Zaczęło się od cytatu Przybyszewskiego: „Czas sam siebie w ogon gryzie, bo się rozpostrzeć nie może.“, ktory dał podwaliny temu wpisowi dot. czasu naświetlania.

Wyrażając to za pomocą subtelnej metafory, Przybyszewski próbuje „wgryźć się” w naturę czasu, akcentując zarazem jego zapętlenie i cykliczność. Rozumiem to tak, że koniec jednej chwili staje się początkiem następnej, a to, co pomiędzy nimi trwa przez bliżej nieokreślony (w domyśle bardzo krótki) moment.

Tenże moment właśnie może zostać utrwalony na fotografii, a jej magia sprawia, że w pamięci ludzi oglądających kadry, odciśnięty zostaje pewien ślad. Niekiedy, jak w przypadku wydarzeń szalenie istotnych dla całych społeczności, ów ślad poważnie wpływa na opinię publiczną

Prostesty na placu Niebiańskiego Spokoju (1989)

Bezbronny chiński student usiłujący zatrzymać czołg podczas protestów

Tę krótką dygresję muszę nieco rozwinąć. Są bowiem takie zdjęcia (na ogół niestety ich tematem są indywidualne lub zbiorowe tragedie ludzkie), które obiegają świat i wpływają na zmianę nie tylko sposobu myślenia dużych grup osób, ale wręcz uderzają w kształt dotychczasowej polityki państwa.

Burning Monk (1963)

Żeby nie być gołosłownym: wielu obywateli Zachodu (włącznie z ówczesnym Prezydentem Stanów Zjednoczonych) wyraziło publiczne oburzenie po tym, jak Malcolm Browne zrobił w 11 czerwca 1963 roku zdjęcie przedstawiające buddyjskiego mnicha (nazywał się Thích Quảng Đức), który w proteście przeciw represjom władz wietnamskich dokonał samospalenia na skrzyżowaniu w Sajgonie.

A tak duży kraj jak Francja zaprzestał publicznych egzekucji po tym, jak w biały dzień 17 czerwca 1939 roku tłum gapiów obserwował zgilotynowanie seryjnego mordercy nazwiskiem Eugen Weidmann. Od tamtej pory przez niemal kolejne pół wieku egzekucje zbrodniarzy odbywały się już tylko za zamkniętymi drzwiami.

Robert Capa – Padający żołnierz (1936)

Zdaniem wielu znawców, w tym również Michała Strączka to „prawdopodobnie najsłynniejsze wojenne zdjęcie świata, które zostało wykonane przez człowieka-legendę, jednego z najlepszych fotoreporterów w historii.” Za takiego uchodzi urodzony na Węgrzech Endré Ernő Friedmann, znany potem jako Robert Capa (1913-1954), który stał się inspiracją dla ufundowania Złoty Medal jego imienia (ang. Robert Capa Gold Medal), przyznawanego corocznie od 1955 roku wyróżniającym się w zawodzie jego następcom. Do nich skierował on taką oto „przestrogę”: „Jeśli twoje zdjęcia nie są dostatecznie dobre, to znaczy, że nie jesteś dostatecznie blisko”.

John Filo – Pietà z Kent State (1970)

Traumatycznych przeżyć doznała wyrośnięta 14-latka Mary Ann Vecchio w dniu 4 maja 1970 roku, a rolę pamiętnikarza odegrał wówczas student dziennikarstwa John Filo. Na terenie uniwersytetu w Kencie doszło do protestów młodzieży przeciwko ogłoszonej kilka dni wcześniej inwazji wojsk amerykańskich na Kambodżę. Decyzja Richarda Nixona doprowadziła do zamieszek na kampusie, w wyniku których członkowie Gwardii Narodowej oddali ponad 60 strzałów w kierunku nieuzbrojonych zwolenników pacyfizmu.

W wydarzeniu ochrzczonym potem „Masakrą na uniwersytecie w Kencie” zginęły 4 osoby, a kilkanaście zostało rannych. Jeden z tych strzałów trafił w głowę młodego chłopaka, z którym nastolatka rozmawiała. Nie wiedząc, że już nie żyje, usiłowała mu pomóc, desperacko wzywając ratunku. Klęcząc przy jego ciele, rozpłakała się i jednocześnie krzyczała: „Dlaczego nikt mu nie pomaga?”

Nick Ut – Okrucieństwo wojny / Napalm Girl (1972)

Ten stosunkowo niewielki południowoazjatycki kraj stał się areną walk, które – choć różnie oceniane – na pewno nie przysporzyły Amerykanom szacunku, a sam naród stał się bardzo mocno podzielony co do zasadności prowadzonej polityki międzynarodowej. W ramach całościowo podsumowanej kampanii („epicka tragedia”), można wskazać również co najmniej kilka wyjątkowo mrożących krew w żyłach incydentów. Jeden z nich miał miejsce 8 czerwca 1972 roku, i został uchwycony w kadrze przez wietnamskiego fotografa Nicka Uta.

Podczas konfliktu w Wietnamie armia amerykańska często używała napalmu, jednak tym razem jeden z samolotów omyłkowo uderzył w wioskę Trang Bang, raniąc wielu cywilów. Nick Ut przywiózł 9-letnią dziewczynkę z tej fotografii do amerykańskiego szpitala, gdzie została uratowana. Zanim zaczęła żyć pełnią życia i dochowała się potomstwa przeszła 17 przeszczepów skóry. Ta historia pokazuje, że są w życiu takie chwile, kiedy fotograf nie może pozwolić sobie na „luksus nieuczestniczenia” w tragedii, której jest naocznym świadkiem.

Chris Niedenthal – Czas apokalipsy (1981)

Gorące spory dotyczące rozmaitych aspektów wprowadzenia oraz przebiegu stanu wojennego rozpalały serca i umysły milionów Polaków w ciągu ostatnich ponad 40 lat. Są tacy, którzy chwalą gen. Wojciecha Jaruzelskiego za wybór mniejszego zła tj. nie wpuszczenie do Polski obcych wojsk. Po drugiej stronie barykady mamy tych, którzy potępiają go o koszmar internowania tysięcy związkowców i śmierć blisko 100 osób. Są wreszcie tacy, którzy przejawiają ambiwalentne uczucia: z jednej strony rozgrzeszają ówczesnego prezydenta kraju za samą decyzję o ogłoszeniu stanu wojny, z drugiej zaś krytycznie oceniają to, w jaki sposób władza spacyfikowała aktywność Solidarności, zamiast się z nią „dogadać”.

Prawie wszyscy żyjący w tamtym czasie pamiętają bowiem brutalność ZOMO, czołgi na ulicach miast. O tym wszystkim dowiedziała się także światowa opinia publiczna – w dużej mierze dzięki owocom pracy Chrisa Niedenthala, który na świat przyszedł w 1950 roku w Wielkiej Brytanii w rodzinie polskich emigrantów.

Tę szalenie wymowną fotografię zrobił z ukrycia (14 grudnia 1981 roku), lecz karkołomnym zadaniem było przesłanie rolek z filmami do redakcji Newsweeka, z którą to nasz bohater współpracował. Z racji cenzury nie mógł tego uczynić oficjalnie, więc do „przemycenia”* niewielkiej paczki udało się namówić pewnego niemieckiego studenta, a berlińscy edytorzy po wywołaniu negatywów – nieświadomi pełnego kontekstu – przycięli zdjęcie od góry. Przez ten zabieg utraciło ono szyld z nazwą kina, a wraz z nim osłabła również siła przemawiania do wyobraźni. Ponadto stwierdzili, że wystarczy opublikować je w małym formacie – a w takowym jak wiadomo – szczegóły giną z oczu.

Pocałunek na Time Square

Na szczęście były też takie spontanicznie i radosne w swej wymowie fotografie jak pochodzący z sierpnia 1945 roku słynny „Pocałunek na Time Square” (marynarza z pielęgniarką w trakcie celebrowania symbolicznego zakończenia II Wojny Światowej).

Charles C. Ebbets – Lunch na szczycie wieżowca (1932)

Ten nietypowy obraz zawdzięczamy (najprawdopodobniej) Charlesowi C. Ebbetsowi. Wykonał portret grupowy robotnikom spożywającym lunch w doprawdy rzadko spotykanych warunkach. Siedzą okrakiem na stalowej belce, wysoko ponad ziemią, wyglądają na beztroskich i obojętnych na ryzyko. Zupełnie jakby nie mieli świadomości, że mimo przestrzegania przepisów BHP, w każdej chwili mogą podzielić smutny los swych kolegów po fachu, którzy nie dożyli emerytury.

Najprawdopodobniej to część załogi, której powierzono wznoszenie słynnego nowojorskiego kompleksu Rockefeller Center

Wytknięcie języka przez Alberta Einsteina

Arthura Sasse nie tylko znalazł się we właściwym miejscu i czasie (co jest w przypadku fotografów jest szalenie istotne), ale również wykazał się spektakularnym refleksem. Udało mu się bowiem uchwycić w bardzo nietypowej pozie sfrustrowanego, 72-letniego podówczas Alberta Einsteina, pokazującego fotoreporterom swój język.

Lądowanie na księżycu

Aczkolwiek wielu socjologów, historyków fotografii i publicystów dość zgodnie uznaje, że najbardziej doniosłym zdjęciem było to wykonane podczas lądowania Amerykanów na Księżycu. I wraz z powszechnie znanym stwierdzeniem Neila Armstronga zdarzenie z 1969 roku pokazało, jak wiele dokonała ludzkość w ciągu zaledwie kilku tysięcy lat trwania cywilizacji, przechodząc od prymitywnych lepianek do orbitalnej stacji kosmicznej.

Kosmiczne pochodzenie (jak wszystko co w naturze na Ziemi znajdziemy) mają też te śliczne minerały:

Od urodzenia większość z nas żyje w czasach mass-mediów, a co za tym idzie przesytu spektakularnych zdjęć, dla wyróżnienia których od 1956 roku przyznawana jest nagroda World Press Photo of The Year. Ciekawostkę może stanowić fakt, że na przestrzeni lat zarówno najwyższe laury jak i wyróżnienia otrzymywali także polscy dokumentaliści z Kacprem Kowalskim i Tomaszem Gudzowatym na czele.

Głosy gości / Wystaw ocenę
[Razem: 23 Średnia ocena: 5]