Dolina Bolechowicka nie potrzebuje już w moim przypadku żadnego wstępu, bo wszystko, co najważniejsze o jej klimacie, już kiedyś opisałem tutaj: Wspinanie w Bolecho , więc tym razem przejdę od razu do sedna – do dnia, który zaczął się zupełnie niewinnie, a skończył czymś, co jeszcze niedawno wydawało mi się kompletnie poza zasięgiem.
Pierwsze wrażenie
Zacięcie w Abazym pamiętam bardzo dobrze z pierwszego kontaktu, kiedy wstawiłem się na wędkę. Już wtedy zostawiło we mnie bardzo konkretne wrażenie, a właściwie jedno przekonanie – że ta droga jest dla mnie po prostu nie do zrobienia.
I ta wpinka na wyjściu z cruxa, wydawała się absurdalnie oddalona, wklejona gdzieś wysoko w górnej części ściany. Jak bedzie lot to do połowy drogi. W tamtym momencie byłem przekonany, że gdyby ktoś ją wycenił na VI.3 (7a), to nikt by sie nie pogniewał.

I to właśnie jest chyba najciekawsze w całej tej historii, bo z każdą kolejną wstawką ten obraz zaczął się całkowicie zmieniać. To, co początkowo wydawało się nierealne, zaczęło stopniowo nabierać sensu, układać się w logiczną sekwencję ruchów, aż w końcu przeszło w zupełnie inne odczucie – pięknego, wymagającego, ale jednak kontrolowalnego wspinania, w którym obecnie czuję ” drobny zapas”. Nagle wycena VI.2+ przestała być czymś abstrakcyjnym, a zaczęła być czymś, co rozumiem i akceptuję.
Nie oznacza to jednak, że droga jest łatwa albo „za darmo”. Wręcz przeciwnie – to na niej poczułem różnicę między VI.2 a VI.2+ (ale z Obladi-Oblada mam podobne oodczucia).
“+” robi różnicę

Drogi w okolicach VI.2 jestem w stanie robić OS-em albo flashować, a jeśli pojawia się ciekawy crux, to zazwyczaj zamykam temat w drugiej próbie. Mam ich już na koncie całkiem sporo i czuję się na tym poziomie dość pewnie. Natomiast VI.2+ to zupełnie inna historia, która wymaga ode mnie większej cierpliwości i lepszego planowania.
To jest poziom, na którym potrzebuję co najmniej dwóch wyjazdów – pierwszy na poznanie drogi i zapamiętanie sekwencji, drugi na realną próbę przejścia, najlepiej po dobrej rozgrzewce, bo zwyczajnie nie mam jeszcze zapasu siły, żeby zrobić to wszystko jednego dnia.
Wspinanie
I właśnie taka „próba generalna” wydarzyła się pod koniec kwietnia. Roziu powiesił mi wędkę i ruszyłem od razu na drogę w formie rozgrzewki, odpinając ekspresy i starając się nie spalić sprzęgła (Kiedyś udało mi sie je spalić w pierwszej próbie na Płycie Sasa i nie chiałbym tego powtórzyć).
Nie pamiętałem dokładnie wszystkich ruchów, kilka rzeczy zrobiłem inaczej niż wcześniej, ale mimo tego czułem coś, czego wcześniej tam nie było – kontrolę. Nawet przy błędach w sekwencji miałem wrażenie, że mam zapas, że ta droga już mnie nie przerasta. I rzeczywiście, poszło zaskakująco płynnie. Czy to efekt “świeżości“?
Po czterdziestu minutach odpoczynku przyszła pora na właściwą próbę, tym razem na prowadzeniu, i wtedy wszystko wróciło na swoje miejsce. Nagle pojawiło się więcej napięcia, więcej szarpania, więcej niepewności. W pierwszym cruxie zablokowałem się w swojej frontalnej pozycji i byłem o krok od wzięcia bloku, co prawdopodobnie zakończyłoby całą historię na ten dzień.
Właśnie wtedy ogromną rolę odegrał Piotrek, który z dołu nie pozwolił mi odpuścić. Jego krzyki skutecznie wyrwały mnie z tej chwili zawahania i zmusiły do działania, a to był moment, który tak naprawdę zdecydował o wszystkim.
Patenty
Samo Zacięcie w Abazym to droga, którą w mojej głowie dzielę na dwie wyraźne trudności przedzielone miejscem, w którym można złapać oddech i spróbować poukładać wszystko na nowo.
Crux 1 – początek

Pierwszy crux zaczyna się stosunkowo niewinnie, ale bardzo szybko wymaga zdecydowanego działania i dobrego ustawienia ciała, szczególnie w momencie wejścia do rysy, gdzie łatwo się zablokować i stracić płynność. To fragment, który uczy, że nie można się wahać i że ruchy trzeba wykonywać z przekonaniem.
Po drugiej wpince ustawiasz się na dobrej klamie na lewej ręce, a prawą lokujesz w głębokiej, pionowej rysce tuż obok ringa. Przed tobą wyrasta wybrzuszenie, które na pierwszy rzut oka wygląda jak przeszkoda, ale w rzeczywistości jest kluczem do całej sekwencji. To właśnie na nim znajduje się krawądka na lewą rękę, która pozwala przygotować ciało do wejścia w rysę.
To w tej pozycji niepotrzebnie się zblokowałem.
Kluczowy jest dynamiczny ruch prawej ręki, ale nie bezpośrednio w ryse do której będziemy wchodzić – zamiast tego celujesz w jej krawędź, co pozwala uniknąć nerwowego szukania chwytów na jej długości. W tym samym czasie prawa noga musi szybko wylądować szeroko po prawej stronie, żeby ustawić ciało w lekkim dulfrowym napięciu. To ustawienie robi ogromną różnicę, bo nagle ręce zaczynają „pracować”, zamiast tylko walczyć o przetrwanie.
REST

Wyżej mamy praktycznie NO-HANDA, o ile dobrze ustawisz nogi szeroko w zacięciu i nie będziesz próbował „wisieć” na rękach. To taki punkt, w którym możesz na chwilę wyłączyć ręce (ew. delikatnie się trzymać) i pozwolić im wrócić ze stanu “zbułowania”.
Crux 2
Drugi crux (bardziej siłowy) zaczyna się tam, gdzie kończy się rysa. Wchodzisz w nią głęboko, praktycznie po łokieć, robisz wpinkę i zaczynasz układać się do kluczowego ruchu. Najważniejsze jest tu dobre zaklinowanie lewej ręki (podchwyt) i wysokie ustawienie nóg (klinowanie w rysie). Dopiero z tej pozycji możesz dynamicznie posłać prawą rękę do bardzo dobrej klamy, przy czym precyzja ma znaczenie, bo jej lewa krawędź jest wyraźnie lepsza aż zaginają się palce.


To jednak nie jest jeszcze koniec napięcia, bo choć wiesz już, że jesteś w stanie to zrobić, kolejna wpinka pozostaje daleko i wymaga zachowania sił.
Przed tobą wyrasta płyta z solidnymi rysami po obu stronach. Wygląda niegroźnie, ale kiedy zaczynasz ją czytać, szybko okazuje się, że klucz tkwi nie w rękach, tylko w tym, czego… brakuje pod nogami. Cała trudność sprowadza się do sięgnięcia lewą ręką do krawędzi tej płyty (w rysie), ale problem polega na tym, że lewa noga nie ma gdzie stanąć. Ściana jest gładka, i nie oferuje żadnego oczywistego stopnia, który dałby ci stabilność do tego ruchu.
Prawa ręka pracuje w rysce i, co ciekawe, daje całkiem solidne poczucie kontroli – szczególnie jeśli trafisz w tę właściwą, głębszą z dwóch równoległych pionowych rysek po prawej stronie. To ona trzyma cię w ścianie i pozwala w ogóle myśleć o dalszym ruchu, ale sama w sobie nie rozwiązuje problemu. Całe napięcie kumuluje się w tym jednym momencie, kiedy musisz zdecydować się zaufać tarciu (na lewą nogę).
W moim przypadku zadziałał zasięg – byłem w stanie sięgnąć lewą ręką do klamy na krawędzi płyty praktycznie „z miejsca”, To był ten moment, w którym wszystko zaczęło się układać, bo chwilę później mogłem już postawić lewą nogę na tej śliskiej ścianie i nagle okazało się, że najgorsze jest za mną.
Mam jednak pełną świadomość, że to rozwiązanie nie będzie oczywiste dla każdego. Jeśli nie masz 195 cm wzrostu, ten ruch przestaje być „na zasięg” i zaczyna wymagać dużo bardziej świadomego wykorzystania lewej części ściany – pracy na tarcie, może mikroskopijnych nierówności, może innego ustawienia bioder, które pozwoli ci podnieść się wyżej zanim sięgniesz po klamę.
To jest dokładnie ten moment, w którym droga zaczyna lekko faworyzować wyższych wspinaczy, choć jednocześnie zostawia pole do kombinowania dla wszystkich pozostałych.
Podsumowanie
Kiedy w końcu stanąłem na stanowisku, poczułem coś więcej niż tylko satysfakcję z przejścia. To było raczej poczucie przesunięcia granicy, momentu, w którym coś, co jeszcze niedawno wydawało się dla mnie nieosiągalne, stało się częścią mojego wspinaczkowego świata. I choć wiem, że przede mną jeszcze dużo pracy, to jednocześnie mam wrażenie, że właśnie otworzyły się kolejne drzwi.
Dlatego kiedy to czytasz, jest spora szansa, że ja już szukam swojego następnego celu – pierwszego VI.3, czyli 7a.
Z górskimi pozdrowieniami,
Paweł
Patenty na Abazego. Moje pierwsze VI.2+ / 6C+
Podobne przygody
SKLEP
- Prezent dla wspinacza - zestaw treningowy 3w1
189,00 złPierwotna cena wynosiła: 189,00 zł.149,00 złAktualna cena wynosi: 149,00 zł.
WESPRZYJ JEDNĄ LINĘ
Dzięki Twojemu wsparciu mogę spokojnie tworzyć kolejne artykuły, a Ty możesz czytać blog bez reklam. No i w ogóle sprawiasz, że mam motywację, bo ktoś to docenia! ❤️


Bądź na bieżąco