W szczególności, że ta niedzielna, całodniowa wycieczka na Bystrą (wejście, które nie miało mi sprawić – i faktycznie tak było – żadnych trudności) skutkowała dwoma innymi zdarzeniami, które spotęgowały efekt niesamowitości widma Brockenu. Nawiasem mówiąc, Bystra (2248 m) to najwyższy szczyt Tatr…Zachodnich uchodzący za względnie łatwy i przeznaczony dla początkujących piechurów z dobrą kondycją.

Pierwszym z tych zdarzeń był odgłos ryku dzikiego zwierza (moje natychmiastowe skojarzenie – niedźwiedź w pobliżu!) usłyszany podczas korzystania ze skrótu, kiedy to przedzierałem się przez kosodrzewinę. W tamtej chwili targnął mną strach, odniosłem bowiem wrażenie, że źródło tego dźwięku znajduje się blisko mnie. Miało to już miejsce, gdy zapadał zmierzch, więc tym mocniejszy dreszcz emocji wywołało. A jego następstwem była wizja, że może zdołałbym uspokoić tę bestię, oddając jej jabłko…więc mimowolnie przyspieszyłem kroku, z optymistyczną myślą, że nic złego jednak się nie zdarzy.

Drugi ewenement zaistniał nieco później – w trakcie powrótu do domu ze schroniska na Hali Ornak. Jako tako doszedłem do siebie, przekonany, że te dwie osobliwości jednego dnia, doznane w niedługich odstępach czasu, to i tak przekroczenie pewnej dziennej normy. Szedłem wówczas po terenie wyłaczonym ze wszelkich form taternictwa, więc nikt z silnym, sztucznym źródłem światła nie miał prawa się tam wałęsać. Ale moje oczy rejestrowały wyjątkową jasność skał – zupełnie jakby ktoś oświetlał je mocnym reflektorem.

Niespełna po kwadransie za plecami zobaczyłem blask, zupełnie jak gdyby nagle słońce wyszło…A to był skutek obecności księżyca, tak niesamowity jak nigdy przedtem. Czułem się tak, jakbym miał przed sobą przewodnika prowadzącego mnie do miejsca spoczynku niczym jeńca po wyprawie wojennej. Z tą wszakże różnicą, że mój cicerone nie tylko nie chciał mej krzywdy – on w pewnym sensie “pilotował” mnie do ciepłego, wygodnego łóżka.

Głosy gości / Wystaw ocenę
[Razem: 1 Średnia ocena: 5]