Z końcem listopada 2026, gdy tylko pojawiło się kilka słonecznych dni, a ptaki zaczęły ćwierkać jakby wbrew kalendarzowi, zacząłem swoją przygodę na Libanie.

Drogi – jak widać w topo – zostały obite w 2022 roku. Wielu moich znajomych już dawno tam „ładowało”. A mnie? Mnie tam jeszcze nie było.

I doprawdy nie mogę zrozumieć czemu.

Przewodnik wspinaczkowy – Grzegorz Rettinger

Rok Zakrzówka

Poprzedni sezon należał do Zakrzówka.
Zimą drytooling.
Latem Baba Jaga, trochę Freney, bardzo dużo muru Sadystówki – o czym już kiedyś pisałem tutaj na Najednejlinie.

Zakrzówek jest świetny – ale jest też specyficzny. Gładki. Miejscami wręcz „szklany”. Szczególnie Freney potrafi dać poczucie wspinania po glazurze.

I wtedy pojawił się Liban.

Pierwsze wrażenie – zupełnie inna skała

Kamieniołom Liban leży dość blisko od centrum Krakowa. Parking przy ul. Za Torem. Sam dojazd zajmuje mi 15 minut autem. Parkować najlepiej wzdłuż drogi przy lesie lub w okolicy parkingu przy firmie Impel – łap koordynaty Google Maps.

Potem obchodzimy budynek mając go z lewej strony, wchodzimy w las i skręcamy w pierwszą ścieżkę w lewo – skała szybko pojawia się między drzewami.

I to jest niesamowite – tak blisko miasta, a czujesz się jak w zupełnie innym świecie.

Co to za skała?

Liban to wapienie jurajskie, ale o nieco innej charakterystyce niż część ścian na Zakrzówku. Skała jest bardziej zwarta, chropowata, z wyraźnym tarciem. Wiele osób wspomina, że zawartość domieszek krzemionki (krzem) oraz struktura mikrokrystaliczna powodują, że ściana dłużej zachowuje „świeżość” i nie poleruje się tak szybko jak klasyczny, bardziej zbity Jurajski wapień.

Efekt?
Tarcie, które naprawdę czuć pod butem.

Nie ma tu wrażenia ślizgania się po marmurze.

Ściana Słońca – idealna po zimie

Na razie skupiam się na sektorze „Ściana Słońca”. I sama nazwa mówi wszystko – od rana łapie promienie. Choć latem będzie tu piekło!

Po zimie nie trzeba niczego więcej:
15 minut dojazdu + słońce + długie drogi.

To luksus.

Charakter wspinania – górsko, technicznie, długo

Drogi mają po 20–25 metrów. Są długie, estetyczne, logiczne. Obicie bardzo dobre – choć kiedy wracasz po kontuzji troczka i kilku miesiącach przerwy, dystanse między ringami wydają się większe – czasem 2,5m na łątwiejszych odcinkach.

Tutaj nie ma klam, które łapiesz od góry i wciągasz się siłowo.
Chwyty trzeba znaleźć. Często są to odciągi, obłe formacje, strukturalne krawądki. Ruchy opierają się na równowadze i pracy nóg.

Jeśli miałbym porównać charakter wspinania, bliżej mu do Kramnicy na Przełomie Białki niż do Jury, choć Zakrzówek (ściana Baba Jaga również ma górski, powietrzny charakter). Jest bardziej „górsko”. Bardziej przestrzennie. Bardziej technicznie.

To świetny trening przed Tatrami.

Moje pierwsze drogi – od czego zacząć?

Na razie zrobiłem trzy drogi (wszystkie w okolicach VI+, ale jeśli ktoś zaczyna przygodę z Libanem, poleciłbym taką kolejność:

1. Diretissima Ściany Słońca

Przyjemna, logiczna linia. Idealna na pierwsze zapoznanie ze skałą i charakterem chwytów. Pozwala oswoić się z tarciem i długością drogi.

2. Miękkie Ciżemki

Droga po prawej stronie sektora. Wykorzystuje krawędź ściany i odspojoną płytę.
Crux to pokonanie okapu – wygląda groźnie, ale w praktyce jest łatwiejszy, niż przy jednej wpince poniżej okapu.
Dodatkowo lekko „powietrzny” charakter – wspinasz się na krawędzi ściany.

3. Stara Baśń

Piotrek w natarciu. Choć przeszedł tę drogę wiele razy to za każdym razem inaczej 🙂
A to ja od góry. DziękujęSeba za foto.

Wspinamy się wzdłuż odstającego filarka. Między ścianą a filarkiem jest mała rysa, w którą miejscami można włożyć palce.

Przy VI+ to już dość czujne wspinanie.
Ja finalnie wyszedłem bardziej po filarku, bo wspinając się w lini ringów nie mogłem znaleźć wygodnej pozycji.

Bardzo estetyczna, wymagająca droga.

Dlaczego Liban mnie zachwycił?

Bo przypomina mi wspinanie górskie.
Bo wymaga pracy nóg.
Bo nie wybacza braku koncentracji.
Bo daje długie, ciągowe drogi blisko centrum miasta.

Największym problemem po zimie nie jest siła.
Jest zaufanie do stóp.

A Liban uczy tego bardzo szybko.

Co dalej?

Pisząc ten wpis, jestem już umówiony na kolejne wspinanie. Dopiero zaczynam swoją historię z tym miejscem, ale wiem jedno – będę tu częstym gościem.

Najpierw „podładuję” na Ścianie Słońca.
Potem przyjdzie czas na główną ścianę.

Jeżeli jestes spoza Krakowa to Kamieniołom Liban zdecydowanie powinien być na Twojej liście TO-DO 🙂

Głosy gości / Wystaw ocenę
[Razem: 1 Średnia ocena: 5]