Razem z Kacprem i Maćkiem (w skrócie: Kacprami) oraz Pawłem, nowym nabytkiem, wybraliśmy się na Jurę – na Powroźnikową Skałę.
Nie byłoby w tym nic dziwnego, gdyby nie fakt, że był 28 lutego 2026. Pierwszy raz rozpoczynamy sezon letni tak wcześnie.

Pamiętam, że rok temu zaczynaliśmy w okolicach kwietnia, kiedy na drzewach pojawiały się pierwsze pąki liści.

W dużym skrócie?

To dobra miejscówka na solidny trening. Odniosłem wrażenie, że jeszcze nie tak popularna, bo oprócz nas były jeszcze 2 zespoły, a miejsca na 2 pełne kursy. Każdy znajdzie tu drogi w swoim zakresie od V do fajnej VI.2.
Czy najładniejsza? No nie.
Ale jeśli lubisz płytowe wspinanie i szybkie wstawki – przyjeżdżaj.

Dojazd i klimat miejsca

Najlepiej zaparkować przy samym cmentarzu (Google maps), skąd od razu zobaczysz ogromną „muldę” obciętą z jednej strony jak nożem – to właśnie Powroźnikowa.

Pod ścianą

Tak naprawdę w jej skład wchodzi kilka skał, z których główne to Parowozownia i Manufaktura – razem tworzą długi mur. Między murem a drzewami biegnie ścieżka.

Nie ma tu polany jak w Doline Będkowskiej, Kobylańskiej czy na Słonecznych Skałach, więc rodziny tu ze sobą nie zabiorę.
Ale wspinaczkowo? Zdecydowanie ciekawe. Już tłumaczę dlaczego.

Warunki

O tej porze roku do godziny 12:00 ściana była wilgotna. Słońce pojawiło się około 13:00 i to, co było mokre, zdążyło wyschnąć. Latem pewnie jest tu niezła patelnia, choć asekurant ma komfort – stoi w cieniu drzew. Wspinaczowi już tak nie zazdroszczę 😉

Charakter wspinania

Maciek również w formie

Zacznę od tego, że wycena jest tu raczej softowa. W życiu na początku sezonu nie zrobiłbym VI.2 OS – a jednak.

Dominują płyty, krawądki i bardzo dobre tarcie. Przy trudniejszych drogach stopnie robią się małe, liczy się równowaga i cierpliwe szukanie chwytów – tych często „nie ma”, ale jednak są. Trzeba pracować na nogach, żeby nie odpaść.

Dla orientacji w terenie warto odnaleźć drogi nr 9 i 10 (“Na lewo od cnoty” oraz “Nocne Igraszki”), które w wyższej partii przechodzą przez charakterystyczną nieckę – to pomaga ogarnąć ten dość długi mur. Znajdź to charakterystyczne wgłębienie, a będziesz wiedział gdzie jesteś.

Kilka perełek

Madame Tutli-Putli VI+

Z podchwytu wychodzę na filarek. Nie jest to oczywisty ruch

Bardzo podobało mi się wejście na filarek. Start z podchwytu po prawej stronie, trawers w lewo i w górę.
Dla mnie to był czujny ruch, Kacper czuł się zdecydowanie pewniej. Chyba nadal odzywają się braki po kontuzji troczka.

Drezynka VI.1

Pablito w pozie spider-mana

Uczciwia trudność.
Początek intensywny i lekko ryzykowny. Warto skorzystać z „lagi wstydu”, żeby spokojnie wpiąć się wyżej. Przez moment miałem zawahanie, czy nie złapać się ekspresa – musiałem podnieść nogę wyżej bedąc przyklejony do ściany jednocześnie nie tracąc równowagi. Ale obyło się bez 😉

Harry Potter i Insygnia Smoleńskie VI.1+

Mimo wyceny zdecydowanie łatwiejsza od Drezynki.
Fajny, lekko przewieszony, bulderowy start. Trzymając odciąg z lewej strony (charakterystyczny odłamek), wychodzimy na nogach, robimy skrętkę i łapiemy klamy wyżej. Potem łatwiejszy teren i na końcu powtórka z rozrywki – odspojona skała, którą można iść prawą stroną, na dylfra. Bardzo przyjemne, satysfakcjonujące ruchy.

Ziemia Obiecana VI.1

Kacper

Jedna z ciekawszych. Start w rysie – można zaklinować pięść. Potem trawers pod okapem w lewo. Na początku wydaje się trudniej, niż jest w rzeczywistości – można lekko się obniżyć, stanąć na niezłych stopniach i nagle palce zaczynają się zaginać na chwytach.
Później wyjście nad okap do stanowiska.

Kacper zrobił swoją VI.1 OS – jak na początek sezonu bardzo solidnie. Uśmiech nie schodził mu z twarzy 🙂


Handmade VI.2

Paweł w cruxie

Na koniec razem z Pawłem wstawiliśmy się w Handmade.
Tym razem to ja rozwieszałem ekspresy (wcześniej robił to Paweł).

Początek – możliwe, że byliśmy za daleko od linii ringów po lewej, ale szczerze mówiąc nie widziałem innej opcji. Lewa strona trzymała, bo był tam kluczowy podchwyt. Początkowe wpinki wychodziły więc na lekkim na wahadle. Crux w okolicy trzeciej wpinki.

Z wszystkich dróg ta była najbardziej ciągowa – i dała najwięcej satysfakcji z przejścia.

Podsumowanie

Myślę, że dla tych kilku dróg naprawdę warto było tu przyjechać – szczególnie na początek sezonu. Trochę mnie to podbudowało.

Oby tylko entuzjazm nie wyparował na trudniejszych skałach 😉

Ale najważniejsze, że mimo codziennego zabiegania, my wciąż potrafiamy się spotkać w skałach i tego wszystkim życzę!

Głosy gości / Wystaw ocenę
[Razem: 1 Średnia ocena: 5]