Lewy Meningitis VI.3 na Dupie Słonia w Dolinie Będkowskiej to jedna z tych dróg, które potrafią dać w kość, ale właśnie dlatego tak bardzo mi się podoba. Krótka, konkretna i wymagająca wytrzymałości siłowej. Tylko 6 wpinek, kilka mocnych sekwencji i crux, który długo nie chciał mnie puścić dalej. W skali francuskiej to 7a, ale sama cyfra nie oddaje tego, co dzieje się na drodze.
Co ciekawe, największy postęp robiłem tutaj wtedy, kiedy odpadałem. Kolejne próby pozwalały mi lepiej rozpracować ruchy, znaleźć optymalne ustawienie ciała i w końcu zrozumieć, jak przejść przez kluczowy fragment – a dla mnie to było sięgnąć do jednej z dwóch pionowych rys.

Przestałem się szczypać i olałem hakodziurę na lewą rękę. Wówczas musiałbym podbić nogi wyżej i sięgać prawą ręką do prawej pionowej ryski. Zrobiłęm to wszystko jednym długim sięgnięciem, i to jest moja beta 😀
Jednego dnia wstawiłem się przy okazji i była nie możliwa. Okropnie bałem się czwartej wpinki.
Innego dnia zrobiłem trzy mocne próby z lotami i na tym skończyłem. Dopiero trzeciego dnia przyjechałem już specjalnie na tę drogę. Rozwiesiłem ekspresy w ramach rozgrzewki, a potem poszedłem la muerte. I się udało!
Co prawda na dwóch kluczowych wpinkach (4 i 5) kolega asekurujący mnie na gri-gri przyblokował linę, przez co nie mogłem wpiąć ekspresu tak, jak planowałem. Najwyraźniej miałem jeszcze odrobinę zapasu. Albo po prostu tym razem wszystko zagrało.
Sekwencja
Staram się restować, gdzie tylko mogę.
Na obrazku zaznaczyłem kluczowe miejsca. Chwyt nr 1 lubie strzepywać ręce.
Na płetwie nr 2, na odciągu, robimy drugą wpinkę
Podchwyt nr 3 – służy do wykonania wpinki nr 3.

Do trzeciej wpinki właściwie niewiele się dzieje. Wspinamy się lekko przewieszonym terenem po dobrych chwytach. Kluczowa jest właśnie trzecia wpinka, którą moim zdaniem najlepiej, a być może wręcz należy, zrobić z podchwytu. Trzymając prawą rękę w podchwycie i skręcając biodra, uwalniamy lewą rękę. Stoimy przy tym na dużych stopniach, więc można spokojnie wpiąć linę. Niektórzy przedłużają sobie tutaj ekspres,żeby było im łatwiej. Przy moim zasięgu nie musiałem tego robić.

Potem zaczyna się właściwa sekwencja.
Z podchwytu wkładam lewą rękę w charakterystyczną, hakowatą dziurę. Nieco zmieniam pozycję ciała i przekładam prawą nogę na filarek.
Stopnie wydają się wyślizgane, ale sama zmiana ustawienia jest bardzo istotna. Hakowata dziura, mimo że głęboka na dwa palce, nie trzyma najlepiej. Prawa ręka wędruje więc na sąsiednią krawądkę, z której mogę sięgnąć do głębokiego w kształcie półksiężyca. Znajduje się tam świetna klama, na której można zrobić porządny rest.
Przekładam ręce na zmianę, raz lewą, raz prawą, i próbuję odpocząć przed cruxem. Pozycja jest dość wymagająca – jestem wyciągnięty jak struna, a stopnie nie dają pełnego komfortu. Mimo to można tutaj odzyskać trochę sił. Na filmie uciąłem ten fragment, ale coś tam widać.
Po odpoczynku zostawiam lewą rękę na półksiężycu (jak na zdjęciu poniżej – właśnie trzymam), prawą pakuje do środkowej hakodziury i podciągam nogi lub od razu do kluczowego rąbka – chwyt nr 2
Teraz trzeba strzelić lewą ręką do chwytu o charakterze pinczowatym. Nie jest to idealny chwyt, ale pozwala wykonać kolejny ruch. Ważne, żeby dobrze stanąć na nogach i nie próbować wszystkiego załatwić samą siłą rąk.
Z tymi hakodziurami na “prawą” to czasem je pomijam – zależy od tego, jak układa mi się sekwencja. Nie jest to ruch obowiązkowy, bo ostatecznie prawa ręka powinna trafić na charakterystyczny rąbek w kształcie trójkąta. To już dobry, dość agresywny chwyt typu krimp, na którym palce mocno się zaginają.
Z tej pozycji robimy wpinkę, starając się dobrze ustawić nogi, bo przez chwilę wisimy praktycznie tylko na prawej krawędzi.


Po wpince nie ma co za długo odpoczywać. Wychodzimy wyżej, kierując się do dobrej, czteropalcowej krawędzi na wypukłości skalnej przed twarzą. Znajduje się nieco po lewej stronie i często jest zaznaczona magnezją. Stajemy mocno i dokładamy prawą rękę wyżej, również na tej wypukłości. Chwyt jest bardziej obły, ale znajdziemy w nim niewielkie wypustki, które poprawiają tarcie.
I właśnie tutaj najczęściej odpadałem.
Przed nami okap, a do kolejnych ruchów trzeba dobrze ustawić ciało. Po lewej stronie znajduje się wprawdzie dobra hakowata dziura, z której można skorzystać, podbijając nogi, ale przy mojej budowie nie potrafiłem optymalnie wykonać tej sekwencji. Jestem wysoki, ale też swoje ważę, więc podciągnięcie nóg i odpowiednie skręcenie ciała nie zawsze wychodziło tak, jak chciałem.
Ostatniego dnia zmieniłem więc układ. Zamiast podbijać nogi, zamieniłem je miejscami na stopniu, zostawiłem prawą nogę odstawioną w prawo dla równowagi i z lewej krawądki strzeliłem lewą ręką do pionowej rysy. Zadziałało świetnie! Nie musiałem podbijać nóg, a ręka od razu trafiała w dobry chwyt, z którego można było wyjść dalej.
Osoby niższe prawdopodobnie będą musiały rozwiązać ten fragment inaczej, korzystając z hakowatej dziury i podbijając nogi. Jak zwykle w takich miejscach wiele zależy od zasięgu i indywidualnego ustawienia ciała.
Powyżej tego cruxa trudności właściwie się kończą, choć samo wyjście wymaga jeszcze trochę siły. Warto zachować zapas energii, ale pionowe rysy pozwalają na chwilę odsapnąć i wytrząść ręce przed ostatnim fragmentem.
Droga, która uczy odpadania
Lewy Meningitis ma sześć wpinek, a odstępy między nimi są dość duże. Szczególnie po trzeciej wpince coś by się przydało. Większe odstępy oznaczają potencjalnie dłuższe loty, dlatego droga jest również wymagająca psychicznie. Jednocześnie nie chcę powiedzieć, że jest niebezpieczna – przy wspinaniu w tych trudnościach trzeba po prostu brać pod uwagę, że odpadnięcia są częścią procesu i nie zawsze da się ich uniknąć, jeśli chce się robić postępy.
To właśnie tutaj nauczyłem się, że czasem warto odpaść jeszcze kilka razy, zamiast uparcie próbować przejść drogę w ten sam sposób. Każda próba pozwalała mi coś poprawić: ustawienie stóp, skręt bioder, kolejność ruchów albo sposób wykorzystania chwytów. W końcu znalazłem sekwencję, która zadziałała.
Droga jest krótka, więc wstawki są szybkie, ale bardzo intensywne. Jednego dnia byłem w stanie zrobić trzy mocne próby i czułem, że na tym koniec. Następnego dnia przyjechałem już tylko na nią, rozgrzałem się, rozwiesiłem ekspresy i w kolejnej próbie poszedłem do góry.
I właśnie za takie drogi lubię wspinanie. Nie tylko za moment przejścia, ale też za całe kombinowanie, próby i błędy, które do niego prowadzą.
Lewy Meningitis VI.3 trafia do mojego TOP 5 najpiękniejszych dróg na Jurze, szczególnie jeśli chodzi o ten zakres trudności.
Jest estetyczna, techniczna, wytrzymałościowo-siłowa i naprawdę daje satysfakcję. Nie mam jeszcze na koncie setek dróg w tych trudnościach, ale porównując ją z wieloma przechodzonymi przeze mnie VI.2 i VI.2+, mogę powiedzieć jedno: to kawał świetnego wspinania.
Lewy Meningitis - jak przejść drogę?
Related posts
SKLEP
- 2x CHWYTO pocket! PROMO!
170,00 złOriginal price was: 170,00 zł.110,00 złCurrent price is: 110,00 zł.

Bądź na bieżąco