Grudzień 2022. Za nami mundial w Katarze, a przed nami zima z katarem. xD

Dla wielu sezon grypowy już się rozpoczął, toteż polscy kibice zamienili (lub lada moment tego dokonają) emocje potrafiące sięgnąć zenitu na przyrost temperatury i ponowne osłabienie ciała. Chcąc być tylko złośliwym, można powiedzieć, że dla Polaków prawie nic się nie zmieniło.

Znów mamy powód do narzekania, a ci którzy dodatkowo stracili depozyty u bukmacherów, mają pretekst do załamki. Przynajmniej dobrze, że rząd finalnie wycofał się z zamiaru przyznania naszej kadrze premii z budżetu państwa (ostało się bagatela 30 mln złotych – tj. drobne prawie 7 mln dolarów), choć afera premiowa swoje żniwo zbiera. Oj wiedziałbym co zrobić z taką sumką, wiedziałbym 🙂

Katarskie liczby, gospodarcze dane

Wedle ostrożnych szacunków, na pozyskanie praw do mistrzostw świata w piłce nożnej oraz wybudowanie infrastruktury i zorganizowanie turnieju szejkowie wydali w ostatnich prawie 12 latach około 220 mld dolarów. A jeśli doliczyć kwoty, które od 2011 roku katarski fundusz inwestycyjny wpompował we francuską drużynę PSG oraz miliony euro wydane na prawdopodobną korupcję wewnątrz FIFA, to sumę tę należałoby zamknąć nawet w 240 mld dolarów.

Dla porównania kapitalizacja warszawskiej GPW (skupiającej ponad 400 spółek) sięga zaledwie niespełna 152 mld USD. Aż sam się zdziwiłem, robiąc ten research. Ale dziwić się jest rzeczą ludzką i w kontekście podejmowanych tu zagadnień szalenie pozytywną. Kto jest ciekawy świata i procesów nim rządzących, temu łatwiej zmotywować się do lektury dziesiątek danych i analizowania rekomendacji eksperckich.

Arabowie z tego półwyspu mają zatem z czego finansować tego rodzaju spektakularne projekty reklamowe, bo dosłownie siedzą na pokaźnych złożach: przede wszystkim gazu ziemnego (Katar eksportuje prawie tyle samo metrów sześciennych co ponad 800 razy większe Stany Zjednoczone!) oraz ropy.

A ponieważ tych surowców z każdą dekadą będzie ubywać, więc ceny tego surowca będą rosły. Bank światowy oszacował, że w 2020 roku PKB Kataru wyniosło 146 mld dolarów, a niespełna rok później już prawie 180 mld. Niedawno władcy tego państewka (jego terytorium jest wielkości województwa świętokrzyskiego) ogłosili, że zamierzają w ciągu kilku lat powiększyć eksport płynnego LNG z obecnych 77 do rekordowych 100 mln ton rocznie.

Dlaczego artykuł o ekonomii (widzianej przez pryzmat gry na giełdzie) rozpoczynam od przywołania tych liczb? Bo to, co WIELKIE (nie tylko góry) lepiej przemawia do wyobraźni, a ta ostatnia jest kluczowa w kontekście dwóch kluczowych emocji targających prawie wszystkimi ludźmi. Są to CHCIWOŚĆ i STRACH.

Obok zasobów takich jak kapitał, wiedza, czas i łut szczęścia, to właśnie te uczucia decydują o inwestycyjnych sukcesach/porażkach.

A poza rynkiem walutowym – którego dynamika i stopień skomplikowania zdaja się przewyższać skalę niepewności – to właśnie obecność naszych pieniędzy na rynku akcji najlepiej uwidacznia nasze praktyki w zakresie inwestowania. Sporo swoich i nie tylko własnych spostrzeżeń zawarłem w tym materiale, który rozpoczął serię wpisów ekonomicznych:

Strategia inwestycyjna jako remedium na chciwość i strach

Zanim jednak ruszysz na podbój jakichkolwiek rynków, trzeba mieć w głowie (a najlepiej też zapisaną na papierze lub w formie elektronicznej) strategię (i trzymać się jej za wszelką cenę), na którą składają się:

1. określenie punktu wejścia (idealny punkt to taki, który pozwala na ustanowienie dobrego poziomu stop loss (ucięcie straty) i jednocześnie daje szanse na wysoki wskaźnik zysku względem ryzyka.)

2. sposób prowadzenia pozycji (dywersyfikacja ryzyka – czyli spółki z różnych sektorów, a jeżeli trzeba to obszarów geograficznych)

3. „patenty” na zamykanie pozycji (ponieważ – pomijając w tym miejscu kwestie dywidendy – dopiero sprzedaż akcji przyniesie nam zysk)

Takowa strategia dodatkowo zaświadczy o tym, jak skutecznie potrafimy zarządzać ryzykiem – to jak zmniejszamy lub zwiększamy wielkość pozycji giełdowych. Przemyślany plan działania powie nam też o tym, jak będziemy reagowali na zbytnią chciwość lub strachliwość.

A to są kluczowe pytania, które trzeba zadać sobie samemu – zanim wpłacimy depozyt.

Zobacz jakich zasad przestrzegam, żeby nie wyjść jak zabłocki na mydle

Indeks strachu i chciwości

To rozkmny każdego inwestora: Jak długo utrzymywać pozycję?

Zazwyczaj dłużej niż powinniśmy, ponieważ liczymy na wyższe zyski (czasem lepiej zakończyć inwestycje wczesniej i cieszyć się mniejszym zyskiem).

lub kiedy wychodzimy z pozycji przed czasem, ponieważ boimy się odwrócenia trendu. Początkujący inwestorzy również mają w zwyczaju zamykać pozycję na stracie (wówczas bedąc poza rynkiem tracą możliwość odrobienia strat)

Na podstawie naszych indywidualnych odczuć (a raczej wypełnianych ankiet) powstają różne indeksy strachu i chciwość (nie chodzi tutaj o formę przedstawienia danych a raczej sentyment: inwestorów instytucjonalnych, albo indywidualnych). Ten może przybrać nawet formę wykresu. Warto taki wskaźnik śledzić i przyrównywać w jakim miejscu jesteśmy na WIG20, czy S&P500, w zalezności czego ten indeks dotyczy

Kiedy od Giełdy powineneś trzymać się z daleka

W najgorszym razie może okazać się, że z aktualnymi zasobami wiedzy, dojrzałością i stanem ducha (nie należy podejmować decyzji finansowych np. w żałobie albo podczas miesiąca miodowego lub w trakcie kilku pierwszych tygodni po tym, jak się zakochamy) po prostu w tym okresie życia nie nadajemy się do inwestycji na rynku kapitałowym.

Wspomnienia i porady od największych finansistów w dziejach świadczą bowiem, że niektórzy niekiedy mogą „zyskać na giełdzie”, trzymając się od niej w danym czasie z daleka. A czasem okaże się, ze najlepszą z pozycji jest – tak nielubiana przez inwestorów – pozycja pieniężna, czyli mówiąc kolokwialnie: „forsa w skarpecie, aktywów brak”. 😉

Głosy gości / Wystaw ocenę
[Razem: 3 Średnia ocena: 5]