Ten wpis chodził za mną od dłuższego czasu. Nie dlatego, że odkryłem coś przełomowego. Raczej dlatego, że pewne rzeczy trzeba przeżyć na własnej skórze, żeby w końcu je zrozumieć. A czasem wystarczy jeden obrazek, jedna scena, żeby wszystko się poukładało.

Dla mnie to był ten moment pod ścianą.

Gość właśnie dochodzi do stanowiska. Nic spektakularnego – zwykłe 6a, może trochę siłowe, może trochę techniczne. Patrzę na niego kątem oka, a on, zanim jeszcze dobrze się wpiął, już zdejmuje buty. Z ulgą. Taką szczerą, fizyczną ulgą, jakby ktoś właśnie zdjął mu kajdany z nóg.

Pomyślałem wtedy: „kurde, musiało go naprawdę cisnąć”.

I zaraz potem przyszła druga myśl.

Gdyby to było 8a – zrozumiałbym. Gdyby to była walka o życiówkę, coś na absolutnej granicy możliwości. Ale to w moich oczach była po prostu droga rozgrzewkowa.

I wtedy mnie trafiło.

Bo nagle dotarło do mnie, że przecież to mogłem być ja – jakieś pięć lat temu. I aż się uśmiechnąłem.


Pamiętam siebie z tamtego okresu. W głowie – strateg. Przekonany, że „ogarniam temat” butów wspinaczkowych, że wiem, co działa, co nie, co jest potrzebne, a co tylko marketingiem.

Do dziś nie zapomnę moich pierwszych butów — używanych, sznurowanych Tarantuli, kupionych na OLX. O cały numer za duże. Żeby w ogóle się trzymały, musiałem zakładać grubą skarpetę i wiązać je jak najmocniej się dało. 😀

I co ciekawe – wcale mi to wtedy nie przeszkadzało.

Bo kiedy nie wiesz, że coś „nie ma prawa działać”… po prostu to robisz. I często działa.

Gerlach szczyt. Siedzę przy krzyżu. W tle mgła
U Króla Karpat – Gerlach szczyt

Byłem przekonany, że jak będę miał nowiusieńką parę Miur, to zacznę się wspinać lepiej.

Nie zacząłem.

Zmieniło się za to coś innego – liczba par butów w mojej szafie i pieniądze, które na to poszły.


Minęło pięć lat. Trochę więcej dróg, trochę więcej doświadczenia, trochę więcej pokory.

I wiem na pewno

Buty nie zrobią za Ciebie wspinania!

Możesz kupić droższe. Możesz kupić bardziej agresywne. Możesz kupić takie, które „wszyscy polecają”. I przez chwilę nawet poczujesz, że coś się zmieniło. Że to jest ten moment. Ten upgrade.

A potem zaczynają boleć stopy.

Zaczynasz szybciej schodzić ze ściany. Robisz mniej dróg. Trening się skraca, bo nie jesteś w stanie wytrzymać kolejnej próby. I gdzieś z tyłu głowy pojawia się myśl, że może jednak to nie te buty. Może trzeba spróbować kolejnych.

I tak wchodzisz w spiralę, w której jedyną rzeczą, która realnie się zmienia, jest stan Twojego portfela.


Największy kubeł zimnej wody dostałem… na panelu.

Patrzyłem na instruktorów. Na wspinaczy, którzy robią 7a-7b bez większego wysiłku. I wiesz, co było w tym najbardziej uderzające?

Że oni wspinali się w czym popadnie.

Jeden trener przy mnie, zrobił 7b… w zwykłych adidasach. Po prostu nie chciało mu się zmieniać butów na wspinaczkowe. I zrobił drogę, która dla mnie była wtedy absolutnie poza zasięgiem.


Rozmiar

Byliśmy wtedy na Zjazdowej Turni. Kolega zrobił dwie drogi w prawie nowych Solutionach i… to mu wystarczyło. Stopa nie miała z nimi żadnych negocjacji – po prostu bolało.

Do końca dnia już się nie wspinał, za to przejął zdecydowanie ważniejszą rolę.

Zrobił dobrą kawę 🙂

Zamiast wciskać stopę w coś, co przypominało narzędzie tortur, zacząłem kupować buty, które są… wygodne. Tak po prostu. Bez filozofii.

Nie „wytrzymam”.
Nie „rozbiją się”.
Nie „tak musi być”.

Wygodne.

I tutaj zawsze przypomina mi się Adam Ondra, którego ludzie uwielbiają przywoływać jako argument. Że nosi mniejsze 2-3 rozmiary, że wciska stopę przez worek foliowy.

Tylko że Ondra jest jeden.

A my? Jeżeli chcesz mieć lepsze wyniki to chcemy się wspinać więcej, dłużej. A nie udowadniać coś swoim stopom.

But wspinaczkowy ma grubą gumę z przodu. On się nie wydłuży. Może się co najwyżej cholewka dopasować, może zrobić się bardziej miękki, ale jeśli kupisz dwa rozmiary za małe, to nie zamienią się magicznie w idealnie dopasowany pantofelek.

Za to Twoje stopy bardzo szybko Ci powiedzą, co o tym myślą.

Porównanie modeli

LA Sportiva

Źródło: https://www.lasportiva.com/

Scarpa

Źródło: https://scarpa.com/en-ee/pages/climbing-collection-structure

Kształt stopy

Z czasem zacząłem też zwracać uwagę na rzeczy, które wcześniej kompletnie ignorowałem. Na przykład na kształt stopy. Bo nagle okazało się, że to, co dla jednego jest „dobre”, dla drugiego może być “złe”.

Albo na to, jak bardzo stopa potrafi zmienić się w trakcie wspinania. Jak puchnie, jak pracuje, jak reaguje na zmęczenie – ma to znaczenie na wielowyciągach.


Podeszwa

Dlaczego w jednych butach stoję pewnie, a w innych wszystko zaczyna „pływać”?

Dlaczego czasem mam wrażenie, że but klei się do skały, a innym razem – jakbym stał na wyślizgu?

Chodzi o podeszwę


To ona w dużej mierze decyduje o tym, jak czujesz skałę i jak but zachowuje się pod obciążeniem.

Bo łatwo wkręcić się w modele, marki, wygląd. A to, co naprawdę robi robotę, jest pod spodem.

Z czasem zrozumiałem, że są dwa światy.

Buty miękkie i buty sztywne.

I żaden z nich nie jest „lepszy” ani “gorszy”. Mają inną funkcję.

GRIP

Miękkie buty na podeszwie typu GRIP dają coś, co ciężko opisać, dopóki się tego nie poczuje. To jest takie wrażenie, jakby stopa była bliżej skały. Jakbyś miał więcej kontaktu, więcej czucia.

Stajesz na tarciu i nagle czujesz, że but „siada”. Dopasowuje się. Przykleja.

Ale szybko wychodzi druga strona medalu.

Na małych stopniach zaczyna brakować wsparcia. Wszystko pracuje – palce, łydka, cała stopa. I jeśli nie masz jeszcze tej siły i kontroli, to zaczyna się walka.

No i szybciej się zużywają.


EDGE

Sztywne buty na podeszwie EDGE działają odwrotnie.

Dają Ci wsparcie. Kiedy trafiasz na mały stopień, możesz się na nim „zawiesić”. Podeszwa trzyma formę, nie ugina się tak łatwo, daje poczucie stabilności.

I to właśnie dlatego przez długi czas wybierałem głównie ten typ.

Ale na tarciu zaczynało brakować tego kontaktu. Tego „klejenia się” do skały. I na “wyślizgu” nagle okazywało się, że coś, co miało pomagać, zaczyna przeszkadzać.


Buty wspinaczkowe a rodzaj skały

Dopiero skała poukładała mi to w głowie.

Na Jurze, gdzie często stoisz na małych stopniach albo celujesz w konkretne krawądki, sztywniejsza podeszwa daje ogromny komfort. Możesz bardziej zaufać stopie i mniej się męczyć.

Ale już w miejscach takich jak Sokoliki albo Liban w Krakowie, gdzie liczy się tarcie, miękki but zaczyna mieć przewagę. m.

A na panelu?

Tu znowu wszystko się upraszcza.

Bo panel to nie jest miejsce na idealne dopasowanie sprzętu. To jest miejsce na robienie objętości. Drogi, obwody, powtórzenia.

I tutaj najważniejsze jest jedno – żebyś mógł się wspinać długo.

I dopiero na tym fundamencie zacząłem rozumieć kolejną rzecz.

Profil i asymetria

Czyli wszystko to, co wcześniej wydawało mi się wyznacznikiem „poziomu”.

Miura vs Katana: ewidentnie widać, że palce są bardziej podkurczone w modelu po lewej

Pamiętam, jak patrzyłem na agresywne buty — mocno wygięte, skręcone w stronę palucha — i myślałem: „to są buty dla lepszych wspinaczy”.

A skoro dla lepszych… to jak je założę, to też będę lepszy.

Rzeczywistość szybko to zweryfikowała.

Asymetria

Asymetria to skręcenie buta w stronę dużego palca. Dzięki temu większość siły skupia się właśnie tam. Możesz precyzyjniej stanąć na małym stopniu, lepiej kontrolować ruch.

Profil

Profil to z kolei wygięcie buta w dół. Im bardziej agresywny, tym bardziej palce są podkurczone, gotowe do pracy na mikro0stopniach, na dziurkach, w trudnych sekwencjach.

I w odpowiednich warunkach — takie właśnie jest.


Na Jurze, gdzie często „celujesz” w dziurki, agresywny but z wyraźną asymetrią potrafi realnie pomóc. Łatwiej trafić paluchem, łatwiej się zaprzeć, łatwiej zaufać stopie.

Ale już na granicie zaczyna się robić ciekawie.

Bo tam nie zawsze chodzi o precyzyjne stanie na jednym punkcie. Często chodzi o wykorzystanie tarcia, o rozłożenie ciężaru, o kontakt ze skałą.

I wtedy nagle okazuje się, że ten cały agresywny profil zaczyna przeszkadzać.


A w Tatrach?

Po kilku wyciągach przestaje mieć znaczenie, jak bardzo but jest „performance”. Zaczyna mieć znaczenie, czy jesteś w stanie w nim funkcjonować.

Czy możesz w nim stać godzinami?

Czy zdejmujesz go na stanowisku z ulgą…?

I wtedy wszystko się upraszcza.

Czy warto podklejać buty?

Ostatni raz oddałem buty do podklejenia na koniec sezonu 2025. Czas oczekiwania? Prawie miesiąc.

Koszty wyglądały tak:

  • Scarpa V Force
    podeszwa: Vibram XS Grip 4 mm – 140 zł
    ranty (pogrubione): 60 zł
    naprawa cholewek: 2 × 15 zł
  • La Sportiva Miura
    podeszwa: Vibram XS Edge 4 mm – 150 zł
    ranty (standardowe): 60 zł
  • wysyłka: 15 zł

👉 Razem: 455 zł

No i teraz najważniejsze pytanie – czy warto?

Szczerze? W moim przypadku… raczej nie.

Przy takich kosztach i czasie oczekiwania coraz częściej łapię się na tym, że bardziej opłaca się poszukać „prawie nowych” butów na OLX. Szczególnie jeśli trafisz model, który już znasz i wiesz, że Ci pasuje.

Podklejanie ma sens, ale bardziej wtedy, gdy:

  • masz drogi model
  • dobrze rozbite, idealnie dopasowane buty
  • i nie chcesz przechodzić przez proces „docierania” od nowa

W innym przypadku… rynek wtórny zaczyna wygrywać.


Moje osobiste doświadczenia

Zacząłem zadawać sobie inne pytanie:

Czy będę chciał się w nich wspinać jeszcze przez kolejną godzinę?

Jeśli odpowiedź brzmi „tak” — to znaczy, że są dobre.

Bo na końcu i tak wracamy do tego samego.

Nie do butów.

Tylko do liczby dróg, które jesteś w stanie zrobić.

Dzisiaj moje podejście jest banalne.

Panel

Na panel mam buty, których nie szkoda. Takie, które mogę zajechać do końca, podkleić, zajechać jeszcze raz i dopiero wtedy wyrzucić. Bo panel to trening. Moja siłownia. Miejsce, gdzie liczy się liczba dróg, a nie to, czy wyglądam „pro”. W ten sposób zajechałem LS Katana, Tarantula (kilka modeli), oraz Scarpa Origin

Jura

W skałach wybieram coś, co pasuje do stylu wspinania, ale nadal – w granicach komfortu.

Rysa Freneya

W skałach wspinam się głównie w „kapciowatychScarpa V Force. Można powiedzieć, że to taki odpowiednik Tarantuli, ale dla mnie to już pełnoprawny „premium” – głównie przez grubą, solidną cholewkę i komfort, jaki dają podczas dłuższego wspinania.

Zresztą te buty przeszły u mnie drugie życie. Kiedy zajechałem oryginalną podeszwę, zdecydowałem się na wymianę na GRIPA – i to był strzał w dziesiątkę.

Od tamtej pory zrobiłem w nich 6x VI.2 i ani razu nie miałem poczucia, że mnie ograniczają. Świetnie sprawdziły się też na Ścianie Słońca – Liban w Krakowie.

Na bardziej techniczne drogi, gdzie potrzebuję większej precyzji i kontroli zakładam LS Skwama – ale ostatnio bardzo rzadko. To raczej but bulderowy, ale mi dobrze siedzi na stopie. Jest agresywny i mocno asymetryczny. Dobrze się spisał na Sadystówce

Tatry

W Tatrach i na Westowwe wielowyciągi nie mam wątpliwości – sięgam po La Sportiva TC Pro. I nie dlatego, że są najbardziej „wydajne”, tylko dlatego, że pozwalają mi funkcjonować przez cały dzień w ścianie, a nie tylko przez jeden wyciąg.

Nówka sztuka, sztywne jak skurczybyk

Co się zmieniło?

Najlepszym przykładem tego, jak bardzo zmieniło mi się podejście, są Miury. Kiedyś dla mnie symbol „lepszego wspinania”. Dzisiaj mam dwie pary. Jedna za mała, druga trochę mniej za mała.

Nie używam żadnej.


Jeśli miałbym podsumować te wszystkie lata jednym zdaniem, to nie byłoby ono specjalnie odkrywcze.

Ale byłoby prawdziwe.

Nie potrzebujesz lepszych butów.

Potrzebujesz więcej wspinania.

A dobre buty to nie te, które wyglądają najlepiej albo mają najlepsze opinie. Tylko te, które pozwalają Ci zostać pod ścianą trochę dłużej. Zrobić jeszcze jedną drogę. I jeszcze jedną.

Głosy gości / Wystaw ocenę
[Razem: 2 Średnia ocena: 5]