowiem w uprzęży przywiązany do stanowiska, tuż obok drogi, którą przechodzili na prowadzeniu Wojtek i Piotr.

I tu się sprawdza po raz kolejny (choć nieco w innym kontekście), porzekadło mówiące, że „punkt widzenia zależy od punktu siedzenia”.

Obserwowałem ich udane zmagania i mogę Wam je przedstawić na poniższych zdjęciach:

Wojtek na prowadzeniu, a Madzia asekuruje
Piotrek

Koniecznie dajcie znać, co o nich myślicie w komentarzu, tudzież e-mail najednejlinie@gmail.com, a jeśli chcecie prywatną sesję to również piszcie śmiało.

Głosy gości / Wystaw ocenę
[Razem: 5 Średnia ocena: 5]