Bieszczady kojarzą się raczej z połoninami, bukowymi lasami, długimi podejściami i tym charakterystycznym uczuciem, że im dalej jedziesz na południowy wschód, tym mniej rzeczy naprawdę musisz robić. Mało kto, jadąc w Bieszczady, myśli jednak o tym, żeby wrzucić do auta linę, komplet ekspresów i woreczek z magnezją.
i ja również tak miałem, aż do teraz!
Trzy lata mi zeszło na Bieszczadzkich wędrówkach!
Kawałek przed właściwymi Bieszczadami, niedaleko Leska, wyrasta skała, która wspinaczkowo jest zupełnie inną historią.
To Kamień Leski – potężny piaskowcowy mur ukryty w lesie, powstały w miejscu dawnego kamieniołomu, którego ściany dochodzą do około 30–35 metrów. Dzisiaj jest to jeden z najważniejszych rejonów wspinaczkowych Podkarpacia.
I chociaż od lat Kamień Leski pozostaje trochę na uboczu wspinaczkowej Polski, osoby, które tutaj trafiły, często opisują go jednym słowem: west.
Nie bez powodu w materiałach wspinaczkowych pojawiało się nawet określenie „najbardziej westowa skała w Polsce”.
Wspinanie
Pierwsze wrażenie jest trochę dziwne.

Jedziesz drogą z Leska w kierunku Ustrzyk Dolnych, mijasz kolejne zabudowania, lasy i zakręty, aż nagle, właściwie bez wielkiej zapowiedzi, pojawia się Kamień Leski. Samochód zostawiasz na parkingu przy “Piernikowej Chacie“, a do skały jest dosłownie kilka minut. Zamiast wielkiego bieszczadzkiego podejścia dostajesz więc coś, co bardziej przypomina klasyczny rejon wspinaczkowy.
Tyle że zamiast Jury masz Bieszczady.
Piaskowiec.

Nie jest to tylko kwestia koloru skały czy tego, że na zdjęciach wszystko wygląda trochę bardziej „dziko”. Piaskowiec daje inne tarcie, ziarniste odczucie chwytu i trochę inny sposób poruszania się po skale. Na części dróg mamy charakterystyczne obłe formy, kanciaste krawędzie i tarciowe fragmenty, ale większość popularnych linii Kamienia Leskiego wykorzystuje również konkretne chwyty, przewieszenie i siłową pracę całego ciała na odciągach.
Dlatego rejon dobrze sprawdza się jako odmiana od wspinania jurajskiego, szczególnie jeżeli ktoś ma już dość kolejnej sesji, podczas której jego największym problemem jest znalezienie dziurki albo krawądki wielkości paznokcia.
Tutaj też można się napracować. I to porządnie.
Owszem, kilka łatwiejszych propozycji istnieje, przede wszystkim na południowej ścianie i tyłach głównej skały, ale charakter rejonu jest zdecydowanie bardziej sportowy.


Prawda jest taka, że poniżej VI.1 niczego sensownego nie znajdziesz, gdyż te linie są po prostu brzydkie, albo w rozsypce.
Starsze opisy zwracają uwagę, że przyjeżdżając tutaj, dobrze mieć swobodę przynajmniej w okolicach VI.3, choć ja sie świetnie bawiłem na VI.2+.
Jeżeli miałbym jednym zdaniem opisać wspinanie na Kamieniu Leskim, powiedziałbym: siłowo-wytrzymałościowe, często w małym przewieszeniu, z dużą liczbą dobrych chwytów.
To nie jest jednak piaskowiec w stylu delikatnej, technicznej płyty, gdzie przez pół godziny zastanawiasz się, czy prawa noga stoi na stopniu, czy na sugestii stopnia. Tarcie jest świetne!
Klasyki, dla których naprawdę warto przyjechać
Ornitolog – na początek

Jeżeli chcemy zacząć od czegoś, co pozwoli poczuć skałę bez natychmiastowego rzucania się na trudniejsze propozycje, dobrym wyborem będzie krótki Ornitolog VI.1+. Nie jest to jeszcze poziom, na którym trzeba walczyć o każdy ruch, ale wystarczy, żeby zrozumieć, że piaskowiec wymaga trochę innego podejścia niż dobrze znany jurajski wapień.
Bieszczadzkie Solo
Jeżeli przyjeżdżasz tutaj pierwszy raz, kilka linii powinno od razu przykuć uwagę.
W tym Bieszczadzkie Solo VI.2+. To około 30 metrów wspinania, które ma bardziej górski charakter niż typowa sportowa linia. Jest ekspozycja, zacięcie, rysa i przede wszystkim długość, która sprawia, że VI.2+ na papierze nie mówi całej historii.
No i tylko 9 wpinek, więc to obicie nazwałbym dość “męskim“.



Wstawiłem się w nią dwa razy. Za pierwszym razem na prowadzeniu, żeby zawiesić wędkę, i muszę przyznać, że nie szło mi najlepiej. Byłem trochę przestraszony, a moje ruchy kwadratowe.
Na wędkę poszło już znacznie lepiej. Udało mi się przejść ją w ciągu, i to po zmierzchu, z czółówką na głowie. Czyli jest nadzieja, że następnym razem Bieszczadzkie Solo padnie również na prowadzeniu.
Najciekawszy fragment zaczyna się w rysie, która jest na tyle szeroka, że palce można w niej całkiem dobrze zagiąć. W pewnym momencie trzeba jednak włożyć w nią nogę, a żeby to zrobić, trzeba ją najpierw zdjąć ją z przeciwległej, gładkiej ściany. Tym samym tracę jedyną siłę, która pomaga mi podczas dulfra i nagle robi się zdecydowanie ciekawiej.
A następny crux to wejście na półkę, która wymaga zarówno zasięgu, odwagi i “kolan” – ja wychodze po “częstochowsku“, czyli kombinuję, jak wykorzystać wszystko, co akurat mam pod ręką, nogą czy kolanem. Nie jest może najbardziej elegancko, ale działa.
Droga robi wrażenie!
Ziemia Obiecana

Drugim obowiązkowym nazwiskiem Kamienia Leskiego jest Ziemia Obiecana, obecnie opisywana jako VI.3+, choć jej historia wyceny jest nieco bardziej skomplikowana. To jedna z najdłuższych i najbardziej charakterystycznych linii skały, a w relacjach wspinacze wspominają o około 30 metrach naprawdę ładnego wspinania. Co ciekawe, po obrywie droga miała stać się trudniejsza (przeceniona z VI.3), dlatego obecna wycena może różnić się od tej spotykanej w starszych opisach.
Wiktor w komentarzach na 8a_nu pisze tak: “Trylogia kompletna. Boulder w połogu (po obrywie wskazanym przez lokalsów, stwierdzam iż może podnieść wycenę do 6.3+), ryska w zacięciu i wyjście przez okap. Śmiało można o niej mówić jako jednej z najładniejszych dróg w Polsce!“
Łoś Superktoś VI.2+
To kolejny klasyk na części skały o nazwie “Narożny Filar“
Droga ma charakter wytrzymałościowy, a jej przewieszony fragment dobrze oddaje charakter całego rejonu. Jeden z opisów przejścia Świętokrzyskiego Klubu Alpinistycznego mówi wprost o „wytrzymałościowo-westowym krałlowaniu w przewieszeniu”.
Komentarz z 8a_nu:
“Bardzo fajna, dość długa i mimo wszystko ciągowa, ale przede wszystkim techniczno siłowa droga. Dobre chwyty i stopnie z pierwszym technicznym cruxem, kilkoma zasięgowymi ruchami i drugim lekko wymagającym przez brak stopni cruxem po dobrych chwytach. Mimo wielu opadów przez ostatnie dni, prawie cała droga była zupełnie sucha.“

Podsumowanie
Najbardziej podoba mi się jednak to, że wszystko odbywa się tutaj w bardzo specyficznej scenerii. Z jednej strony jesteśmy na sportowej drodze, liczymy ruchy, szukamy restów i zastanawiamy się, czy przedramiona wytrzymają jeszcze kilka metrów, a z drugiej cały czas jesteśmy w Bieszczadach. Las, cisza, piaskowiec, trochę historii i świadomość, że kawałek dalej zaczyna się zupełnie inny świat górskich wycieczek.
Trzeba tylko pamiętać, że piaskowiec nie wybacza wilgoci. Po deszczu skała staje się bardziej krucha, dlatego wspinanie na mokrym Kamieniu Leskim jest złym pomysłem nie tylko ze względu na bezpieczeństwo, ale również z szacunku do samej skały.
Jednak największym problemem, zwłaszcza dla mnie, okazał się brak partnera do wspinania. Bieszczady to jednak trochę koniec świata, więc trudno umówić się tutaj z kimś konkretnym.
Jest cień szansy, że uda się znaleźć miejscowych wspinaczy, tak jak mnie udało się spotkać Dawida i Marcela, za co chłopakom bardzo dziękuję! Jeśli więc planujecie w najbliższym czasie przyjazd w Bieszczady i macie ochotę na wspinanie na Kamieniu Leskim, dajcie mi znać. Mam nadzieję, że uda się przy okazji zaplanować kolejny wspólny wspin!
W Bieszczady z liną, czyli wspinanie na Kamieniu Leskim
Related posts
SKLEP
- 2x CHWYTO pocket! PROMO!
170,00 złOriginal price was: 170,00 zł.110,00 złCurrent price is: 110,00 zł.

Bądź na bieżąco