Każdy wspinacz wie, że bez wytrzymałości daleko nie zajedziesz. Ale mało kto naprawdę lubi ją trenować.
Nie ma w tym nic dziwnego – bo trening wytrzymałości, tej prawdziwej, potrafi być po prostu nudny.
Dzisiaj będzie właśnie o niej: o wytrzymce tlenowej, czyli o cierpliwym, długim wspinaniu, które buduje fundament pod wspinaczkową formę.
Dwa oblicza wytrzymałości
Zacznijmy od podstaw.
Wyróżniamy dwa główne rodzaje wytrzymałości:
1. Wytrzymka siłowa (anaerobowa) – potrzebna, gdy masz do przejścia dłuższą sekwencję trudnych ruchów, gdzie każdy z nich zbliża cię do limitu. Lubię ją nazywać “wytrzymka krótka”
2. Wytrzymka tlenowa (aerobowa, kapilarna) – to długie, lekkie wspinanie o niskiej intensywności (RPE 3-4/10). Rozwija gęstość naczyń włosowatych w mięśniach, co oznacza szybszą regenerację i większą odporność na „zbułowane” przedramiona.
Trening, którego nikt nie kocha

Nie oszukujmy się – trening wytrzymałości tlenowej to nuda jak cholera. Nie ma tu spektakularnych ruchów, nie czujesz, że się rozwijasz z każdą próbą. To raczej maraton, nie sprint. Niektórzy wspinacze w ogóle ją pomijają, tłumacząc to tym, że „częste wspinanie samo poprawi wytrzymkę”. I faktycznie – coś w tym jest, ale tylko do pewnego momentu.
Jak trenuję?
Znalazłem sposób, który naprawdę działa (i nie zabija nudą).
Wybieram jedną łatwą drogę w zakresie 5a-5b, lub trzy łatwe drogi obok siebie, najlepiej w zasięgu automatu trublue, żeby nie tracić czasu na zmianę sektora. Jedna wstawka to wspinanie trzy razy pod rząd – w górę i w dół (schodzenie), bez odpoczynku na ziemi. Razem będzie sześć przejść drogi w ciągu.
Zazwyczaj trzymam się poziomu 5a–5b, ale ostatnio, w ramach małego wyzwania, zrobiłem taką kombinację:
- 6a
- 6b (szemranka)
- 5c
Całość trwała ok. 12–15 minut bez przerwy – i co ciekawe, czułem się dobrze.
Nie spompowany, nie spalony, nawet nie spocony.
Po prostu… kontrola.
To był moment, w którym zrozumiałem, że wytrzymałość tlenowa to nie tylko cierpliwość, ale też szkoła techniki.
Technika + wytrzymka = duet idealny
O ile droga nie jest czysto „krawądkowa” tzn jej stopień trudności nie polega wyłącznie na małych chwytach, a routsetter skupił się na problemie technicznym, wtedy trening wytrzymałości to świetna okazja do ćwiczenia precyzji i płynności ruchów.
Z pewnością takie drogi będą zaczynały się od poziomu 6a w górę.
Podczas wspinania:
– ciągle zmieniam nogi na mikrostopniach,
– robię resty, zamieniając ręce na chwycie i strzepuję bułę,
– robię skrętki w mało wygodnych miejscach, balansuję biodrami raz w lewo, raz w prawo,
– i układam ręcę po tzw. krzyżu, szukając optymalnego ułożenia ciała.
– zatrzymuję się po wykonaniu ruchu
Całość wykonuję wolno, świadomie, niemal w trybie slow motion. Jak leniwiec, ale taki z planem treningowym.

Anegdota z 7a
Na Avatarze jest takie 7a z cruxem tuż pod szczytem, z bardzo niewygodną wpinką. W moim wypadku, ze względu na brak wytrzymałości lepiej byłoby ominąć ten przelot i grzać do TOPu. Zazwyczaj w tym miejscu spadam walcząc z wpiną, mając 50/50 szans na powodzenie.
Aż dziś zobaczyłem znajomą twarz, który zrobił tę drogę… powoli w stylu leniwca.
Tam, gdzie ja ledwo trzymam się ściany, on zamieniał ręce i strzepywał “bułę”. Bez pośpiechu, bez stresu. I nie był jakimś mistrzem techniki – po prostu miał wytrzymałość, która dawała mu komfort myślenia w trakcie ruchu. Wyglądało to jakby droga nie sprawiała mu wysiłku.
Wtedy mnie olśniło:
Jeśli ja mogłem robić wytrzymałość na 6b (mówiąc o pionach), to czemu nie miałbym robić tego samego na 7a?
Moje wnioski
1. Wytrzymka tlenowa to dobrze wykorzystany czas.
To baza, dzięki której możesz spokojnie oddychać w cruxie, odpoczywać tam, gdzie inni panikują, i myśleć o technice zamiast o bólu. W zalezności jaką wyrobiłeś sobię bazę przez te wszystkie lata. Jeżeli jej, nie masz to tego nie przeskoczysz.
2. Trenuj ją regularnie.
Wystarczy jedna solidna sesja co dwa tygodnie. Najlepiej w proporcji 3:1 (siła : wytrzymka).
3. Traktuj to jak lekcję techniki.
Wspinasz się wolno, świadomie, obserwując każdy detal – od ułożenia stopy po oddech.
4. Zmieniaj drogi.
Trzy linie obok siebie w zasięgu trublue, żeby móc swobodnie między nimi przechodzić to idealny setup – mniej monotonii, więcej zabawy.
45 minut wytrzymki tlenowej, która zwiększy Twoją “bazę”

Nie potrzebujesz niczego specjalnego – wystarczy autoasekuracja (trublue) i trzy długie drogi o podobnej trudności (ok. 3–4 stopnie niżej niż Twój limit).
Przykładowy plan:
3 drogi obok siebie o zbliżonej trudności.
- 1 seria = 3 drogi pod rząd (w górę i w dół po tych samych chwytach, bez odpoczynku)
- Czas pracy: ok. 12–15 minut
- Odpoczynek między seriami: 8–10 minut
- Liczba serii: 3
- Intensywność RPE 3–4/10 – lekko, ale ciągle. Jeśli czujesz, że mógłbyś gadać w trakcie wspinania – robisz to dobrze.
Wspinaj się wolno. Liczy się kontrola, nie tempo. Staraj się oddychać rytmicznie, robić „mini-resty” strzepując “bułę”, zamieniać nogi na stopniach, robić skrętki nawet tam, gdzie nie ma takiej potrzeby,
Cel:
Poprawić kapilaryzację, kontrolę ruchu i zdolność regeneracji w trakcie wspinania.
Po 8-12 tygodniach zauważysz, że:
- przedramiona „zbułowują” się później,
- szybciej odpoczywasz między trudnymi fragmentami,
- i po prostu czujesz się… bardziej wytrzymały.
Przed wprowadzeniem Wytrzymki tlenowej do swojego treningu na stałe, możesz wykonać testy opisane w FGRAVITY, a potem je powtórzyć, żeby zweryfikować czy trening przynosi upragnione rezultaty.
Podsumowanie
Wytrzymka tlenowa nie jest sexy. Ale to właśnie ona pozwala Ci na wolniejsze zużywanie “staminy”. A najlepsze w niej jest to, że nie tylko wzmacnia ciało – uczy cierpliwości, kontroli i świadomości ruchu. A to, moim zdaniem, jest prawdziwa wspinaczkowa siła.
Podobne przygody
SKLEP
- Prezent dla wspinacza - zestaw treningowy 3w1
189,00 złPierwotna cena wynosiła: 189,00 zł.149,00 złAktualna cena wynosi: 149,00 zł.
WESPRZYJ JEDNĄ LINĘ
Dzięki Twojemu wsparciu mogę spokojnie tworzyć kolejne artykuły, a Ty możesz czytać blog bez reklam. No i w ogóle sprawiasz, że mam motywację, bo ktoś to docenia! ❤️


Bądź na bieżąco