Tak jak po Tatrach wspinam się w duetach, tak i ten wpis jest połową pewnego duetu. W zasadzie o Murze Skwirczyńskiego nie sposób mówić bez wzmianki o Skale Łabajowej. Miejscówki te znajdują się tuż obok siebie, a każda z nich oferuje tyle wspinaczkowych możliwości, że spokojnie poświęćcie sobie na nie w sumie dwa dni. Dlatego jeśli jesteście zainteresowani podobnym wpisem o Skale Łabajowej, odsyłam Was do takowego 😊

Pamętajcie, że nazwa „Mur Skwirczyńskiego” obowiązuje jedynie w środowisku wspinaczy, a skały te nazywają się oficjalnie Zaklętym Murem. Sama ściana ma do 25 metrów wysokości i znajduje się na niej 18 dróg.

Jak dojechać do Muru Skwirczyńskiego?

Najlepiej będzie, jeśli zostnawicie samochód na parkingu przy Jaskini Nietoperzowej (tam gdzie płaci się za bilety. Koszt paringu 5 zł, za to jest sporo miejsca. Można parkować też na dziko zaraz naprzeciwko skały Łabajowej, ale szybko robi się tam tłoczno). Dojazd jest ok z trasy 94 między Olkuszem i Balicami.

Sam mur jest schowany w lesie kilkaset metrów dalej od Łabajowej, więc na spokojnie można sobie ten kawałeczek przejść z buta. Naprawdę warto się tam wybrać, bo drogi tam są długie i satysfakcjonujące. W dodatku gęsta roślinność wokół gwarantuje spokój i przyjemny chłód (dopiero na górze słońce przygrzewa mocniej).

Wspinanie po Murze Skwirczyńskiego – opisy dróg

Kominek Przeziorowy na początek

Te czarne wgłębienie rozdzielające skałę to własnie kominek

Nie jestem z tych, którzy od pierwszej sekundy na ścianie dają w tzw. „palnik”. Wolę na spokojnie się rozgrzać na prostszej drodze. Dlatego na start wybieram zawsze Kominek Przeziorowy, który wyceniany jest na IV+ i ma długość 20 metrów. Oprócz tego, że zazwyczaj jest tu puściutko, a początek drogi wydaje mi się być trudniejszy niż Droga Pionierów.

Kominek Przeziorowy to jedna z dróg wytyczonych w 2005 roku przez Andrzeja Skwirczyńskiego i Piotra Petelenza. Jest on dobrze zaasekurowany – znajduje się na nim 5 ringów i stanowisko zjazdowe w dobrej kondycji (TOPO)

Crème de la crème – Droga Pionierów

Jednak tym, co przyciąga na Mur znacznie więcej zainteresowanych wspinaczy, jest Droga Pionierów wyceniana na V (TOPO). Nie jest to może bardzo wymagające technicznie wejście, ale zauważyłem, że problemy może sprawiać jej długość, szczególnie jeśli się jest osobą początkującą.

Droga ma aż 7 ringów asekuracyjnych, ale wspinamy się tu dosyć wysoko (25 m), więc odległości między poszczególnymi przelotami mogą sprawiać trudność komuś bez doświadczenia. W dodatku na ziemię jest już stąd całkiem daleko, więc jeśli ktoś nie jest przyzwyczajony do takiego widoku pod nogami, może stracić pewność siebie.

Jednak nie ma co się stresować – zapraszam do mojego starszego wpisu, w którym wyjaśniam od strony teoretycznej i praktycznej, dlaczego spadanie z wysoka jest w sumie bezpieczniejsze! Brzmi abstrakcyjnie… wiem, ale tak już działa fizyka. 😀

No i faworyt – Rysa prawdziwych mężczyzn (i jednej dziewczyny)

Rysy takie jak ta są na Jurze ewenementem, ale za to niezwykle satysfakcjonującym. To mój zdecydowany ulubieniec na Murze Skwirczyńskiego (TOPO). Jej widok może z początku wydać się straszny, ale w rzeczywistości to przyjemna wspinaczka. Są porządne stopnie na nogi i łatwo „złapać” tarcie. Aż do wyjścia w sumie wchodzi się zwykłym podchwytem.

Oczywiście nie jest to droga byle jaka – wyceniona jest na VI i w pełni się z tą wyceną zgadzam. To jedna z tych, które z człowieka wypompują wszelkie siły, a zmęczenie szczególności siada na bicepsach. Chociaż pewnie znaleźliby się wspinacze, którzy wejdą na nią technicznie, to zapewniam, że to trasa siłowa.

Do tego, szukając chwytów wysoko, krew odpływa z palców, przez co nie dość, że trudniej wyczuć linie, to jeszcze ręce męczą się szybciej. Mimo wszystko, bardzo ją lubię, bo jest po prostu wyzwaniem, a jak wiadomo – dla nich żyję. 😊

Co jeszcze znajdziemy na Murze?

Na uwagę zasługuje też Zaklęty Komin, który mnie osobiście kojarzy się z bardziej górskim wspinaniem. Na tej krótkiej trasie (tylko 2 ringi) poćwiczyć sprawdzić się można nieco w powiedzmy bardziej „Tatrzańskich” warunkach (TOPO).

Kusi mnie bardzo Trawers Kentucky i to nie tylko ze względu na nazwę. Sama droga jest ciekawie wytyczona, bo przebiega początkowo pod okapem, na który potem trzeba się wspiąć (TOPO). Jeśli uda mi się zaliczyć więcej tras na Murze, to z pewnością zaktualizuję wpis, także stay tuned.

Nieco na prawo od samej skały znajdziemy niezłą płytową opcję, która nazywa się Dzietsyn Marpa (TOPO). Znajdziecie ją naprzeciw ławeczek. To fajna wspinaczka, bo przechodząc 11 ringów, dochodzi się na samą górę nieco zaokrąglonej w tym miejscu skały. Droga o enigmatycznej nazwie (nie umiem doszukać się wprost, ale najwyraźniej odnosi się do urzędu Dalajlamy), jest długa na 22 metry, a więc całkiem wymagająca.

Porównałbym tę drogę do skradania się po powierzchni płyty. Mnie było dosyć łatwo, bo mam duży zasięg ramion i szukanie chwytu gdzieś wysoko nie stanowiło większego problemu. Nie wiem jednak jak na tej trasie odnajdą się osoby niższe.

Uwaga! Zdarza się, że skała staje się domem ptaków, które w szparach uwijają sobie gniazda. Oczywiście nie powinniśmy ich przenosić, ani w ogóle im przeszkadzać. Jeśli zauważycie, że droga jest już „zajęta”, to oznaczcie tasiemką ringa, co bezpośrednio znaczy, że trasa jest zamknięta. Zdarzyła mi się dokładnie taka sytaucja za drugim razem.

Głosy gości / Wystaw ocenę
[Razem: 1 Średnia ocena: 5]