Jesień w Bieszczadach potrafi być absolutnie magiczna. Kolorowe liście, puste szlaki, rozległe panoramy i połoniny, które o tej porze roku nabierają zupełnie innego charakteru niż latem. Jest jednak jeden haczyk: pogoda potrafi zmienić się tutaj szybciej, niż zdążymy wyciągnąć aparat z plecaka.

Podczas naszej wycieczki na Wielką Rawkę przekonaliśmy się o tym na własnej skórze. W ciągu kilku godzin przeszliśmy przez świat pełen jesiennych barw, zimową krainę z oprószonym śniegiem szlakiem i wreszcie spowitą chmurami, błotnistą górską pustkę. A kiedy wróciliśmy w okolice schroniska, znów zrobiło się ciepło, jakbyśmy właśnie zeszli do zupełnie innego miejsca.

Jeśli zastanawiasz się, jaki szlak wybrać jesienią w Bieszczadach, Wielka Rawka jest moim zdaniem świetnym kandydatem i zajmuje tylko 2h w jedną stronę.

Początek wędrówki – jesień w bieszczadzkim lesie

Nasza wyprawa zaczyna się od Przełęczy Wyżniańskiej.

A tak wyglądają pierwsze metry mając za sobą parking.

Schronisko Pod Małą Rawką – chwila oddechu przed podejściem

Na trasie warto zatrzymać się przy Bacówce PTTK Pod Małą Rawką. To niewielkie schronisko położone w otoczeniu bieszczadzkich lasów, które idealnie wpisuje się w klimat tej części gór. Drewniana architektura, spokojna okolica i górska atmosfera sprawiają, że chce się tu na chwilę przystanąć, odpocząć i nacieszyć miejscem, zanim ruszymy wyżej.

Ja tutaj jem drugie śniadanie 🙂

Jeszcze chwila i nagle… zima!

Jednym z najbardziej niezwykłych momentów naszej wycieczki było wyjście z lasu na otwartą przestrzeń. Do tej pory otaczała nas jesień – kolorowe liście, drzewa i stosunkowo łagodna aura.

Mostek na początku szlaku po wejściu w las

Tymczasem na schodach prowadzących ku połoninom zobaczyliśmy zupełnie inny krajobraz. Ziemię i roślinność pokrywała cienka warstwa śniegu, a cała okolica sprawiała wrażenie, jakby ktoś nagle przeniósł nas o kilka miesięcy do przodu.

To właśnie uwielbiam w Bieszczadach. Wystarczy zmienić wysokość o kilkaset metrów, żeby krajobraz zmienił się nie do poznania. Na dole wciąż trwa jesień, a wyżej pojawia się zimowy akcent, który nadaje górom surowego charakteru.

Przyznam, że podczas tej wędrówki miałem wrażenie, jakbyśmy przeszli przez trzy różne strefy klimatyczne. Najpierw kolorowy, jesienny las, potem chłodna, niemal zimowa przestrzeń na granicy lasu i połoniny, a na końcu surowa, wilgotna i zamglona góra, gdzie pogoda nie pozostawiała już wiele miejsca na podziwianie widoków.

Mała Rawka – panorama, dla której warto wejść wyżej

Po wyjściu ponad górną granicę lasu krajobraz otwiera się coraz szerzej. Z każdym krokiem przybywa przestrzeni, a drzewa ustępują miejsca połoninom. To właśnie tutaj zaczyna się jedna z największych atrakcji wycieczki na Rawki – rozległe widoki na charakterystyczne bieszczadzkie grzbiety.

Widok na Wielką Rawkę

Mała Rawka potrafi wynagrodzić wysiłek naprawdę piękną panoramą. Przy dobrej widoczności rozciąga się stąd wspaniały widok na Smerek oraz Połoniny Caryńską i Wetlińską. Ich falujące grzbiety, rozległe połacie traw i wyraźnie zarysowane linie gór tworzą krajobraz, który trudno pomylić z jakimkolwiek innym pasmem w Polsce.

Połonina Caryńska
Połonina Wetlińska i Smerek

Jesienią te panoramy mają szczególny urok. Połoniny nabierają przygaszonych, złotobrązowych odcieni, a światło potrafi podkreślić każdą nierówność terenu. Jeśli trafimy na przejrzyste powietrze, można długo stać i po prostu patrzeć. Bez pośpiechu, bez potrzeby robienia czegokolwiek więcej.

Warto pamiętać, że warunki na połoninach bywają zupełnie inne niż w lesie. Nawet jeśli na dole jest przyjemnie, wyżej może być zimno i wietrznie. Podczas naszej wyprawy ta różnica była szczególnie odczuwalna.

Wielka Rawka – uważaj, szczyt to nie ten charakterystyczny szpic!

Odcinek szlaku z Małej Rawki na Wielką

Wędrując w stronę Wielkiej Rawki, łatwo zwrócić uwagę na charakterystyczny metalowy trójnóg geodezyjny, który wielu osobom kojarzy się ze szczytem. To właśnie ten charakterystyczny punkt bywa mylony z samym wierzchołkiem.

Warto jednak wiedzieć, że wierzchołek Wielkiej Rawki znajduje się nieco dalej, na dalszym odcinku grzbietu w kierunku Krzemieńca. Jeśli więc zależy Ci na dotarciu na sam szczyt, nie kończ wędrówki tylko przy charakterystycznym trójnogu. Idź dalej szlakiem, zgodnie z oznaczeniami, aż dotrzesz do właściwego wierzchołka.

To drobny szczegół, ale właśnie takie rzeczy sprawiają, że wycieczka staje się czymś więcej niż tylko zdobyciem popularnego punktu na mapie.

Wielka Rawka właściwy szczyt

Kiedy chmury schodzą tak nisko, że nie widać już niczego

Niestety, podczas naszej wizyty na Wielkiej Rawce pogoda postanowiła pokazać swoje mniej przyjazne oblicze. Chmury zeszły bardzo nisko i widoczność znacznie zmalała. Zamiast rozległych panoram mieliśmy wokół siebie szarość, wilgoć i dużo błota!

I to nie takie, które można po prostu ominąć jednym krokiem na bok. Podłoże zrobiło się naprawdę rozmokłe, śliskie i grząskie. Każdy kolejny krok wymagał większej uwagi, a buty szybko przestały wyglądać jak po spokojnym spacerze po górskim szlaku.

Mała rawka
w kierunku Wielkiej Rawki

W połączeniu z niską temperaturą i wiatrem warunki zrobiły się naprawdę nieprzyjemne. Na otwartym grzbiecie można szybko się wychłodzić, szczególnie gdy ubranie jest wilgotne, a człowiek zatrzymuje się na dłużej. To właśnie w takich chwilach docenia się ciepłą warstwę odzieży schowaną w plecaku, porządną kurtkę przeciwwiatrową i rękawiczki, które latem często wydają się zupełnie zbędnym dodatkiem.

Powrót do schroniska – i znów zupełnie inna pogoda

Kiedy zaczęliśmy schodzić niżej, warunki stopniowo się zmieniały. Wraz z utratą wysokości zniknęła część górskiego chłodu, a w okolicach schroniska znów zrobiło się znacznie cieplej. Po zimnie, wietrze, mgle i błocie powrót do bardziej przyjaznej aury był niemal zaskakujący.

To chyba najlepiej podsumowuje naszą wycieczkę. W ciągu jednego dnia przeszliśmy przez kilka zupełnie różnych krajobrazów i warunków pogodowych.

Dlatego właśnie jesienne Bieszczady potrafią tak zaskoczyć. Pogoda widziana z parkingu czy doliny nie musi mieć wiele wspólnego z tym, co spotka nas kilkaset metrów wyżej.

Jak przygotować się na jesienną wycieczkę na Wielką Rawkę?

Przede wszystkim zabierz odpowiednie buty trekkingowe z dobrą podeszwą. Przy mokrej ziemi, błocie i śniegu przyczepność ma ogromne znaczenie. Przyda się również kurtka chroniąca przed wiatrem i deszczem, ciepła warstwa docieplająca, czapka oraz rękawiczki. Warto mieć w plecaku zapasową warstwę ubrania, coś do picia i jedzenia, a także naładowany telefon z mapą offline.

Nie zapominaj o tym, że na otwartej przestrzeni temperatura odczuwalna może być znacznie niższa niż w osłoniętym lesie. Jeśli dojdzie do tego wilgoć, wiatr i dłuższy postój, wychłodzenie może nastąpić zaskakująco szybko.

I jeszcze jedna rzecz: przygotuj się na błoto. Jesienią w Bieszczadach to nie jest żadna anomalia, tylko całkiem realny element górskiej przygody.

Czy warto wybrać Wielką Rawkę jesienią?

Zdecydowanie tak! To jedna z tych wycieczek, które potrafią zaoferować bardzo dużo nawet wtedy, gdy pogoda nie współpracuje. Kolorowy las, schronisko ukryte wśród gór, nagłe przejście z jesiennej scenerii w zimową aurę i piękne panoramy ze zboczy Małej Rawki tworzą wyjątkowo różnorodną trasę.

Nam nie było dane podziwiać widoków z samego szczytu Wielkiej Rawki, bo chmury skutecznie zasłoniły całą okolicę. Nie zmienia to jednak faktu, że cała wędrówka pozostawiła po sobie mnóstwo wspomnień. A może właśnie dzięki tej zmienności zapamiętamy ją jeszcze lepiej.

Jeśli szukasz pomysłu na jesienną wycieczkę w Bieszczadach, chcesz zobaczyć piękne połoniny, poczuć klimat gór i nie boisz się, że po drodze pogoda pokaże kilka różnych twarzy, Wielka Rawka będzie świetnym wyborem. Trzeba tylko pamiętać, że jesienią góry potrafią zaskoczyć – i warto być na to przygotowanym.

Głosy gości / Wystaw ocenę
[Razem: 1 Średnia ocena: 5]